Powered By Blogger

piątek, 3 grudnia 2010

Rozdział 23

Rano obudziłam się z cholernym bólem ręki. Nie mogłam wytrzymać. Zerwałam się z łóżka jak poparzona i poszłam do łazienki. Odwinęłam całkiem przesiąknięty już bandaż. Przemyłam rany letnią wodą i zawinęłam w nowy bandaż. Na dworze było bardzo ciepło a ja miałam wielki bandaż na ręce którego swetrem nie mogłam przykryć. Zaczekałam więc aż tata wyjdzie do pracy, zjadłam szybko kromkę chleba. Nie chciałam nigdzie wychodzić, ale przypomniało mi się, że muszę odebrać Amandę. Zawinęłam więc na rękę jeszcze jeden bandaż, nie przesiąkał już tak mocno i wyszłam po nią. Zadzwoniłam do drzwi.
-Hej, jestem Tom, pewnie mnie już nie pamiętasz.
-Jasne, że pamiętam przyszłam po Amandę.
-Ok, wejdź pójdę po nią.
-Dzięki.
-A co ci się stało w rękę ?
-Yyy...kroiłam chleb i..nóż mi jakoś objechał i przecięłam sobie trochę rękę...
-A..to ja pójdę po Amandę.
trudno mi było przy nim kłamać a co miałam powiedzieć Amandzie i tacie...
-No hej jesteś w końcu.
-No to idziemy ?
-Jasne, to na razie Tom.
-Pa
-Ej siostra co ci się stało w rękę?
-Przecięłam się.
-Bolało?
-Trochę..czekaj bo telefon mi dzwoni.
-Halo?
-Hej córcia za ile będziesz w domu ?
-No zaraz.
-To pośpiesz się bo mam dla ciebie miłą niespodziankę.
-Dobrze, zaraz tam będę.
Przyśpieszyłam natychmiast kroku. Gdy weszła do domu zamurowało mnie. Przy stole siedział Oskar z tatą. Nawet nic nie mówiłam tylko mocno go przytuliłam.
-Co ty tu robisz?
-Za bardzo tęskniłem.
-Chodź na górę.
-Ok
Weszliśmy i usiedliśmy na tapczanie. Jednak zanim usiedliśmy dostałam buziaka.
-Ej co ci się stało w  rękę?
-Przecięłam się przypadkiem.
-Nicole..
Odwinął mi bandaż i zobaczył rany.
-Ty się pocięłaś ?
Nic nie odpowiedziałam tylko się do niego przytuliłam.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Nie mogłam sobie już dać rady..ale cięcie to nie jedna rzecz jaką zrobiłam.
-Co jeszcze ?
-Piłam.
-Dużo?
-Nie jeden kieliszek.
-Czego?
-Wódki ojca..
-Nie rób tego więcej, obiecaj mi.
-Obiecuję.
-Zostaję tu na jakiś czas, teraz stąd nie wyjadę, nie po tym co zrobiłaś.
-Sory, ale muszę iść po nowy bandaż.
-Pomogę ci zawiązać.
Potem siedzieliśmy w pokoju przez pół dnia, zamówiliśmy pizze.
-Nie musisz już wracać?
-W sumie to nie mam dokąd.
-Jak to ? To gdzie są twoi rodzice?
-W NY.
-Sam tu przyjechałeś?
-Tak.
-Czyli nie masz gdzie spać, to może zostaniesz tu.
-No chyba nie ma wyjścia.
-Jeszcze miesiąc wakacji..
-To zostanę tutaj do końca.
-Serio?
-Jasne, i tak w NY nie mam co robić a tu przynajmniej jesteś ty, możemy tez czasem razem tam jechać.
-Wiesz co ?
-No co takiego?
-Kocham cię.
-A wiesz co?
-No co?
-Ja cie bardziej.
-Nie ja cię.
-Czekaj muszę iść na chwilę do łazienki.
-To ja pójdę na dół po coś do picia.
Na dole siedziała Amanda.
-Hej młoda chcesz coś do picia?
-Nie dzięki.
-Co ty taka naburmuszona?
-Nie ważne!
-Dobra sory, że spytałam...
-Kiedy twój chłopak sobie pójdzie?
-No właśnie, on tu teraz zamieszka do końca wakacji.
-No chyba raczej nie.
-Masz coś przeciwko?
-Może mam!
-Dobra...weź się na mnie nie wyżywaj za cholera wie za co! Nie wiem co się stało, ale nic ci raczej nie zrobiłam, więc sobie daruj!
-Ej co to za kłótnie?
-Hej tato, spytaj Amandy..
Ja poszłam na górę.
-Amanda co się stało ?
-Nic! Musicie się wszyscy tak pytać?!
Pobiegła do siebie, nie wiem co się mogło stać.
-Jestem.
-No w końcu, co to za krzyki?
-Mała coś nie w sosie.. no ale nie mówmy o niej, lepiej powiedz czy masz jakieś ciuchy czy coś?
-A po co komu ciuchy, zrobimy tak jak wtedy kiedy byłem tu pierwszy raz pamietasz?
-Jasne, że tak, ale masz coś czy nie?
-No jasne, że mam.
-No to masz szczęście.
-To co teraz robimy?
-Nie wiem jak ty ale ja muszę zmienić znów bandaż.
-Boli cię?
-Cholernie.
-To przez niego to zrobiłaś nie ?
-Przez wszystko, przez śmierć mamy, tak bym chciała żeby tu była, potrzebuję jej..potem doszedł Max a potem rozstanie z tobą i powrót do L.A.
-A teraz, już wszystko jest dobrze?
-Myślę, że tak.
-Wiedz, że zawszę będę przy tobie i z mojego powodu na pewno się nie będziesz ciąc.
-Wierzę ci. Myślę, że już tego nigdy nie zrobię. To była tylko chwila słabości po prostu nie mogłam dać sobie rady, ale teraz już jest dobrze.
-Nie martw się już, widzę, że padasz z nóg może się położysz?
-No chyba tak zrobię, ale najpierw bandaż..
-To ja pójdę na dół, porozmawiam z twoim ojcem później może się prześpię trochę w salonie.
-No to do jutra.
-Dobranoc..

No to jutro następny :P

1 komentarz: