Powered By Blogger

czwartek, 2 grudnia 2010

Rozdział 22

Rano obudził mnie budzik, Oskar już wstał.
-Hej, wyspałaś się?
-Trochę.
-Słuchaj, pamiętasz tą imprezę z okazji mojego wyjazdu ?
-No jak mogę nie pamiętać, po niej trafiłam do pierdla..
-Ta..no to miałem wtedy wyjechać,  ale postanowiłem, że przekonam rodziców żeby przełożyli wyjazd. Miałem wyjechać właśnie tu do NY. Ale zostałem przy tobie, nie mogłem cię zostawić w takiej sytuacji...teraz ten twój wyjazd powrotny..wrócisz sama..ja tu już zostaję na stałe.
-Jasne..będzie mi cię brakowało.
-Mi ciebie też. Będę do ciebie przyjeżdżał kiedy tylko będę mógł.
-Dzięki, ja też się postaram. A o której mam ten samolot ?
-Za dwie godziny.
-To zacznę się pakować.
-Pomogę ci.
-Dzięki.
Poszliśmy później coś zjeść, bo Oskar nie chciał mnie puścić z pustym żołądkiem. Nadszedł czas aby pojechać na lotnisko. Gdy dotarliśmy na miejsce łzy napłynęły mi do oczu..tu wszystko się kończy. Mój związek i nasza przyjaźń.
-Dzięki ci za wszystko, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Jesteś dla mnie ważna, dlatego to robię. Proszę cię uważaj tam na siebie.
-Ok, będę.
Mocno się do niego przytuliłam, a on mnie pocałował a ja to odwzajemniłam . Byłam tym zszokowana, tym bardziej, że musiałam już iść. Jeszcze w pośpiechu włożył mi do ręki małe pudełeczko, powiedział że mam otworzyć a samolocie.
-Żegnaj.
-Wkrótce się zobaczymy obiecuję....
Wsiadłam do samolotu, zajęłam pierwsze lepsze miejsce i zaczęłam płakać. Wszystko mi się popsuło, straciłam miłość swojego życia a teraz ten pocałunek...nie wiedziałam o czym myśleć..Zadzwonił telefon,
-Hej córciu wyleciałaś już?
-Tak, za niedługo powinnam wylądować,
-Dobrze to my czekamy z Amandą na lotnisku, pa
-Pa..
Szybko otarłam łzy, bo mieliśmy zaraz wysiadać. Przywitałam się z rodziną i pojechaliśmy do domu.
-Amanda idź się pobawić, muszę chwilę pogadać z Nicole.
-Ok
-I jak tam sprawa z Maxem?
-Jeśli chodzi ci o to czy jesteśmy razem to nie.
-Przykro mi
-NY to jakieś przeklęte miasto...straciłam tam chłopaka i jeszcze ten pocałunek...
-Jaki pocałunek?
-Na lotnisku..Oskar mnie pocałował..
-Czujesz coś do niego ?
-Nie wiem tato..moje uczucia są teraz w totalnej rozsypce w takich momentach właśnie brak mi mamy..
-Cieszę się, że mówisz mi o wszystkim. Wiem nigdy nie zastąpię ci matki, ale mi zawsze możesz wszystko powiedzieć, wiedz o tym.
-Jasne tato dzięki, muszę otworzyć to pudełeczko, dostałam je od niego.
-No pokaż co tam masz
W pudełku był prześliczny wisiorek (WISIOREK).
-Jest śliczny.
Zamurowało mnie, bardzo mi się spodobał.
-Tato możesz mi go zapiąć?
-Jasne, odwróć się.
Pięknie wyglądał na szyi. Pobiegłam to pokoju zadzwonić i podziękować za prezent.
-Hej, wisiorek jest przepiękny, dzięki.
-Cieszę się, że ci się podoba.
-Wiem głupie, ale już tęsknię.
-Ja też..a powiedz jak minął lot?
-Dobrze.
-To fajnie, słuchaj ja muszę kończyć, zadzwonię do ciebie później ok ?
-Ok, pa
-Kocham cię.
Zatkało mnie, Nie mogłam uwierzyć, że po sprawie z Maxem może mi się jeszcze coś takiego przydarzyć.
-Córciu idę do pracy zaprowadzę Amandę do koleżanki, wrócę późno paa
-Dobrze paa.
Pomyślałam, że spotkam się z Ros, dawno się nie widziałyśmy.
-Hej, może się spotkamy ?
-Jasne a o której ?
-No jak możesz to ja bym po ciebie podeszła za jakieś pół godziny ok ?
-Spoko, czeka musisz mi opowiedzieć o wyjeździe, paaa
Poszłam na górę, wygrzebałam z szafy jakieś ciuchy, ogarnęłam włosy i wyszłam z domu.
-No hej jestem.
-Wejdź na chwilę, muszę tylko się przebrać  ok?
-Spoko, poczekam
-Hej Nicole.
-Cześć Dave.
-I jak tam było w NY?
-W miarę...
-Może się czegoś napijesz ?
