Powered By Blogger

sobota, 13 listopada 2010

Rozdział 14

W tv mówili o wypadku jakiegoś samolotu, od razu złapałam telefon i zadzwoniłam do Max'a. Nie odbierał.
Strasznie się denerwowałam, ze 20 razy do niego dzwoniłam. Nie mogłam tak siedzieć w domu, wybiegłam z niego i poszłam do taty.
-Tato, w wiadomościach mówili o jakimś wypadku  samolotu, strasznie się boje, Max przecież dzisiaj leciał. Dzwoniłam do niego i ...
Zadzwonił mój telefon,
-Halo?!
-Hej to ja Max, sorki, że nie odbierałem ale fon mi padł. Teraz jestem już w hotelu i podłączyłem do ładowania. Coś się stało?
-Max! Ja się tak o ciebie bałam!
-Ale dlaczego?
-W wiadomościach mówili o wypadku jakiegoś samolotu, myślałam, że to ten którym leciałeś!
-Właśnie na lotnisku było straszne zamieszanie, pewnie dlatego. Ale nie martw się już, jestem cały i zdrowy.
-Strasznie się bałam, że mogę cię stracić.
-Już wszystko dobrze, chciałbym cię teraz przytulić.
-Ja cię też. Kiedy wrócisz?
-Nie prędzej niż za 2 tygodnie.
-A co z Mad?
-Jest w szpitalu, bo ciąża jest zagrożona.
-Trochę mnie przerasta ta cała sytuacja, czemu nie może cię być tu. Przecież ona ma rodzinę tam u siebie, dlaczego ty musisz tam być.
-Dobrze, muszę ci to powiedzieć, Mad ma tą samą grupę krwi co ja, i musiałem oddać dla niej.
-Ok ale po co tam siedzisz?
-Jeśli będzie potrzebna, będę musiał dać więcej,  a lekarz mówił, że Mad ma termin za 2 tygodnie. A krew potrzebuje, bo miała silne skurcze i dużo jej straciła, co ja ci będę opowiadał to nic ciekawego.
-Ta..wracaj szybko, proszę cię.
-Postaram się najszybciej jak się da. Pa kochanie.
-Pa
Wróciłam do taty,
-Hej no i jak tam?
-To nie był ten samolot, chyba wrócę już do domu.
-Ok, ja będę za około 2 godzinki, pa.
Do domu, droga strasznie mi się dłużyła. Była 2 w nocy, a mi w ogóle nie chciało się spać. Pamiętam jak chodziliśmy tędy jak nie byłam jeszcze z Max'em. W końcu dotarłam do domu. Wyciągnęłam klucze z torebki i zobaczyłam siedzącego na progu jakiegoś chłopaka.
-Ej co ty tu robisz?
-Nie pamiętasz mnie? (Oskar)
-Nie...
-Wtedy jak płakałaś w łazience w szpitalu...to ze mną rozmawiałaś.
-Po co tu przyszedłeś?
-Chciałem pogadać.
-O czym? My się nie znamy.
-Chciałem po prostu spytać jak się czujesz.
-Dobrze..
-Cieszę się,
-Dobra, chodź wejdź do domu.
-Dzięki.
-Napijesz się czegoś?
-Może soku.
-Ok, siądź sobie na kanapie.
-Ok.
-Masz..
-Dzięki.
-Mamy 2 godziny, bo później przychodzi mój ojciec z pracy,  więc co chciałeś?
-Chciałem cię zobaczyć.
-Jak mam to rozumieć?
-Bobra nie ważne..
Czas szybko zleciał i tata wrócił.
-Mój tata wrócił, chodź szybko do mojego pokoju.
-Córciu wróciłem.
-Masz tu siedzieć zaraz wrócę.
-Tak tato, jak tam w pracy?
-Wszystko dobrze, idź już spać bo późno.
-Dobrze, dobranoc.
Poszłam do pokoju.
-Będziesz tu dzisiaj spał, ale jak mój ojciec cię zobaczy urwę ci głowę.
-Nie no spoko, gdzie mam spać.
-Na łóżku, ja i tak nie zasnę więc mogę ci je odstąpić na jedną noc.
-Ja też teraz nie zasnę.
-Co ty do mnie masz?
-Bo ja..dobra nie ważne. pójdę do łazienki..
Usiadłam na łóżku i myślałam o nim..co on może chcieć......

2 komentarze: