Rano obudziła mnie pielęgniarka na zmianę opatrunku. Potem ugryzłam kawałek chleba. Czułam się już trochę lepiej jeśli chodzi o rękę. Postanowiłam pójść do lekarza zapytać czy mógłby mnie już dziś wypuścić.
-Dzień dobry, można?
-Tak wejdź Nicole.
-Czy mogłabym wyjść już dzisiaj ze szpitala?
-Pokaz mi swoją rękę muszę ją obejrzeć. No ładnie się goi, ale masz świadomość tego, ze pozostaną ci blizny?
-Tak, wiem o tym.
-Myślę, że mógłbym cię wypuścić, ale jutro musiałabyś spotkać się z psychologiem.
-Muszę? Po co mi to?
-On ci pomoże.
-Nic ani nikt mi nie pomoże.
-Uwierz, że taka rozmowa pomaga.
-O której miałby to być?
-Jutro o 12. A za 2 dni chciałbym żebyś tu przyszła, muszę poobserwować rękę.
-Dobrze, w takim razie pójdę się spakować.
Spakowałam wszystko i przyszedł Oskar.
-Hej co ty robisz? Wypuszczają cię?
-Tak
-Jak się czujesz?
-Lepiej, jutro muszę się spotkać z psychologiem.
-Lepiej byłoby żebym nie przychodził nie?
-Nie, fajnie że jesteś. Przemyślałam wszystko.
-To znaczy co?
-Kocham cię.
-A co z Maxem?
-Zniknął z mojego życia na zawsze, a ja się pozbieram.
-Będę ci pomagał
-Dzięki, obiecaj że nigdy nie zrobisz tego co Max.
-Obiecuję ci. A teraz idź się przebrać musimy iść po wypis.
-Ok zaraz wrócę.
Wróciliśmy do domu.
-Chcesz coś zjeść?
-Mam chyba w półce jakąś zupę z paczki, wystarczy tylko zalać wodą.
-Ok zaraz ci zrobię.
-Dzięki, to ja się pójdę rozpakować.
Weszłam na górę do łazienki. Chwyciłam żyletkę i postanowiłam, że się jej pozbędę. Wrzuciłam ją do kosza na śmieci. Nigdy więcej nie będzie rozwiązywać moich problemów.
-Ale ładnie pachnie.
-To tylko zupa z paczki.
-Ale dobra.
-Co teraz chcesz robić?
-No nie wiem, może pooglądamy telewizję?
-Dobra.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie przez pół dnia, czułam że on mnie nie skrzywdzi i, że wszystko będzie dobrze.
-O tata chyba wrócił.
-O Niki, jesteś już lekarz powiedział mi, że cię wpisał.
-Tak, wszystko jest ok. Jeśli jesteś głodny to w szafce jest jeszcze zupa z paczki.
-Ok, zaraz sobie zrobię.
-To my może pójdziemy na spacer co Niki?
-Ok.
Spacerowaliśmy sobie po plaży, zachód słońca był przepiękny (ZACHÓD SŁOŃCA), pocałowaliśmy się i obiecałam mu, że teraz już będzie wszystko dobrze. Gdy tak spacerowaliśmy spotkaliśmy Ros.
-Hej Ros, jak leci ?
-A spoko, sory, że cię nie odwiedziłam w szpitalu.
-Spoko i tak byłam tam tylko 2 dni.
-A jak się już czujesz?
-No bardzo dobrze. A gdzie Dave?
-W domu, musiał zaopiekować się siostrą.
-A..to chodź z nami, odprowadzimy cie do domu nie Oskar?
-Jasne.
-Dzięki
-No to my lecimy, narka.
-Paa
-No to co teraz robimy?
-Wrócimy do domu, i może coś zjemy? Bo jestem głodna jak wilk.
-A na co masz ochotę?
-Najbardziej to nie ciebie?
-Jestem nie do zjedzenia.
-A szkoda.
-Dobra sprawdźmy co tu mamy w lodówce...szynka, ser, pomidor może być?
-Jasne. Zrobię herbatę.
-Było pyszne.
-Taa
-To co idziemy na górę?
-Ok
-Ej Niki czekaj.
-No co tato?
-Jutro zaprosiłem znajomych na obiad, mam nadzieję, że będziecie.
-Jasne a o której?
-O 3.
-Spoko, to może zrobimy jakieś zakupy?
-Byłbym wdzięczny, rano zrobię wam listę.
-Ok, to dobranoc.
-Pa..
No to ten nwm czy jutro mi się uda dać ale się postaram. Pzdr :*

Sweet.;D
OdpowiedzUsuńfajne.^^ zobacz u mnie 2 blog z książka link:
OdpowiedzUsuńhttp://very-big-world.blogspot.com/