-O co chodzi? Coś się stało?
-Max..
-Co z nim?!
-Musi mieć zrobiony przeszczep szpiku.
-Czy ja mogę się przebadać?
-Nie powinnaś...ale, z drugiej strony szpik młodych osób jest najlepszy. Proszę się zgłosić do laboratorium, piętro niżej.
-Dobrze, dziękuję.
Zrobiłam badanie i czekałam na wyniki.
-Pani Nicole Simons?
-Tak. I co ?
-Możesz oddać szpik, proszę za mną. Musisz podpisać zgodę na zabieg.
Podpisałam, bałam się tej operacji, ale robię to przecież dla niego. Zaprowadzono mnie do sali, przebrałam się i położyłam. Dali mi znieczulenie, od tamtej chwili czułam się jakby minęła wieczność.
Obudził mnie ojciec.
-Niki, Niki!
-Co jest...?
-Co ty zrobiłaś? Nawet ze mną nie porozmawiałaś...
-To dla niego...
-Nie możesz się tak poświęcać.
-Jak się kogoś kocha to się robi takie rzeczy.
-Nie wiadomo nawet czy on przeżyje operację.
-Przecież już się wybudził..
-Ponownie zapadł w śpiączkę, jego system odpornościowy jest bardzo osłabiony dlatego ten przeszczep.
-Nie ważne dlaczego ważne, że mogę pomóc.
-Teraz musimy czekać.
"Musimy czekać" dwa słowa które burzyły wszystko, nienawidziłam ich, słyszałam je gdy byłam przy mamie i słyszę je teraz kiedy ja tu jestem.. Przez to wszystko nie odbyły się zaplanowane urodziny..nie włożyłam sukienki którą wybrałyśmy razem z Ros..wszystko się spieprzyło. Dlaczego on mi to zrobił? Tylko na to pytanie chciałam znać odpowiedź. Przyszła do mnie pielęgniarka z kolacją, nie miałam siły jeść...w końcu zasnęłam. Nazajutrz obudziłam się po 7. Był przy mnie ojciec.
-Wiadomo już coś?
-Lekarze boją się przeprowadzić operację w jego stanie, ale jest ona konieczna. Bo jak do paru tygodni nie zostanie zrobiony przeszczep umrze..
-Musze iść porozmawiać z lekarzami.
-Ty teraz musisz leżeć.
-Czuje się już dobrze. Muszę tylko wstać...
Powoli wstałam i poszłam do lekarzy,
-Dzień dobry..co z Maxem..kiedy operacja?
-Właśnie idę na spotkanie, wszystkiego się dowiem.
-Dziękuję.
-Poszłam do pokoju..położyłam się i zaczęłam myśleć...zapomniałam, że Oskar dał mi prezent na urodziny. Miałam go gdzieś na dnie w torebce, zaczęłam szukać. Pudełko trochę się pogniotło. W środku był pierścionek. Był przepiękny..jak mogłam pozwolić muz wyjechać? Musiałam do niego zadzwonić, nie odbierał..
TYMCZASEM U OSKARA
Dzisiaj jakaś ważna kolacja..cholernie nie chce mi się tam iść, mama każe..i jeszcze mam iść z ta córką Dobsonów..nie dość, że brzydka to bez mózgu..Jak można nie wiedzieć że kangury żyją w Australii... no nic idę włożyć ten garnitur..ciekawe czy Niki podobał się pierścionek..co ona teraz robi..na pewno siedzi u Maxa..chętnie bym tam był.
-Oskar, jesteś gotowy zaraz będzie tu Mariah.
-Ta, jasne..
-No hej Oski, jak tam mój misiaczek ?
-Daruj sobie co?
-Nie bądź taki, pamiętasz jeszcze jak masz zachowywać się przy stole?
-Na pewno nie tak jak ty..powiedziałem pod nosem.
-Co tam mruczysz?
-Nic! Idziemy w końcu? Chce mieć to już za sobą.
-To będzie najlepszy wieczór w twoim życiu misiu.
-Chyba najgorszy..
Co za laska, wpieprza się do mnie i do tego wygląda jak jakaś dziwka sukienka.
Cały wieczór do dupy.
U NIKI
Nie wiem co będzie z Maxem..Nie mam już sił, chce już stąd wyjść...
-Niki, lekarz zaraz do ciebie przyjdzie.
-I co z Maxem?
-Ma może pani kontakt z jego rodzicami?
-Y..nie nie mam.
-Musimy ich zawiadomić.
-Chwila, ale o czym?
No taki długaśny troszku, pisany w zeszycie w aucie ;] a reszta w chałupie ^^ jutro być może następny. A jak tam święta? U mnie jakoś takoś. Pzdr :*

Świetne..Dżela oby tak dalej.;D
OdpowiedzUsuńA święta ujdą..jakoś się przeżyło.;p
OdpowiedzUsuńDziewczyno to jest świetne !!
OdpowiedzUsuńNapisz jutro kolejny ;)
Proszę ;D
heh ; *