Nazajutrz obudziłam się z nowymi myślami. Postanowiłam, że z Dominikiem to ewidentnie koniec, a to co mnie tu czeka i co mi się stanie to kwestia czasu. Myślałam o Maćku, tacie i mamie. Za pewne ona nie wie co mi się stało.
U MAĆKA:
-Co się stało z tym samochodem?
-Nie mam pojęcia, muszę wysiąść i sprawdzić.
Po 10 minutach
-Niestety, auto się zepsuło.
-Co?! Akurat teraz.
-Przykro mi.
-Niech mi pan powie czy stąd jeszcze daleko do tego domu?
-Z jakieś10 km.
-Trudno idę na piechotę, dziękuję i do widzenia.
-Dasz sobie radę.
-Mam nadzieję.
W HOTELU:
-Kiedy pójdziesz zanieść te pieniądze?
-Dziś wieczorem.
-Nie sądzisz, że powinieneś poinformować jej matkę?
-Może i powinienem..później.
U LAURY:
Już tak na prawdę na niczym mi nie zależało. Mogłam tu zostać do końca życia bo co to by było za życie po wyjściu stąd. Tymczasem zaczęło się chmurzyć i zaczął padać deszcz. W tych okolicach było tak prawie codziennie więc mnie to nie zdziwiło. Nagle ktoś do mnie przyszedł.
-Cześć-powiedział.
-Kim jesteś?
-Nie ważne, powiedz mi tylko czy twój ojciec dotrzymuje obietnic.
-Nie wiem o jaką sprawę chodzi, ale jeśli o mnie chodzi to dla mnie nie dotrzymuje, ale po co ci to ?
-Bo tak, Jeśli jest tak jak mówisz to możesz przygotować się na najgorsze, cześć.
Te słowa mnie nie zdziwiły, Zdrzemnęłam się.
W HOTELU:
-Idę zanieść te pieniądze..
-Uważaj na siebie.
U LAURY:
Nagle coś zaczęło szeleścić...podniosłam się i zobaczyłam jakąś sylwetkę za oknem, która zaczęła szeptać moje imię.
-Laura, Laura...
-Kim jesteś?
Osoba weszła przez okno do środka, a że nie było szyb i okno było dość nisko łatwo dało się wejść.
-Maciek?!-Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam.
-Laura, w końcu cię znalazłem.
Odwiązał mi z rąk i nóg sznurki, po czym rzuciłam mu się na szyję.
-Dziękuję-odparłam.
-Nie ma za co, nawet nie wiesz ile przeszedłem żeby cię odnaleźć.
-Nie wiem co mam powiedzieć.
-Chodź uciekamy stąd.
-A jak nas nakryją?
-Nie mogą...musi się udać.
-Posłuchaj, słyszałam jak jeden z nich wychodził po jakąś kasę
-No to tym lepiej, o jednego mniej, Chodź.
TYMCZASEM U OJCA:
-No w końcu, masz kasę?
-Mam...a gdzie Laura?
-Zaraz tu będzie, tylko dam cynk Grubemu żeby ją przywiózł.-
*rozmowa*
-No siema gruby, przywieź panienkę kasa stygnie.
-Ale...jej tu nie ma.
-Co ty pierdzielisz?!
-No nie ma, nie mam pojęcia gdzie może być.
-To szukaj! Nie będę tu stał wiecznie. Jak znajdziesz dajesz cynka, nara.
#godzinę później#
-Długo jeszcze mam tu być?
-Zadzwonię i się dowiem!
Po 5 minutach:
-Idź se już, jak będę coś wiedział to ci powiemy.
-Jak, przecież nie macie mojego telefonu?
-Idź już!
5 godzin później:
-Zapewne jeszcze daleko do hotelu?
-Trochę.
-Coś się stało?
-Nie, po prostu nie wiem co bym zrobił jakby cię nie było.
-Ale jestem.
-I cieszę się, chciałem ci powiedzieć o nim, ale wiedziałem że coś do niego czujesz więc się powstrzymałem...gdybym ci wtedy powiedział zapewne i tak byś mi nie uwierzyła.
-To już nie ma znaczenia...i tak przestałam go kochać..
-Przykro mi
-Już nie ma czego...jakoś sobie poradzę...chyba.
-Razem sobie poradzimy hm?
________________________________________
Nie wiem już o czym pisać więc rozdziały będą chyba rzadziej, więc jeśli przed świętami już nie dodam to już teraz życzę wam zdrowia, szczęścia no i żeby wam się życzenia pospełniały, smacznego jajka i mokrego dyngusa i do następnego rozdziału. Pzdr:*

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńFajnee ; D
OdpowiedzUsuńhttp://blog-ksiazka-blog.blogspot.com/
Nowe opowiadanie xD
fajny
OdpowiedzUsuńCzad.;D
OdpowiedzUsuń