Powered By Blogger

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Rozdział 36

-O czym pani chce ich zawiadomić?
-Jednak twój szpik nie może zostać mu przekazany, myśleliśmy, że ktoś z jego rodziny może dać, ale nie ma żadnego kontaktu..
-Ja..mogę pójść do jego mieszkania, może zastanę tam kogoś.
-Dobrze, tylko proszę na siebie uważać. Na pewno nic już cię nie boli?
-Nie, wszystko jest ok. Wrócę za jakąś godzinę.
Ubrałam się w jakieś normalne ciuchy i poszłam do jego domu. Bałam się trochę tej okolicy, chodzili tam sami pijacy i nie raz przyjeżdżała tam policja, ale wiedziałam, że musiałam to zrobić. Zawiodłam się gdy mój szpik nie mógłbyć użyty to musiałam zrobić coś innego. 
Weszłam nie pewnie przez otwarte drzwi..w domu śmierdziało alkoholem i było ciemno od dymu papierosów, nagle z tego badziewia zobaczyłam kobietę leżącą na kanapie.
-Dzdzzzień dobry...
-Czego chcesz?!
-Jestem znajomą Max'a..on jest w szpitalu i potrzebny jest dla niego szpik. Lekarze kazali państwa odszukać. Musicie mu pomóc.
-Nic nie musimy, spierdalaj stąd bo wezwę policję!
-Nie drzyj się na dziewczynę! Ja pójdę z tobą, w końcu jestem jego matką.
-Dobrze, dziękuję. Ja już oddałam, niestety nie mogli go użyć.
-Mam nadzieję, że mój będzie szło.
-Jest tylko pewien problem..czy pani też pije?
-Nie..ja nie piję.
-To dobrze, to idziemy?
-Tak. A ty jełopie siedź tu i patrz jak nasz syn umiera tam.
-Zamknij za sobą drzwi i kup dwa browce!
-Pomarzyć to ty sobie możesz! Ruszyłbyś dupsko z fotela a nie tylko chlejesz to piwsko a my mamy syna w szpitalu! Idizemy!
-Dziękuję, że pani poszła. Jestem Niki.
-Tak wiem, byłaś z Max'em. Ja jestem Anna.
-Miło mi. Kocha pani swojego syna?
-Oczywiście, tylko przez męża...on nie pozwolił iść mi do szpitala..
-Przykro mi, nie myślała pani o rozwodzie? Bo jak sądzę to pani go nie kocha..
-Tak myślałam..ale kto mi da rozwód, on się nie zgadza, pieniędzy na adwokata nie mam.
-Może da się coś zrobić, ale teraz chodźmy do szpitala.
Pani Anna zrobiła badania i czekałyśmy na wyniki.
-Tak, może pani oddać. Tym razem powinien pasować, w końcu to rodzina.
-Dobrze, co mam teraz zrobić?
-Zaprowadzę panią na zabieg, później zostanie pani dobę na obserwacji.
-Dobrze.
-Pani Anno! Będę trzymać kciuki.
-Dziękuję.
Po zabiegu lekarze ponownie mieli spotkanie, a ja poszłam do pani Anny.
-Jak się pani czuje?
-Trochę osłabiona, ale było warto. Mam nadzieję, że potem zobaczę Maxa.
-Na pewno. Teraz pójdę porozmawiać z lekarzem.
-Dobrze.
-Pani doktorze i co?
-Podjęliśmy decyzję o operacji, jednak nie będzie łatwo.
-Dobrze, dziękuję.
-To ja dziękuję, sprowadziłaś dawcę.
-To jego matka..o ojcu wolę nie mówić.
-Pije?
-Mało powiedziane..radziłam jej żeby się rozwiodła..zobaczymy, jeszcze raz dziękuję, do widzenia.
-Do widzenia.
-Niki, czy możemy iść teraz do Max'a?
-Dobrze
Szłyśmy do niego i nagle zobaczyłyśmy coś czego żadna z nas się nie spodziewała...

Ha dodałam drugi jupiii dzięki za komenty a tego dedykuje Natalii :)

3 komentarze: