W nocy nie mogłam spać, obudziłam się po dwóch godzinach spędzonych w łóżku. Było to spowodowane silnym bólem ręki, nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego.. Poszłam do kuchni i przyłożyłam sobie lód, wzięłam dwie tabletki i czekałam aż przejdzie. Bez skutku. Była już 7:30.
-Hej córciu ty jeszcze nie wyszłaś?
-Nie mogę iść...
-Dlaczego? Coś się stało?
-Strasznie boli mnie ręka.
-Pokaż
-Przykładałam już lód, wzięłam tabletki, ale to na nic.
-Zostaniesz dzisiaj w domu, zadzwonię zaraz po lekarza.
-Dzięki
Lekarz miał być za pół godziny,
-Dzień dobry panu.
-Witam, proszę córka już czeka.
-Dzień dobry Niki, co się dzieje?
-Boli mnie ręka.
-Prawa?
-Tak..
Lekarka obejrzała rękę i od razu wszystko wiedziała.
-No tak chyba wiem dlaczego.
-Ym..
-Dostaniesz zastrzyk powinien pomóc.
-Dziękuję.
Poczułam lekkie ukłucie, później lekarka owinęła mi rękę bandażem i poszła. Ja ze zmęczenia się położyłam. Obudził mnie sms:
"-Gdzie jesteś? ;(" -Jake
-Źle się czuję, sory...
Nie miałam siły na wyjaśnienia, ale cieszę się że się martwił..
Spałam do 12, nie miałam siły wstawać z łóżka. W końcu z trudem zwlokłam się z niego. Zrobiłam sobie herbaty, na szczęście ból był mniejszy. Alex dzwoniła w sprawie zeszytów, wszystko jej wyjaśniłam.
Dziś obiad musiała zrobić Amanda, mam nadzieję, że nas nie potruje. Siostra zjadła z tatą zupę z paczki, ja nie byłam jeszcze głodna. Po szkole przyszedł do mnie Jake.
-Hej, co się stało? Czemu nie byłaś w szkole?
-Chodź usiądziemy. Chcesz zupy?
-Nie dzięki..
-Nie byłam bo..
Nie zdążyłam dokończyć bo nagle otworzyły się drzwi w których był Max.
-Cześć kochanie!-zaczął krzyczeć.
Był mocno nachlany...
-Co ty robisz?!-wydarłam się na niego.
Wszyscy domownicy naraz się zbiegli.
-Wynoś się!-krzyknęłam.
-Spokojnie kochanie-powiedział tata.
Wstałam z krzesła i wypchałam go za drzwi ze skutkiem mocnego bólu ręki.
-Ał!
-Co się stało?
-Moja ręka..
-Muszę zabrać cię do szpitala!
Nagle zemdlałam obudziłam się dopiero po kolejnym ukłuciu, tym razem pobierali mi krew, a na ręce widniała duża warstwa białej maści która zaraz miała zostać przykryta bandażem.
-No to już, krew pobrana a wyniki będą jutro.
-Dziękuję..
W tym czasie ojciec rozmawiał z lekarzem. Wyraźnie było słychać, że się kłócą. Powoli wstałam z krzesła i weszłam tam.
-O co się tak kłócicie?
-Chyba trzeba będzie jej powiedzieć.
-O czym?-spytałam przerażona?
-Jeśli bóle nie ustąpią i stan ręki się nie poprawi będziemy musieli amputować rękę...
Krótki ta..teraz chyba wszystkie takie będą bo nie mam już za bardzo pomysłów co tam pisać. Chyba nie długo zakończę to opowiadanie. Ale dzisiaj jak skończę będzie jeszcze jeden rozdział. Pzdr:*

Łooo..
OdpowiedzUsuńJa piernicze ale fajny.;*
Świetny rozdział ! Ciekawa jestem, co będzie z tą ręką :)
OdpowiedzUsuń