Powered By Blogger

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Rozdział 15

Ojciec strasznie się zdenerwował kazał Maćkowi wynosić się do swojego pokoju i zacząć się pakować bo wyjedziemy dzisiaj. Zaczęłam się na niego wydzierać ale i mi kazał się spakować. Powiedział, że  Maciek pojedzie z nim i jego przyszłą żoną a ja z matką. Stanowczo się nie zgodziłam, ale moje słowa były na marne, nawet maka mnie nie poparła. Wszyscy wyszli z pokoju  a ja zapłakana położyłam się na łóżko. Miałam stanowczy zakaz kontaktów z Maćkiem. Nie mogłam tego znieść. Zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju wycierając mokre policzki. Chciałam po raz pierwszy się do niego przytulić, bałam się o niego, wiem co zrobił parę tygodni temu. Rodzice zamknęli mi pokój na klucz zabrali telefon, komputer. Była godzina wyjazdu a ja nawet nie wyciągłam torby. Klucz w drzwiach zaczął się przekręcać a ja leżałam w łóżku. Ojciec kazał iść mi do auta, udawałam, że nie słyszę. Siłą wziął mnie z auta i przy nim kazał się pakować, wrzuciłam rzeczy bele jak, tak że nie mogły się zmieścić. Z płaczem szłam przez korytarz hotelu tak, że każdy patrzał się na mnie jak na idiotkę a jeszcze bardziej na ciągnącego mnie za sobą ojca. Wiedziałam, że ta jego przyszła żona nie mieszkała daleko nas, ale byłam pewna, że teraz wyniosą się z ojcem nie wiadomo gdzie. Ojciec wepchnął mnie siłą do auta matki i odjechała szybko. Siedziałam na tyle ze słuchawkami  uszach i z podkurczonymi nogami i głową w kapturze. Po policzkach spływały mi słone łzy, teraz dopiero zrozumiałam co do niego czuję. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że mogę go już nie zobaczyć.  Matka zatrzymała się na chwilę, bo chciała kupić coś do zjedzenia. Ja nie chciałam, mimo to kupiła mi cheeseburgera. Ja w tym czasie wzięłam torbę i poszłam do łazienki. Nie używałam jej praktycznie od przyjazdu. Pamiętam, że wsadziłam tam żyletki Maćka, była na nich jeszcze jego krew. Zamknięta w kabinie usiadłam na klopa i przejechałam sobie po ręce. Poczułam jak otwiera mi się skóra, podniosłam głowę do góry i wyciągłam ostrze z ręki. Po ręce leciałam mi krew, która starłam papierem toaletowym, a żyletkę do kieszeni spodni. wyszłam z łazienki z bólem, na szczęście miałam długi, czarny rękaw który wsadziłam do kieszeni. W aucie matka co chwila z kimś gadała przez telefon, na mnie praktycznie nie zwracała uwagi, zjadłam więc tego cheeseburgera aby na mnie nie patrzyła. Zdjęłam z drugiej ręki moją bandamkę i podwinęłam rękaw by zobaczyć rękę. Było dużo krwi która spłynęła aż do łokcia. Wzięłam chusteczkę z torebki  i wytarłam trochę udając, że drapię się po ręce. Mama spojrzała na mnie dziwnie i powróciła do rozmowy przez telefon. Chusteczkę z krwi wyrzuciłam przez okno a na rękę zawiązałam bandamkę. Wróciliśmy w końcu do domu, pobiegłam do łazienki. Rozebrałam bluzę i weszłam pod prysznic. Zmyłam krew i zostały tylko świeże ślady. Nie dawałam tam mydła bo szczypało, zawinęłam z powrotem w bandaż i wytarłam resztę ciała. Powiedziałam mamie, że wychodzę się  przejść. I tak Maciek miał przyjechać dopiero jutro, ojciec nie chciał żebym czasem do niech przychodziła. Łaziłam w bluzie teraz już bordowej, matka znów załatwiała jakieś sprawy, w ogóle nie przejmowała się tym moim porwaniem...strasznie zmieniła się po tym wyjeździe. Usiadłam na ławce i zaczęłam wdychać to powietrze.
Czułam się źle, chciałam do Maćka..

Krótki dzisiaj bo nie było dialogów tylko przemyślenia 'Laury'
Dzisiaj jestem po udanej wycieczce. Dzięki <3
No to do następnego razu. Pzdr;*

1 komentarz: