Rano obudził mnie budzik, Oskar już wstał.
-Hej, wyspałaś się?
-Trochę.
-Słuchaj, pamiętasz tą imprezę z okazji mojego wyjazdu ?
-No jak mogę nie pamiętać, po niej trafiłam do pierdla..
-Ta..no to miałem wtedy wyjechać, ale postanowiłem, że przekonam rodziców żeby przełożyli wyjazd. Miałem wyjechać właśnie tu do NY. Ale zostałem przy tobie, nie mogłem cię zostawić w takiej sytuacji...teraz ten twój wyjazd powrotny..wrócisz sama..ja tu już zostaję na stałe.
-Jasne..będzie mi cię brakowało.
-Mi ciebie też. Będę do ciebie przyjeżdżał kiedy tylko będę mógł.
-Dzięki, ja też się postaram. A o której mam ten samolot ?
-Za dwie godziny.
-To zacznę się pakować.
-Pomogę ci.
-Dzięki.
Poszliśmy później coś zjeść, bo Oskar nie chciał mnie puścić z pustym żołądkiem. Nadszedł czas aby pojechać na lotnisko. Gdy dotarliśmy na miejsce łzy napłynęły mi do oczu..tu wszystko się kończy. Mój związek i nasza przyjaźń.
-Dzięki ci za wszystko, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Jesteś dla mnie ważna, dlatego to robię. Proszę cię uważaj tam na siebie.
-Ok, będę.
Mocno się do niego przytuliłam, a on mnie pocałował a ja to odwzajemniłam . Byłam tym zszokowana, tym bardziej, że musiałam już iść. Jeszcze w pośpiechu włożył mi do ręki małe pudełeczko, powiedział że mam otworzyć a samolocie.
-Żegnaj.
-Wkrótce się zobaczymy obiecuję....
Wsiadłam do samolotu, zajęłam pierwsze lepsze miejsce i zaczęłam płakać. Wszystko mi się popsuło, straciłam miłość swojego życia a teraz ten pocałunek...nie wiedziałam o czym myśleć..Zadzwonił telefon,
-Hej córciu wyleciałaś już?
-Tak, za niedługo powinnam wylądować,
-Dobrze to my czekamy z Amandą na lotnisku, pa
-Pa..
Szybko otarłam łzy, bo mieliśmy zaraz wysiadać. Przywitałam się z rodziną i pojechaliśmy do domu.
-Amanda idź się pobawić, muszę chwilę pogadać z Nicole.
-Ok
-I jak tam sprawa z Maxem?
-Jeśli chodzi ci o to czy jesteśmy razem to nie.
-Przykro mi
-NY to jakieś przeklęte miasto...straciłam tam chłopaka i jeszcze ten pocałunek...
-Jaki pocałunek?
-Na lotnisku..Oskar mnie pocałował..
-Czujesz coś do niego ?
-Nie wiem tato..moje uczucia są teraz w totalnej rozsypce w takich momentach właśnie brak mi mamy..
-Cieszę się, że mówisz mi o wszystkim. Wiem nigdy nie zastąpię ci matki, ale mi zawsze możesz wszystko powiedzieć, wiedz o tym.
-Jasne tato dzięki, muszę otworzyć to pudełeczko, dostałam je od niego.
-No pokaż co tam masz
W pudełku był prześliczny wisiorek (WISIOREK).
-Jest śliczny.
Zamurowało mnie, bardzo mi się spodobał.
-Tato możesz mi go zapiąć?
-Jasne, odwróć się.
Pięknie wyglądał na szyi. Pobiegłam to pokoju zadzwonić i podziękować za prezent.
-Hej, wisiorek jest przepiękny, dzięki.
-Cieszę się, że ci się podoba.
-Wiem głupie, ale już tęsknię.
-Ja też..a powiedz jak minął lot?
-Dobrze.
-To fajnie, słuchaj ja muszę kończyć, zadzwonię do ciebie później ok ?
-Ok, pa
-Kocham cię.
Zatkało mnie, Nie mogłam uwierzyć, że po sprawie z Maxem może mi się jeszcze coś takiego przydarzyć.
-Córciu idę do pracy zaprowadzę Amandę do koleżanki, wrócę późno paa
-Dobrze paa.
Pomyślałam, że spotkam się z Ros, dawno się nie widziałyśmy.
-Hej, może się spotkamy ?
-Jasne a o której ?
-No jak możesz to ja bym po ciebie podeszła za jakieś pół godziny ok ?
-Spoko, czeka musisz mi opowiedzieć o wyjeździe, paaa
Poszłam na górę, wygrzebałam z szafy jakieś ciuchy, ogarnęłam włosy i wyszłam z domu.
-No hej jestem.
-Wejdź na chwilę, muszę tylko się przebrać ok?
-Spoko, poczekam
-Hej Nicole.
-Cześć Dave.
-I jak tam było w NY?
-W miarę...
-Może się czegoś napijesz ?
-Nie dzięki, zaraz wychodzę z Ros to pewnie coś kupimy..
