Była noc...nie należała do najcieplejszych a my musieliśmy dalej iść.
-Daleko jeszcze?
-Jesteśmy gdzieś w połowie drogi.
-Jak ty tu tak szybko przyjechałeś?
-Najpierw to taksówką a potem na piechotę.
-Wiesz, że nie musiałeś?
-Musiałem, tyle dla mnie zrobiłaś to się musiałem odwdzięczyć.
-Tylko ci rękę zaopatrzyłam...
-To już coś, poza tym myślę, że dobrze że na siebie trafiliśmy, przecież za chwilę zostaniemy rodziną.
-Gadałeś z nimi może? Wiesz coś o ślubie kiedy i w ogóle?
-Nie mówili nic.
-Tęsknię trochę za mamą..a co z twoim ojcem jeśli mogę spytać.
-Mama go zostawiła, to było już z 2 lata temu jeszcze przed poznaniem twojego ojca. Po prostu się jej znudził po 18 latach małżeństwa.
-To i tak długo, moi mieliby w tym roku 10 lat po, wiem że to dziwne bo ja mam 15, ale po prostu ożenili się 5 lat po moim urodzeniu.
-Może porozmawiajmy o czymś milszym?
-Ok, a o czym?
-Jesteś głodna?
-Szczerze to strasznie.
-To chodź tu jest jakaś stacja benzynowa, może coś mają.
-A masz kasę?
-Coś się znajdzie.
W knajpie śmierdziało dymem papierosowym i siedziało tam pełno pijaków gapiących się na nas, pewno byli zdziwieni, że jesteśmy trzeźwi. Maciek zamówił jakieś jedzenie i usiedliśmy przy pierwszym wolnym stoliku.
Nagle jakiś pijak do nas podszedł i zaczął się do mnie przystawiać.
-Hej! Zjeżdżaj stąd!-krzyczał Maciek.
-Bo co?!
-Bo dużo, chodź stąd Laura.
Szybko wstałam, zabrałam jedzenie i wybiegliśmy z baru.
-Nic ci nie jest?
-Nie dzięki.
-Spoko, Chodź, tam są jakieś pola, usiądziemy tam i to zjemy.
-Ok.
Zaczęło się przejaśniać, z tego co zapamiętałam to w barze była 4, to teraz będzie koło 6. Znaleźliśmy powalone drzewo i usiedliśmy na nim. Maciek zaczął bawić się jakimś sosem i smarować mi nim nos. Zaczęłam robić to samo, aż w końcu spadłam z drzewa, zaraz za mną Maciek. Patrzyliśmy we wschodzące słońce, było takie czerwono-pomarańczowe, po niebie latały ptaki, było słychać ich ćwierkanie. Jedyne co mnie martwiło to to, że nie było słychać mew, więc blisko do celu nie było. Podniosłam się w z powrotem usiadłam na pień drzewa, Maciek chyba zasnął... Słońce zaczęło palić swoimi promieniami świecić mu po oczach, wtedy się obudził.
-Ej, długo spałem?
-Chwilę.
-Sory, zostawiłem cię tak samą.
-Spoko posiedziałam sobie, fajne są tu widoki, jedyne co mnie martwi to, że nie słychać mew.
-Nie martw się, dojdziemy do hotelu, tylko to musi zająć trochę czasu.
-Ja się boję... boję się, że nigdy nie zobaczę już mamy, taty chodź nie wiem czy chcę go znać..w końcu w ogóle nie przejął się tym, że zaginęłam, mamie pewno też nic nie powiedział. Cieszę się tylko, że mam ciebie, nie wiem co bym zrobiła...*rozpłakałam się*
-Nie płacz, będzie dobrze zobaczysz...nigdy cię nie zostawię...
W tym momencie nasze usta spotkały się ze sobą...
____________________________________
Jak tam Święta ?:D Jeszcze raz wszystkim wszystkiego naj naj naj i do następnego rozdziału. Pzdr;* ;D

No, no Dżela.:D
OdpowiedzUsuńOlugaa.;p
masz może gg . ?
OdpowiedzUsuńa tak wgl. to chciałam ci powiedzieć, że masz zajebistego bloga *__* . Mimo, że dopiero dzisiaj go odkryłam, przeczytałam już WSZYSTKIE notki i nie mogę się doczekać następnych :D
zarabisty ;)
OdpowiedzUsuń