Rano obudziło mnie jakieś szturchanie. Otworzyłam oczy i okazało się, że to pielęgniarka.
-Nicole, idź do domu prześpij się
-Em.nie zostanę tu..chyba..Co z nim?
-Nie wybudził się jeszcze.
-Stan się poprawił?
-Jest stabilniejszy niż wczoraj..jak to mówią najważniejsza jest doba po operacji, to już za nami.
-Dziękuję,
-Teraz muszę pobrać mu krew, jakbyś mogła wyjść na chwilę na korytarz.
-Dobrze.
Na korytarzu spotkałam ojca.
-Hej, Niki ty tu jeszcze? Nie poszłaś do domu?
-Nie..yy przespałam się tutaj. Wiesz coś więcej?
-Tylko tyle, że jest lepiej niż wczoraj.
-Tyle to ja też wiem..teraz pobierają mu krew.
-Niki, proszę cię idź do domu, Oskar tam na ciebie czeka..
-Niezupełnie..dzień dobry..
-Oskar? A co ty tu robisz?
-Przyszedłem zabrać cię do domu.
-Ale..
-Żadne ale..wyśpisz się, zjesz porządne śniadanie i wrócisz tu.
-Dobra..ale wejdę tam jeszcze na chwilę.
-Czekam na ciebie 10 minut.
-Dobra..
Weszłam tam a on dalej leżał..usiadłam jeszcze na chwilkę i złapałam go za rękę. Nagle zaczął powoli otwierać oczy.
-Max?
-Niki...gdzie ja jestem...?
-W szpitalu.
-Jak to w szpitalu..przecież ja..
-Max...na szczęście ci się nie udało.
-Jakie szczęście..lepiej jakby się udało.
-Nie mów tak.
-Ty..ty się cieszysz, że ja żyję?
-Jasne, że tak. Słuchaj..jadę teraz do domu, przyjadę później zgoda? Ty się teraz wyśpij.
-Obiecaj, że przyjdziesz.
-Obiecuję, pa
Dałam mu całusa w czoło i poszłam do Oskara.
-No i co u niego ?
-Wybudził się.
-To super. Mówił coś?
-Tak, że żałuje że nie stało się to co się miało stać...
-Dobrze, że żyje. To co jedziemy do domu.
-Dobrze, a przywieziesz mnie tu później?
-Jasne, ale ja dzisiaj chyba będę wyjeżdżał..
-Co? Nie możesz..jesteś mi potrzebny
-Niki, pomyśl logicznie..ty do niego wrócisz a co ja mam tu siedzieć? Tam mam rodzinę i ojca w szpitalu do którego muszę iść.
-Rozumiem..nie będę cię tu trzymać na siłę. Ale wiedz, że i tak cię kocham, zawsze będę.
-Nie tak jak jego prawda?
-Oj no..Oskar wiesz jak jest..
-Wiem...dlatego właśnie chcę wyjechać jak najprędzej.
-Spotkamy się jeszcze?
-Mam nadzieję..
Gdy dojechaliśmy do domu:
-Dzięki za wszystko.
-No to czas się chyba pożegnać.
-Na prawdę musisz wyjechać?
-Muszę do ojca..mam nadzieję, że tu wrócę, że mnie jeszcze coś tu będzie ciągnęło. Teraz idź pospać ja w tym czasie się spakuję, potem się jeszcze pożegnamy.
-Dobra.
Prawie w ogóle nie spałam...zasnęłam dopiero po 2 godzinach leżenia i spałam do 4. Wstałam i szybko zjadłam przygotowane śniadanie.
-Hej, zjadłaś już?
-Tak, możemy jechać.
-Dobrze, wsiadaj ja muszę spakować jeszcze torby do bagażnika.
Czekałam na niego w aucie, nie było mi łatwo się z nim żegnać..w końcu byliśmy razem, krótko ale razem.
Przez całą drogę milczeliśmy..
-No to jesteśmy, wysiadaj i biegnij tam.
-Muszę się jeszcze pożegnać.
-Może lepiej nie.
-Czy ty mnie nienawidzisz?
-Nie..oczywiście, że cię kocham, ale wiem, że to nie ma sensu.
-Ale ja cię tez kocham i nikt nie powiedział, że wrócę do Max'a
-Przecież to tylko formalność...kochasz go i tyle, on dla ciebie by się zabił, to już prawdziwa miłość.
-Nie wiem czy z nim będę, teraz jestem tu z tobą i musisz mi powiedzieć co czujesz, ja dla ciebie zrobię wszystko.
-Tak, kocham cię, kocham od pierwszego wejrzenia, od wtedy kiedy ukrywałem się w twoim pokoju. I mam teraz taką cholerną ochotę cię pocałować ale ci tego nie zrobię, bo ty kochasz jego a ja to dla ciebie nikt.
-Nie mów tak! Jesteś dla mnie bardzo ważny..bo jesteś wyjątkowy inny niż inni, dziękuję Bogu, że cię poznałam i nawet się cieszę, że wtedy trafiłam do tego szpitala, że wtedy byłeś w tej łazience, że przyszedłeś do mnie do domu i że tak super się dogadaliśmy.
-Muszę już jechać..nie zdążę na samolot.
-Czekaj!
Pocałowałam go... i nie czułam żadnego poczucia winy, żadnego poczucia obowiązku, nic po prostu było mi dobrze przy nim.
-Co ty robisz Niki!
-Kocham cię, to właśnie robię.
-Nie, nie możesz, jego kochasz zrozum. Muszę już jechać.
-Nie odchodź tak, proszę cię!
-Niki, to się nie uda, zrozum, muszę jechać. Trzymaj się.
Odjechał...poczułam pustkę w sercu nie chciałam zostawać bez niego, teraz dopiero zrozumiałam, że go kocham, mimo tego, że Max żył i mogłam go mieć ja nie mogłam. Mimo tego, że przez niego robiłam takie głupstwa to nie miałam żadnego poczucia żeby z nim być, chciałam być z Oskarem ale bałam się, że jest już za późno...poszłam do szpitala..
-Dzień dobry czy to pani Nicole Simons?
-Tak to ja. O co chodzi?
-Mam dla pani pewną wiadomość...
No to na tyle :D Jak tam święta mijają? Bo u mnie nawet jakoś dobrze, katar mija i siedzę teraz u babci i się opycham żarciem, jutro pewnie z łóżka nie wstanę :P No to jeszcze raz wesołych. Pzdr :****

super
OdpowiedzUsuńsuper ;d
OdpowiedzUsuńFajny.;D
OdpowiedzUsuńCześć! Super blog. Zapraszamy na lucy-and-julii.blogspot.com, jest to opowiadanie o dwóch nastolatkach żyjących w dwóch różnych światach. Blog dopiero się rozkręca, ale mamy nadzieję, że zostawicie coś po sobie.
OdpowiedzUsuńby: avi and miś lu go . #
Super !
OdpowiedzUsuńJa sie popłakałam ! ;(
; **