-Nie dzięki, zaraz wychodzę z Ros to pewnie coś kupimy..
-Jasne to ja będę leciał, bawcie się dobrze, paa Kochanie, nara Niki.
-Pa
-No jestem możemy iść.
Kupiłyśmy sobie po kebabie i łaziłyśmy po całym mieście ze 3 godziny, potem wybrałyśmy się na plażę, i spacerowałyśmy brzegiem morza. Brakowało mi tych naszych spotkań, miałam wrażenie że jej też.
Dostałam sms.
Hej, bądź o 6 koło budki w której kupiłaś kebeba
Ktoś..
Nie miałam pojęcia kto to mógł być, była już 5.50 więc poszłam tam Ros czekała obok.
Zobaczyłam tam Max'a, natychmiast odwróciłam się i chciałam isć.
-Co ty tu robisz?! Po co to robisz, wszystko utrudniasz!
-Daj mi coś powiedzieć!
-Byle szybko!
-Nie jestem już  z tą laską.
-I mam się cieszyć czy co ?
-Możemy być teraz razem.
-Ty sobie chyba żartujesz.
-Nie
-Nie mam czasu słuchać takich rzeczy.
-I komu to nie zależy.
-A to może ja sobie kogoś znalazłam i cię zostawiłam, może ja wyjechałam i wsadziłam cię do pudła co?! Zastanów się co ty w ogóle mówisz!
-Czyli koniec z nami?
-Już dawno nie ma "nas"!
-Możemy to naprawić.
-Ja nie wiem czy chce po tym wszystkim, a już wiem nie chce więc nie pokazuj mi się więcej na oczy jeśli byś mógł, cześć.
-Ej Ros słuchaj idź do domu, ja muszę iść jeszcze do sklepu bo..chleba nie mamy w domu a miałam kupić.
-Dobra, nie przejmuj się nim..o ładny naszyjnik masz, kupiłaś w NY?
-Nie, dostałam.
-O no to fajnie, dobra to lecę, popiszemy potem na kompie. Nara
-Pa.
Gdy Ros znikła mi z oczu wybuchłam płaczem po co on przyjeżdżał myślał, że co że będzie jakby się nic nie stało? Weszłam do sklepu i kupiłam maszynki do golenia.
Wróciłam do domu nikogo nie było. Nie jadłam kolacji, nawet nie byłam głodna. Wyciągnęłam z lodówki wódkę taty, została jeszcze z czasów gdy mama zmarła...nalałam sobie i wypiłam. Poczułam wielką ulgę. Potem poszłam do pokoju, wzięłam prysznic i myślałam o dzisiejszym dniu. Taj mnie boli każda rozmowa z nim, nie sądziłam, że można kogoś aż tak nienawidzić a w głębi serca go kochać. Nie wytrzymałam i wyjęłam żyletkę z maszynki do golenia która kupiłam niby dla taty. Bałam się tego, byłam rozkojarzona. Przejechałam sobie lekko po skórze, z każdą chwilą coraz mocniej. Nie czułam bólu było to dość dziwne. Z ręki kapała na podłogę krew, nie było jej strasznie dużo. Nie mogłam wierzyć, że moje życie aż tak się skomplikuje, że stracę mamę potem chłopaka a teraz musiałam opuścić najlepszego przyjaciela. Usłyszałam, że tata wraca, szybko schowałam żyletkę.
-Córciu jesteś na górze.
-Tak..yy właśnie sie szykuję do kąpieli.
-A dobrze to potem zejdź na dół.
-Ok.
Szybko starałam się zmyć krew, bardzo mnie szczypało. W szafce pod umywalką znalazłam apteczkę. Wyciągnęłam z niej bandaż i zawinęłam sobie wokół ręki, był jednak problem bandaż szybko przesiąkł, ubrałam więc czarny sweter ze względu na długi rękaw i kolor. W łazience umyłam tylko jeszcze podłogę i zeszłam szybo na dół zanim bandaż całkiem mi przesiąknie.
-No hej tato co chciałeś?
Zapomniałam schować butelkę wódki do  lodówki, na szczęście tata był w łazience, szybko ją schowałam. Myślę, że jej nie zauważył.
-No jesteś już, może jemy jakąś kolację?
-Nie dzięki ja nie jestem głodna, pójdę do siebie do jutra.
-Ok, pa
Szybko pobiegłam do pokoju, bandaż był  całkiem przesiąknięty, wiec musiałam go zmienić. Na jakiś czas nie zawijałam ręki wycierałam tylko chusteczką, dopiero jak przestało lecieć tak mocno to zawinęłam bandaż, dziwnie się teraz czułam zawracało mi się w głowie, wyszłam szybko na taras pooddychać świeżym powietrzem. Zrobiło mi się lepiej i wróciłam do pokoju, otwarłam okno na wszelki wypadek. Z wykończenia padłam na łóżko i zasnęłam...

No wyszedł mi chyba najdłuższy jak dotąd, mam nadzieję, że się podoba. Pzdr :*

wtorek, 30 listopada 2010

Rozdział 21

Wstałam o 5, poszłam się umyć i ubrać (SPODENKI, BLUZKA, TRAMPKI). Zeszłam na dół i zjadłam pół kromki chleba. W końcu przyjechał Oskar. Pożegnałam się z tatą i Amandą i poszłam na dwór.
-Hej, no proszę jesteś punktualnie.
-Oj daj spokój, po prostu wstałam wcześniej.
-Dobra, wsiadaj.
Droga bardzo mi się dłużyła, Pewnie szybciej byłoby samolotem, no ale cóż w końcu dotarliśmy na miejsce.
Poszliśmy do hotelu się rozpakować.
-No to ja już skończyłem a ty?
-Ta, prawie..
-No to pośpiesz się, musimy wychodzić.
-Gdzie?
-Zjemy coś a później idziemy szukać Max'a.
-No spoko..pójdę tylko do łazienki.
-Tylko się pośpiesz.
Wyszliśmy na miasto(NY), było takie duże i z milionami reklam. Spodobał mi się tu, ale mimo pięknego widoku nie opuściłabym L.A.
-To tu, wejdź.
-Będziemy jeść fast-fooda?
-No pewnie, co chcesz frytki czy hamburgera?
-Cheesburgera.
-Ale wymagająca...
Zjedliśmy i poszliśmy dalej. Było tu pełno sklepów z ciuchami. Obiecałam sobie, że jutro tu przyjdę.
-Ty wiesz gdzie go szukać?
-Wiem.
-Pracuje gdzieś czy co ?
-Pracuje, w tym fast-foodzie co tym byliśmy.
-To dlaczego wyszliśmy?
-Bo zaczyna dopiero za dwie godziny, a ja przewidziałem, że będziesz chciała odwiedzić wszystkie sklepy z ciuchami w mieście.
-Dwie godziny to za mało mój drogi.
-To wrócimy jutro.
-Super, to ja włażę tu, a ty co będziesz robił?
-Pójdę z tobą, męskie rzeczy też tu są.
Chodziliśmy tak od sklepu do sklepu, kupiliśmy sobie po bluzce ja: (BLUZKA), a Oskar: BLUZKA).
-Jutro idziemy na resztę sklepów.
-Spoko, a teraz chodź bo już pewnie zaczął.
-Ok.
Trochę się denerwowałam. Kiedy tam weszłam, chciałam uciec.
-No idź do niego.
Podeszłam do niego, byliśmy tak samo zszokowani.
-Cco o ty tu robisz?
-Przyjechałam żeby z tobą pogadać.
-Jak mnie znalazłaś?
-Czy to ważne? Ważne, że tu jestem i możemy pogadać.
-Teraz zbytnio nie mogę, pracuję.
-A o której kończysz?
-O 6.
-To przyjdę tu o 6.30 ok?
-Dobra, będę czekał.
-Na razie.
Wyszliśmy z Oskarem z restauracji.
-No i jak ?
-Umówiłam się z nim tu o 6.30.
-To dobrze, wyjaśnicie sobie wszystko.
-Mam nadzieję, ale wiesz jeśli on już nie chce to ja wracam do domu.  Nie będę tu siedzieć bez powodu, jeszcze z myślą, że on tu jest.
-Jasne, kiedy będziesz chciała to wrócimy.
-Dzięki ci za wszystko, za wyjazd, za to, ze jesteś moim przyjacielem.
-Nmzc.
Wróciliśmy do hotelu, do 6.30 została godzina, poszłam do łazienki lekko się umalować. Ubrałam też nową bluzkę, rurki i trampki. Dochodziła 6.
-Ej to ja lecę.
-Powodzenia.
-Dzięki przyda się. Myślę, że za godzinę będę, jak coś to jestem pod telefonem, nara.
-Pa
Szłam szybko, chciałam go już zobaczyć. Siedział na schodach z restauracji.
-Hej,
-Hej, nie spóźniłaś się jak zwykle, siadaj.
-Dzięki. Słuchaj mam do ciebie tylko jedno pytanie.
-No mów.
-Chcesz jeszcze być ze mną?
-Długo nad tym wszystkim myślałem, przyjechałaś to do mnie specjalnie, ale ja nie wiem czy to wypali, zrozum mnie. Nie chcę żebyś cierpiała. Ta cała sytuacja to z mojej winy. Wiem nie powinienem wyjeżdżać, ale tak chyba będzie łatwiej, nie sądzisz?
-Ja cię kocham, inaczej by mnie tu nie było.
-Nie chce cię martwić ale..
-Ale..?
-Coś chyba we mnie się popsuło, nie czuję już tego co było wcześniej.
-Nie kochasz mnie?
-Yyy...
-No powiedz bo tracę czas podobno!
-Mam kogoś.
-Tą laskę co się szantażowała?
-Nie.
-Czyli niepotrzebnie przyjeżdżałam.
-Proszę cię zrozum mnie, zasługujesz na kogoś innego.
-Ale ja nie chce nikogo innego! Kocham cię!
-Nicole, nie utrudniaj proszę cię.
-Żegnaj na zawsze.
Pobiegłam z płaczem do hotelu. Myślałam, że nam się tym razem uda, że mnie kocha..to wszystko przez co przeszliśmy nie miało dla niego najmniejszego sensu, bardzo się zmienił...w tej chwili obiecałam sobie, że już nie będę za nim płakać..dla niego się nie opłaca..
Weszłam do pokoju, Oskara nie było. Nie mogłam powstrzymać łez, padłam na łózko i płakałam w poduszkę. Przyszedł Oskar.
-Hej co się stało Nicole?
-Nie jesteśmy już razem.
-Jak to ?
-Ma kogoś..powiedział, że nie chce mnie ranić i, że lepiej będzie jak nie będziemy razem.
-Nie wiem co mam powiedzieć.
Przytuliłam się do niego i płakałam.
-Słuchaj, czy moglibyśmy jutro wyjechać?
-Jasne, zaraz to załatwię.
-Dzięki.
-Nie płacz już, pójdę zadzwonić.
Poszłam do łazienki umyć się i położyłam się spać...

Sory, ze tak późno, ale jakoś czasu brak ;D

piątek, 26 listopada 2010

Rozdział 20

Szybko otarłam łzy, bo przyszedł strażnik zabrać talerz. Później położyłam się i tak aż do rana. Obudził mnie strażnik i jak każdego dnia poszłam do łazienki i zjadłam kromkę jak zwykle suchego chleba. Później przyszedł do mnie komendant i powiedział, że jestem wolna.
-Jak to wolna? Przecież podobno kogoś "zabiłam".
-Zeznania zostały anulowane.
-Przez kogo ?
-Nie mogę ci tego powiedzieć, nie pytaj już o nic chyba, że chcesz tu trochę dłużej posiedzieć, przed wyjściem odbierz swoje rzeczy.
-Dobra, do widzenia.
Ogarnęłam się w łazience, odebrałam rzeczy i pobiegłam do domu. Po drodze spotkałam Oskara, miał taką minę jakby się coś stało.
-Hej.
-Co ty tu robisz?
-Wypuścili mnie.
-To super.
Przytuliłam go i poszliśmy na sok.
-No opowiadaj jak to było.
-Przyszedł do mnie policjant i powiedział, że ktoś anulował zeznania.
-A ten ktoś to Max ?
-Nie chciał mi powiedzieć, ale raczej tak.
-Co teraz zrobisz?
-Nie mam pojęcia. Muszę z nim pogadać.
-To zadzwoń do niego.
-Ok.
-Hej Max, możemy się spotkać?
-Nie, nie możemy.
-Dlaczego ?
-Bo mnie już nie ma w L.A, wyjechałem na stałe, żebyś mnie więcej nie musiała oglądać, a  i tak to ja anulowałem zeznania. Żegnaj na zawsze..
-Max!
-Co się stało Nicole?!
-Wyjechał na zawsze...To koniec, już go nigdy nie zobaczę.
-Nie mów tak, zobaczysz go gwarantuję ci to.
-Nie możesz tego gwarantować, ja muszę iść do domu i...proszę cię nie odprowadzaj mnie, cześć.
-Czekaj, obiecuję ci, że go zobaczysz, uwierz mi.
Odwróciłam się i poszłam do domu, szłam z płaczem. Nie mogłam w to uwierzyć, że go więcej nie zobaczę. A jednak martwiło mnie to co powiedział Oskar.  W domu na szczęście nikogo nie było więc mogłam się zaszyć w pokoju i płakać. Rano obudziłam się o 11, ale nie wstałam. Praktycznie cały dzień spędziłam w łóżku. Dopiero koło 16 wstałam bo byłam głodna, ubrałam się w ( SPODENKI, BLUZKA, TRAMPKI, CZAPKA) i poszłam do knajpy. Zamówiłam frytki na wynos i łaziłam po mieście. Zadzwonił telefon.
-Hej, no co tam porabiasz?
-Jem obiad.
-A co dobrego ?
-Frytki..
-Słuchaj mam dla ciebie niespodziankę, musimy się dziś spotkać.
-No ok, to przyjdź do mnie o 20.
-Spoko, nara.
Wróciłam do domu, tata oglądał z Amandą tv a ja poszłam na taras. Położyłam się na leżak  i włączyłam moje mp3. Leciała piosenka Nelly-Just a dream, chciało mi się płakać, ale nie mogłam bo zaraz miał przyjść Oskar, a nie mógł wiedzieć, że płaczę. Zrobiłam sobie budzik i leżałam.
Była 19.45 wstałam i zaniosłam do pokoju sok. Zadzwonił dzwonek do drzwi, pobiegłam otworzyć i poszliśmy do góry.
-No to co to za niespodzianka ?
-Wiem gdzie jest Max, mój ojciec jedzie tam w delegacji i możemy się z nim zabrać.
-Serio ?
-No tak.
-Gdzie on jest ?
-W Nowym Jorku.
-A kiedy moglibyśmy jechać?
-Właściwie to jutro.
-Jutro ?
-No tak, a co nie możesz?
-Nie no mogę..
-Dobra, to pomogę ci się pakować bo jak cię znam to zostawisz to na ostatnią chwilę.
-Dzięki...
-To jutro masz być o 6 gotowa ok ?
-Ok. Postaram się.
Pożegnaliśmy się i poszłam spać, bo jutro czekał mnie ważny dzień...

Jutro dodam kolejny ;D

środa, 24 listopada 2010

Rozdział 19

W nocy nie spałam..Rano przyszedł do mnie strażnik.
-No wychodź zaprowadzę cię do łazienki. Potem dostaniesz jeść.
Później siedziałam w celi ze 2 godziny. Za chwilę przyszedł tata.
-Hej córciu.
-Cześć tato.
-Nie martw się, wyciągniemy cię z tego.
-My..?
-Rodzina i twoi przyjaciele.
-Dziękuję wam, ale wiecie, że nie będzie łatwo.
-Wiem, ale jesteś dla nas ważna i robimy to dla ciebie.
Przytuliłam się do taty aż nagle strażnik krzyknął, że mam innego gościa i jeśli chcę się z nim zobaczyć muszę pożegnać się  z tatą.
-Przyjdę jutro
-Dobrze tato, pa.
Tym gościem był Max...
-Co ty tu robisz? Nagle sobie o mnie przypomniałeś ?
Przez długą chwilę milczał.
-Przepraszam.
-Czemu mi to zrobiłeś?
-Nie wiem...
-Czy ty tam kogoś miałeś?
-Nie.
-Jak mogłeś mnie wrobić w takie coś! Przecież nie byłam tam gdzie ty!
-Ja tu wróciłem jakiś tydzień temu.
-I się nawet nie odezwałeś?
-No nie...
-A te smsy to od kogo ?
-Jakie smsy?
-Nie udawaj! Jeśli ze mną nie chciałeś być to mogłeś mi to powiedzieć a nie wsadzać mnie do pierdla!
-Dobra powiem ci prawdę.
-Najwyższy czas.
-Ta dziewczyna od smsów to taka Jessica. Zakochała się we mnie i myślała, że z nią będę. Ale ja ciebie kochałem. Powiedziała, że mam z nią być bo inaczej zrobi to co właśnie niby ja zrobiłem.
-Czyli, nie byłeś z nią a ona się zemściła?
-Dokładnie..
Nagle wszedł strażnik i powiedział, że koniec widzenia. Wróciłam do celi i tak minęło mi popołudnie, później dostałam jakąś mętną zupę, nawet jej  nie tknęłam. Chciałam stąd uciec i pogadać jeszcze z Max'em.
Nadal go kochałam...


Sory, że krótki ale przez weekend postaram się dać ze 2 albo 1 dłuższy.
I dzięki wszystkim za te komentarze a  i piszcie jak się podoba nowy wystrój bloga. Pzdr :*

sobota, 20 listopada 2010

Rozdział 18

-Dzień dobry, czy jest tutaj Nicole Simons?
-Tak to ja a o co chodzi?
-Byliśmy u pani w domu, ale pani ojciec powiedział, że tutaj panią znajdziemy.
-Dobrze, ale proszę powiedzieć o co chodzi.
-Zostaje pani zatrzymana?
-Słucham ?
-Musi pani pójść z nami.
-Dlaczego do jasnej cholery?! 
-Jest pani zatrzymana pod zarzutem zabójstwa Jessici Hilson.
-Że co?! W życiu nie słyszałam o takiej dziewczynie!
-Idzie pani  z nami.
-Nigdzie nie idę!
Zaciągnęli mnie siłą do auta i zawieźli na komisariat.
-No to teraz pani nam powie jak było.
-Nie znam tej laski, w ogóle skąd pomysł, że ja mogłam ją zabić?
-Niejaki Max Carlson znalazł ją na miejscu zabójstwa i mówi, że widział panią uciekającą z miejsca wypadku.
-Że co? Przecież on wyjechał.
-Czyli  zna go pani.
-Tak jego znam, ale tej dziewczyny nie.
-To dlaczego ten chłopak tak zeznał ?
-Bo chodziliśmy ze sobą, a już nie jesteśmy razem.
-Czyli miała pani powód by to zrobić.
-Jaki powód ja tej dziewczyny na oczy nie widziałam!
-Ale, że jest ona nową partnerką pana Carlsona to pani wiedziała tak?
-Nie..w ogóle to kiedy to się stało?
-O godzinie 18.32.
-Wtedy byłam na imprezie, moi znajomi mogą to potwierdzić.
-Na razie zostaje pani zatrzymana.
-Nie ma pan prawa! Ja tego nie zrobiłam!
-Proszę nie krzyczeć.
Zaprowadzili mnie do celi. Czekali tam na mnie Ros, Dave, Adam i Oskar.
-Ej co jest?
-Nie mogą państwo rozmawiać teraz z zatrzymaną.
-Zatrzymaną? To jakiś żart?
-Proszę się uspokoić bo pana też możemy zatrzymać.
-Idźcie do domu.
-Nie zostawimy cię.
-Koniec tego gadania idziemy do celi.
Było tam ciemno i śmierdziało. Przy ścianie stało jedno łóżko. Usiadłam na nie, nie spałam całą noc.
-Ej panie strażnik, mam prawo do jednego telefonu.
-Owszem, proszę za mną.
Telefon był tylko jeden więc musiałam go dobrze wykorzystać.
-Cześć Max.
-Yy hej...
-Dobra to teraz mi powiedz czemu mnie w to wszystko wkopałeś.
-Ale w co?
-Nie udawaj głupka!
-Ja cię już nie kocham!
-To to akurat wiem, ale po co mnie wsadzać za kratki za niby zabicie twojej nowej panienki, i po co te smsy z groźbmi?
-Miałem powód ok?
-Nie ok! Ja teraz siedzę w tym zasranym więzieniu a nic nie zrobiłam!!!
-Pogadamy jak przyjadę, nara.
Rozłączył się...


Krótki bo nie mam zbytnio czasu. ;D

czwartek, 18 listopada 2010

Rozdział 17

Poszłam do łazienki się ogarnąć. Zeszłam na dół, zjadłam kanapkę, i oglądałam tv. Nie chciało mi się nigdzie wychodzić. W domu byłam sama więc nikt się nie czepiał. Poszłam na górę się ubrać, włożyłam moje ulubione spodenki i T-shirt (SPODENKI, BLUZKA). Wyszłam z domu, miałam nadzieję, że nikogo nie spotkam.
Poszłam do lasu, usiadłam na powalonym pniu i siedziałam tak długi czas. Zadzwonił telefon.
-Hej kotku jak tam ?
-Cześć Max, nie mam czasu teraz rozmawiać, pa
Nie chciałam słyszeć jego głosu. Wiedziałam, że to koniec, że ten sms nie był wysłany przypadkowo.
Wszystko w końcu zrozumiałam. Poszłam na obiad, bo samej nie chciało mi się gotować.
Znów zadzwonił telefon
-Hej, co tam słychać?
-Hej, dobrze a u ciebie ?
-Wporzo, słuchaj gdzie aktualnie przebywasz?
-Jem obiad.
-A gdzie?
-W tej knajpie za lasem.
-Będę tam za 10 minut.
-To nie jest najlepszy pomysł.
-Nie marudź, do zobaczenia.
On to mnie podnosił na duchu...
-No siema, jak jedzonko?
-Dobre, mów co chciałeś.
-Wyjeżdżam za 2 dni i chciałem cię zaprosić na pożegnalną imprezę, co ty na to?
-Mogę przyjść...
-Ale masz obiecać, że nie będziesz tam o nim myśleć.
-Obiecuję, a teraz muszę wracać do domu.
-Ok, to cię odprowadzę.
-No to jesteśmy.
-To będę po ciebie tak o 5.30 ok? Bo wiesz muszę ta  jeszcze przygotować, a droga tu trochę mi zajmnie.
-Jasne, to do wieczora.
-Pa
Poszłam na górę wygrzebać z szafy jakieś ciuchy na imprezę (SPÓDNICZKA,  BLUZKA, BUTY).
Wykąpałam się i czekałam na dole.
-Córciu gdzieś wychodzisz?
-Tak idę na imprezę.
-Nie wracaj późno.
-Tato mam prawie 17 lat!
-Martwię się o ciebie.
-Nie potrzebnie, idę już cześć
Musiałam wyjść na dwór już nie mogłam go słuchać, nikogo nie mogłam.
-Hej jestem.
-Ok to idziemy.
Dotarliśmy na miejsce od razu dostrzegłam Ros, gadała z Adamem. Podeszłam do nich.
-Hej.
-O siema (UBIÓR ROS)
-Elo, co słychać?
-A spoko, a u was ?
-Dobrze
-Wporzo, to ja może przyniosę coś do picia?
-Jasne.
-Ok, ej on wie o Max'ie ?
-Nie wie...
-Rozumiem, że mam mu nic nie mówić.
-Lepiej nie..powiem mu potem.
-Ok
-No macie, pijcie.
-Dzięki, słuchaj Adam możemy chwilę pogadać ?
-Jasne, chodź na taras.
-Słuchaj bo Max już nie wróci.
-Jak to nie wróci, powiedział ci to ?
-On nie..ale dostałam takiego sms, że nie wróci.
-Od kogo?
-Nie mam pojęcia.
-Muszę z nim pogadać.
-Jak chcesz...ja pójdę do środka.
-Ok
Poszłam do kuchni pomóc Oskarowi.
-Hej pomóc ci ?
-No możesz, podaj mi tą miskę z półki.
-Masz.
-Dzięki, i jak tam się bawisz?
-Fajnie tu masz.
-Nie o to pytam.
-Wiem, nie chce o tym gadać, 
-Spoko, czekaj bo ktoś dzwoni do drzwi.
-Pójdę z tobą.
W drzwiach stała policja....

Mam nadzieję, że się podoba ;p

poniedziałek, 15 listopada 2010

Rozdział 16

Weszłam do domu, tata był w pracy a ja za godzinę miałam odebrać Amandę od koleżanki. Trochę mi się nudziło więc poszłam pograć na komputerze. Po chwili dostałam sms:
"Hej kotku sorki, ale nie uda mi się przyjechać za te 3 dni, z dzieckiem nie najlepiej, nie jestem w stanie ci powiedzieć kiedy dokładnie wrócę, więc zrobię to chyba dopiero jak będę na miejscu, Twój Max."
Byłam na niego zła, cały czas mówił, że już za niedługo przyjedzie, a cały czas mówi, że jednak nie. Nie wiedziałam już co mam o tym myśleć. Tata wrócił z pracy, ja poszłam po Amandę. Czekał  na mnie na dworze jej brat.
-Siema, przyszłam po łobuza.
-Hej, pewno chodzi o Amandę.
-Ta.
-Wejdź na chwilę, powiedziała, że muszą jeszcze coś zrobić. Może się czegoś napijesz?
-Nie dzięki ja na chwilkę.
-Jestem Tom, a ty?
-Nicole, miło mi.
-To ja może po nią pójdę żebyś ni musiała czekać.
-Dzięki.
-No i jest.
-Jesteś w końcu, dzięki Tom. Spadamy chodź.
-Pa.
-No i jak było?
-Wiesz super.
-Jak zwykle u ciebie.
Doszłyśmy do domu, ja poszłam wziąć kąpiel. Chciałam zadzwonić do Max'a ale nie byłam pewna, wszystko było tak dobrze, a teraz...popłakałam się. Już miałam wybierać numer a zadzwonił Oskar.
-Hej, co tam u ciebie?
-Yy..hej no spoko a u ciebie?
-Dobrze, ej czy ty płakałaś?
-Nie..
-Będę u ciebie za 10 minut.
-Ale...
Rozłączył sie, a ja byłam cała popłakana, miał tu zaraz być.
Usłyszałam nagle dzwonek do drzwi, zerwałam się z łóżka.
-Hej, co jest?
-Nic.
-Przecież widzę, no mów.
-Nie przyjedzie.
-Max?
-Tak...
-Przykro mi, a mówił kiedy będzie.
-Nie, nie wiem czy kiedykolwiek wróci.
-Wróci, dla ciebie na pewno.
-Coraz bardziej w to wątpię..
-Nie płacz już, może pójdziemy na spacer?
-Dobra...
W czasie spaceru dostałam sms:
"On już nie wróci, myślałaś, że możesz go mieć od tak? Jedyne co możesz to o nim zapomnieć teraz będzie ze mną buahahahaha."
Stanęłam jak wryta.
-Ej co się stało.
-Masz przeczytaj.
-Łoo kto mógł ci takie coś przysłać?
-Nie mam pojęcia, sory ale muszę chyba wracać do domu.
-Żebyś płakała? Nie ma mowy, chodź.
-Gdzie my idziemy?
-Tam gdzie będzie ci najlepiej.
Drogę kojarzyłam, tędy szło się do Ros, ale  skąd on wiedział gdzie ona mieszka.
-Dobra jesteśmy.
-Po co mnie zaprowadziłeś do Ros?
-Bo to twoja przyjaciółka.
-Nie chce z nikim gadać!
-Nicole? Co wy tu robicie?
-Dobra to pogadajcie sobie, ja będę leciał, ale nich nie wraca sama do domu ok ?
-Jasne spoko, wchodź.
Gadałyśmy długo..
-Nie wiem co mam ci powiedzieć....
-Nic nie mów.
-Ja nie wierzę, że on cię tak po po prostu zostawi, wierzysz w ten głupi sms?
-Jeśli to prawda...może dlatego on tak przedłuża ten wyjazd...dobra będę lecieć.
-Odprowadzę cię.
-Nie, dzieki.
-Obiecałam mu, że sama nie wrócisz do domu.
Otworzyłam drzwi a on siedział na schodach.
-Co ty tu robisz?
-Czekałem, byłem pewny, że nie będziesz chciała żeby cię Ros odprowadzała więc zostałem.
-No to wracajcie razem, i nie martw się Nicole.
-Cześć.
Całą drogę się nie odzywałam. Dopiero jak doszliśmy do domu.
-Dzięki, teraz już pójdę.
-Na pewno wszystko ok ?
-Tak..nara.
-Pa.
W domu tata był na mnie bardzo zły.
-Gdzie ty byłaś tyle czasu?
-U Ros.
-Martwiłem się o ciebie.
-Nie potrzebnie, idę spać, Pa
Nie położyłam się, płakałam całą noc. Nie wiedziałam o czym myśleć, tak bardzo mi go brakowało....

Długo pisałam, bo jechałam na dwa fronty, że tak powiem ;P