-Jasne to ja będę leciał, bawcie się dobrze, paa Kochanie, nara Niki.
-Pa
-No jestem możemy iść.
Kupiłyśmy sobie po kebabie i łaziłyśmy po całym mieście ze 3 godziny, potem wybrałyśmy się na plażę, i spacerowałyśmy brzegiem morza. Brakowało mi tych naszych spotkań, miałam wrażenie że jej też.
Dostałam sms.
Hej, bądź o 6 koło budki w której kupiłaś kebeba
Ktoś..
Nie miałam pojęcia kto to mógł być, była już 5.50 więc poszłam tam Ros czekała obok.
Zobaczyłam tam Max'a, natychmiast odwróciłam się i chciałam isć.
-Co ty tu robisz?! Po co to robisz, wszystko utrudniasz!
-Daj mi coś powiedzieć!
-Byle szybko!
-Nie jestem już z tą laską.
-I mam się cieszyć czy co ?
-Możemy być teraz razem.
-Ty sobie chyba żartujesz.
-Nie
-Nie mam czasu słuchać takich rzeczy.
-I komu to nie zależy.
-A to może ja sobie kogoś znalazłam i cię zostawiłam, może ja wyjechałam i wsadziłam cię do pudła co?! Zastanów się co ty w ogóle mówisz!
-Czyli koniec z nami?
-Już dawno nie ma "nas"!
-Możemy to naprawić.
-Ja nie wiem czy chce po tym wszystkim, a już wiem nie chce więc nie pokazuj mi się więcej na oczy jeśli byś mógł, cześć.
-Ej Ros słuchaj idź do domu, ja muszę iść jeszcze do sklepu bo..chleba nie mamy w domu a miałam kupić.
-Dobra, nie przejmuj się nim..o ładny naszyjnik masz, kupiłaś w NY?
-Nie, dostałam.
-O no to fajnie, dobra to lecę, popiszemy potem na kompie. Nara
-Pa.
Gdy Ros znikła mi z oczu wybuchłam płaczem po co on przyjeżdżał myślał, że co że będzie jakby się nic nie stało? Weszłam do sklepu i kupiłam maszynki do golenia.
Wróciłam do domu nikogo nie było. Nie jadłam kolacji, nawet nie byłam głodna. Wyciągnęłam z lodówki wódkę taty, została jeszcze z czasów gdy mama zmarła...nalałam sobie i wypiłam. Poczułam wielką ulgę. Potem poszłam do pokoju, wzięłam prysznic i myślałam o dzisiejszym dniu. Taj mnie boli każda rozmowa z nim, nie sądziłam, że można kogoś aż tak nienawidzić a w głębi serca go kochać. Nie wytrzymałam i wyjęłam żyletkę z maszynki do golenia która kupiłam niby dla taty. Bałam się tego, byłam rozkojarzona. Przejechałam sobie lekko po skórze, z każdą chwilą coraz mocniej. Nie czułam bólu było to dość dziwne. Z ręki kapała na podłogę krew, nie było jej strasznie dużo. Nie mogłam wierzyć, że moje życie aż tak się skomplikuje, że stracę mamę potem chłopaka a teraz musiałam opuścić najlepszego przyjaciela. Usłyszałam, że tata wraca, szybko schowałam żyletkę.
-Córciu jesteś na górze.
-Tak..yy właśnie sie szykuję do kąpieli.
-A dobrze to potem zejdź na dół.
-Ok.
Szybko starałam się zmyć krew, bardzo mnie szczypało. W szafce pod umywalką znalazłam apteczkę. Wyciągnęłam z niej bandaż i zawinęłam sobie wokół ręki, był jednak problem bandaż szybko przesiąkł, ubrałam więc czarny sweter ze względu na długi rękaw i kolor. W łazience umyłam tylko jeszcze podłogę i zeszłam szybo na dół zanim bandaż całkiem mi przesiąknie.
-No hej tato co chciałeś?
Zapomniałam schować butelkę wódki do lodówki, na szczęście tata był w łazience, szybko ją schowałam. Myślę, że jej nie zauważył.
-No jesteś już, może jemy jakąś kolację?
-Nie dzięki ja nie jestem głodna, pójdę do siebie do jutra.
-Ok, pa
Szybko pobiegłam do pokoju, bandaż był całkiem przesiąknięty, wiec musiałam go zmienić. Na jakiś czas nie zawijałam ręki wycierałam tylko chusteczką, dopiero jak przestało lecieć tak mocno to zawinęłam bandaż, dziwnie się teraz czułam zawracało mi się w głowie, wyszłam szybko na taras pooddychać świeżym powietrzem. Zrobiło mi się lepiej i wróciłam do pokoju, otwarłam okno na wszelki wypadek. Z wykończenia padłam na łóżko i zasnęłam...
No wyszedł mi chyba najdłuższy jak dotąd, mam nadzieję, że się podoba. Pzdr :*

No cudo.;D
OdpowiedzUsuńboski rozdział
OdpowiedzUsuń