Powered By Blogger

wtorek, 28 grudnia 2010

Rozdział 37

W oddali było widać jego ojca, był cały nachlany, a już miałam nadzieję...
Anna poszła do niego i od razu zaczęła się kłótnia. Zostawiłam ich i poszłam do Max'a. Nie mogłam z nim nawet porozmawiać a tak bardzo tego chciałam. Padałam już z nóg. Nie mogłam na nich ustać. Zobaczyłam nagle Adama.
-Hej Niki..Widzę, że już ledwo na nogach stoisz.
-Ta...
-Pójdę na chwilę do Max'a potem cię odprowadzę co ty na to ?
-Eh..no dobrze..
-Co mówią lekarze?
-Że operacja jest ryzykowna, ale konieczna. Ja nie wiem co ja zrobię jak on...
-Nawet tak nie myśl..
-Chyba pójdę już do domu.
-Dobra, to chodź.
Wstąpiliśmy na lody..a później pożegnaliśmy się i poszłam do siebie. Spałam jakieś 4 godziny, obudziła mnie Amanda.
-Co jest?! Oszalałaś?!
-Chodź szybko na dół!
-Nie! Ja tu śpię, nie widać?!
-Niki! Tam się pali..
-Co?!
Zbiegłam na dół po uprzednim upadku i rozbiciu ręki. Zobaczyłam płonącą ścierkę obok kuchenki. Szybko podbiegłam i próbowałam ugasić to wodą, na nic, pożar się jeszcze bardziej rozprzestrzeniał.
-Amanda! Dzwoń do taty, ja spróbuję to ugasić.
Trochę udało mi się ugasić. W między czasie dzwoniłam na straż pożarną. Nikt nie odbierał. W tym czasie do domu wbiegł ojciec.
-Co się tu dzieje? Niki!
-Tato pomóż mi do cholery a nie szukaj winnych!
-Zadzwonię na straż pożarną.
-Tam nikt nie odbiera! Szybko idź do łazienki nalej wody do tego wiadra! Pośpiesz się do cholery!
W końcu po kilkudziesięciu próbach dodzwonienia się do straży ktoś odebrał.
-Halo..pożar ulicaAndersona18. Szybko!
-Zaraz będziemy.
Ta zaraz..przyjechali po 20 minutach, a ogień był coraz większy.
-Proszę się odsunąć.
Strażacy walczyli z ogniem a nam kazali wyjść na zewnątrz. Patrzeliśmy jak nasz dom płonie. Myśleliśmy, że już nie dadzą rady, jednak po 3 godzinach gaszenia pożar został ugaszony. Dom był w kompletnej ruinie. Cała kuchnia spłonęła, wszystko do wymiany. Byliśmy zszokowani tym wszystkim. Jak w ogóle doszło do pożaru? Przecież ja spałam  a Amanda  też..dopuszczałam nawet do siebie myśli, że ktoś mógł się włamać do domu i podpalić...już się wszystkiego mogłam spodziewać po tym co się zdarzyło. Cały wieczór sprzątaliśmy resztki kuchni. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień..padłam na łóżko i zasnęłam..


No troszkę krótszy, ale dałam tyle żebyście już mogli poczytać i tak rozdzieliłam na 2 części, jutro dodam pewno popołudniu albo wieczorem bo rano mam wychodne xd. Pzdr :*
a i dedyk dla Kaśki mam nadzieję, że jutro bd fajnie :P

4 komentarze:

  1. podoba mi się jak piszesz;)
    zapraszam również do mnie;d

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne opowiadanie. :3
    zapraszam na mój nowy blog: lucy-suvilan.blogspot.com
    pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń