Powered By Blogger

piątek, 26 listopada 2010

Rozdział 20

Szybko otarłam łzy, bo przyszedł strażnik zabrać talerz. Później położyłam się i tak aż do rana. Obudził mnie strażnik i jak każdego dnia poszłam do łazienki i zjadłam kromkę jak zwykle suchego chleba. Później przyszedł do mnie komendant i powiedział, że jestem wolna.
-Jak to wolna? Przecież podobno kogoś "zabiłam".
-Zeznania zostały anulowane.
-Przez kogo ?
-Nie mogę ci tego powiedzieć, nie pytaj już o nic chyba, że chcesz tu trochę dłużej posiedzieć, przed wyjściem odbierz swoje rzeczy.
-Dobra, do widzenia.
Ogarnęłam się w łazience, odebrałam rzeczy i pobiegłam do domu. Po drodze spotkałam Oskara, miał taką minę jakby się coś stało.
-Hej.
-Co ty tu robisz?
-Wypuścili mnie.
-To super.
Przytuliłam go i poszliśmy na sok.
-No opowiadaj jak to było.
-Przyszedł do mnie policjant i powiedział, że ktoś anulował zeznania.
-A ten ktoś to Max ?
-Nie chciał mi powiedzieć, ale raczej tak.
-Co teraz zrobisz?
-Nie mam pojęcia. Muszę z nim pogadać.
-To zadzwoń do niego.
-Ok.
-Hej Max, możemy się spotkać?
-Nie, nie możemy.
-Dlaczego ?
-Bo mnie już nie ma w L.A, wyjechałem na stałe, żebyś mnie więcej nie musiała oglądać, a  i tak to ja anulowałem zeznania. Żegnaj na zawsze..
-Max!
-Co się stało Nicole?!
-Wyjechał na zawsze...To koniec, już go nigdy nie zobaczę.
-Nie mów tak, zobaczysz go gwarantuję ci to.
-Nie możesz tego gwarantować, ja muszę iść do domu i...proszę cię nie odprowadzaj mnie, cześć.
-Czekaj, obiecuję ci, że go zobaczysz, uwierz mi.
Odwróciłam się i poszłam do domu, szłam z płaczem. Nie mogłam w to uwierzyć, że go więcej nie zobaczę. A jednak martwiło mnie to co powiedział Oskar.  W domu na szczęście nikogo nie było więc mogłam się zaszyć w pokoju i płakać. Rano obudziłam się o 11, ale nie wstałam. Praktycznie cały dzień spędziłam w łóżku. Dopiero koło 16 wstałam bo byłam głodna, ubrałam się w ( SPODENKI, BLUZKA, TRAMPKI, CZAPKA) i poszłam do knajpy. Zamówiłam frytki na wynos i łaziłam po mieście. Zadzwonił telefon.
-Hej, no co tam porabiasz?
-Jem obiad.
-A co dobrego ?
-Frytki..
-Słuchaj mam dla ciebie niespodziankę, musimy się dziś spotkać.
-No ok, to przyjdź do mnie o 20.
-Spoko, nara.
Wróciłam do domu, tata oglądał z Amandą tv a ja poszłam na taras. Położyłam się na leżak  i włączyłam moje mp3. Leciała piosenka Nelly-Just a dream, chciało mi się płakać, ale nie mogłam bo zaraz miał przyjść Oskar, a nie mógł wiedzieć, że płaczę. Zrobiłam sobie budzik i leżałam.
Była 19.45 wstałam i zaniosłam do pokoju sok. Zadzwonił dzwonek do drzwi, pobiegłam otworzyć i poszliśmy do góry.
-No to co to za niespodzianka ?
-Wiem gdzie jest Max, mój ojciec jedzie tam w delegacji i możemy się z nim zabrać.
-Serio ?
-No tak.
-Gdzie on jest ?
-W Nowym Jorku.
-A kiedy moglibyśmy jechać?
-Właściwie to jutro.
-Jutro ?
-No tak, a co nie możesz?
-Nie no mogę..
-Dobra, to pomogę ci się pakować bo jak cię znam to zostawisz to na ostatnią chwilę.
-Dzięki...
-To jutro masz być o 6 gotowa ok ?
-Ok. Postaram się.
Pożegnaliśmy się i poszłam spać, bo jutro czekał mnie ważny dzień...

Jutro dodam kolejny ;D

1 komentarz: