W drzwiach stali rodzice Max'a.
-Dzień dobry.
-Witam was wejdźcie do środka.
Ja stałam jak zahipnotyzowana, po cholerę tata ich zaprosił. Przecież wiedział, że nie jestem już z Max'em.
-Tato możemy chwilkę pogadać?
-Tak.
-Czy ty oszalałeś?! Po co ich tu zaprosiłeś?! Poza tym przecież oni się rozwiedli.
-Tak właśnie..bo ja z jego mamą..znów jesteśmy razem, a jego ojciec bo mam sprawować prawną opiekę nad Max'em, bo zamierzamy się pobrać.
-Co?! Czy ty oszalałeś?! Jak ty sobie to wyobrażasz?! Jak możemy być rodzeństwem jak nie dawno jeszcze ze sobą chodziliśmy?! Czy ty tylko na siebie popatrzyłeś podejmując tą decyzję?
-Jego ojciec nic nie wie..mamy mu powiedzieć przy tym obiedzie..
-I ty myślisz, że on się zgodzi?
-Mamy taką nadzieję.
-Tato nie rób mi tego.
-Skarbie, ale ja ją kocham.
-Jak możesz...wychodzę świętujcie sobie.
-Nicole czekaj!
-Gdzie ona poszła?
-Nie wiem..może idź za nią.
-Dobrze.
Wybiegłam z domu jak poparzona, jeszcze w tej sukience, całe szczęście, że nie włożyłam szpilek.
-Nicole czekaj! Co się stało?
-Tata chce się ożenić z mamą Max'a, i jego ojciec ma się zgodzić, żeby on był jego prawnym opiekunem.
-Co?! Ojciec ci tego nie zrobi.
-Zrobi..dzisiaj mają poinformować jego ojca..jedyna nadzieja w tym, że się nie zgodzi.
-Nie wiem jak on może to zrobić.
-Jedno jest pewne, że teraz nie wrócę do domu.
-No to nie wiem co zrobimy..może chodźmy do Ros?
-Ok.
-Hej Ros moglibyśmy u ciebie dzisiaj nocować?
-Jasne, ale co się stało?
-Opowiem ci później.
-Dobra..wchodźcie.
-No więc..ojciec na ten obiad zaprosił rodziców Max'a, chce się ożenić z jego matką i Max ma być moim bratem.
-Że co? O mamo...co mu strzeliło do głowy..-
-To jest nie możliwe..jego ojciec nie może się na to zgodzić.
-Moim zdaniem nie zgodzi..
-No jeśli nawet nie zgodzi to i tak będzie jakby bratem jeśli się ożenią.
-Jakaś paranoja..już się od niego odczepiłaś, zaczęłaś nowe życie a tu takie coś, ale nie możesz znowu się ciąć wiesz o tym?
-O kurde, zapomniałam z tego wszystkiego o spotkaniu z psychologiem..lekarz mnie zabije.
-Zadzwonisz do niego i spotkasz się z nim kiedy indziej.
-Może tak..
-Chcecie może coś zjeść?
-No chętnie, bo obiadu to my nie jedlismy.
-Ok, przyniosę wam po kotlecie.
-Dzięki.
-Jak długo tu będziemy Niki?
-Nie wiem..muszę pogadać z ojcem, ale muszę wiedzieć, że jego ojciec się nie zgodzi.
-Ty chyba nie chcesz...
-Muszę, tylko on wie.
-Chcesz z nim gadać?
-Nie, ale muszę to załatwić.
-Rób jak uważasz.
-Halo, hej Max...musimy pogadać, bądź za 10 minut w skateparku, ok?
-Ok.
-No macie jedźcie.
-Ja nie mogę teraz, umówiłam się z Max'em na rozmowę, zjem potem. A słuchaj masz może jakieś ciuchy pożyczyć, bo w tej sukience to nie pójdę.
-Jasne, ale jesteś tego pewna?
-Tak to tylko rozmowa, to dasz mi te ciuchy?
-Już idę.
Ros przyniosła mi ubrania (SPODNIE I BUTY, BLUZKA)
-Dzięki wielkie, będę za jakąś godzinkę. Pa
-Nicole..uważaj na sobie , powodzenia.
-Nie dziękuję, pa
Szłam szybko, bo chciałam mieć to już za sobą.
-Hej, powiem wprost. Wiesz, że nasi rodzice chcą się ożenić i że masz być moim bratem?
-Ta..wiem.
-I co o tym myślisz?
-Myślę, że ty tego nie chcesz.
-A ty?
-No jasne, że nie.
-Musimy coś z tym zrobić, mam nadzieję, że twój tata nie zgodzi się oddać prawnej opieki na tobą mojemu ojcu.
-Też tak myślę.
-Są teraz u mnie na obiedzie to może tam pójdziemy?
-Ok.
Weszliśmy do domu...nastała cisza.
-No więc, chcemy wam powiedzieć, że się na to nie zgadzamy.
-Nciole..
-Tato nie przerywaj. Mam nadzieję, że pan nie jest głupkiem i się na to nie zgodzi.
-Ale ja się właśnie zgodziłem.
Zemdlałam na miejscu...
Myślę, że jutro będzie kolejny. Pzdr :*
piątek, 10 grudnia 2010
czwartek, 9 grudnia 2010
Rozdział 27
Rano wstaliśmy koło 9. Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy po zakupy.
-Hej tato, masz tą listę?
-Tak, jest na stole, ja lecę do pracy. Pa
-Ok, pa.
-Hej słonko, idziemy?
-Jasne. Ciekawa jestem kto ma do nas przyjść.
-No ja też..to co idziemy?
-Ok.
Na szczęście w supermarkecie wszystko dostaliśmy.
-No to mamy wszystko jest dopiero 11, to co teraz robimy?
-No nwm..może kupimy sobie coś do jedzenia i zjemy na plaży?
-Ok, to na co masz ochotę?
-Hmm..a ty ?
-Ja na frytki z kurczakiem.
-Ok, to poczekaj tu zamówię.
Dał mi całusa i poszedł. W międzyczasie zobaczyłam Toma.
-Hej Nicole, miło cię widzieć.
-No hej, ciebie też.
-Co tam słychać?
-Dobrze wszystko a u ciebie?
-No też, a wracasz może do domu?
Wrócił Oskar.
-Nie, idę na plaże. To jest Oskar a to Tom, brat koleżanki Amandy.
-Hej
-Siem.
-No to my już chyba pójdziemy. Trzymaj się, pa
-Narka.
-Lubisz go ?
-Nawet..jest bardzo miły gdy przychodzę po Amandę.
-Aha..
-Czy ty aby nie jesteś zazdrosny?
-Ja? No coś ty..
-No dobra, dobra kupiłeś tego kurczaka?
-Jasne..
-No nie gniewaj się już, przecież tylko z nim rozmawiałam.
-No nie wiem czy tak prędko o tym zapomnę.
-To jak mam ci to wynagrodzić?
-Może całusem?
-No ok..
-Coś słabo ci to wychodzi.
-Nie narzekaj.
-Należy mi się.
-Takiś tego pewien?
Zaczęliśmy się chlapać wodą i gonić po plaży. Po jakiejś godzinie byliśmy już cali mokrzy.
-No to może zjemy w końcu tego kurczaka.
-No trzeba by było.
-O cholera..już 2 a my nie zrobiliśmy tego obiadu, zbieraj się musimy lecieć do domu.
Po powrocie do domu na szczęście taty jeszcze nie było.
-No to co my mamy zrobić na ten obiad?
-Czekaj gdzieś tu powinna być kartka..o mam ryba z ziemniakami i surówką. Ok to ja się wezmę za rybę a ty obierz ziemniaki.
-Ok szefowo.
Rybę upiekłam na patelni a w międzyczasie starałam się szybko pokroić kapustę.
-Hej Nicole wróciłem.
-Ok tato..ryba zaraz będzie, surówka gotowa a ziemniaki już dochodzą.
-Dziękuję wam, na pewno musieliście się napracować.
-W sumie to trochę tak?
-A tak w ogóle to czemu jesteście cali mokrzy?
-Długa historia..
-Dobrze to potem mi opowiecie, idźcie się szybko przebrać bo za pół godziny będą. Ja tu popilnuję.
-Ok.
-Nie no nie mam co na siebie włożyć.
-A ta sukienka? (SUKIENKA)
-No sumie..dostałam ją od mamy na 16 urodziny.
-Jest bardzo ładna, twoja mama miała niezły gust.
-Tak wiem, zawsze wiedziała w czym mi najlepiej.
-To ja pójdę do łazienki, ty ją włóż.
-Ok.
Muszę przyznać, że w tej sukience nie było mi tak źle. Włożyłam do niej baleriny(BUTY) i czekałam na Oskara.
-No je jestem goto...łooł ale super wyglądasz.
-Dzięki ty też nie najgorzej.
-Ta..dzięki, chodźmy już na dół.
W tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Na szczęście obiad był już na stole. Gdy tata otwarł drzwi zamurowało mnie na maksa...
No to na tyle mam nadzieję, że się podoba. Sory, że nie dodałam wcześniej, ale wiecie nauka ;/ jutro postaram się dodać kolejny i w weekend też. Dzięki wam za wszystkie komenty, dużo dla mnie znaczą i dają porządnego kopniaka, żeby następne rozdziały były jeszcze lepsze. Kocham was. Pzdr :*
-Hej tato, masz tą listę?
-Tak, jest na stole, ja lecę do pracy. Pa
-Ok, pa.
-Hej słonko, idziemy?
-Jasne. Ciekawa jestem kto ma do nas przyjść.
-No ja też..to co idziemy?
-Ok.
Na szczęście w supermarkecie wszystko dostaliśmy.
-No to mamy wszystko jest dopiero 11, to co teraz robimy?
-No nwm..może kupimy sobie coś do jedzenia i zjemy na plaży?
-Ok, to na co masz ochotę?
-Hmm..a ty ?
-Ja na frytki z kurczakiem.
-Ok, to poczekaj tu zamówię.
Dał mi całusa i poszedł. W międzyczasie zobaczyłam Toma.
-Hej Nicole, miło cię widzieć.
-No hej, ciebie też.
-Co tam słychać?
-Dobrze wszystko a u ciebie?
-No też, a wracasz może do domu?
Wrócił Oskar.
-Nie, idę na plaże. To jest Oskar a to Tom, brat koleżanki Amandy.
-Hej
-Siem.
-No to my już chyba pójdziemy. Trzymaj się, pa
-Narka.
-Lubisz go ?
-Nawet..jest bardzo miły gdy przychodzę po Amandę.
-Aha..
-Czy ty aby nie jesteś zazdrosny?
-Ja? No coś ty..
-No dobra, dobra kupiłeś tego kurczaka?
-Jasne..
-No nie gniewaj się już, przecież tylko z nim rozmawiałam.
-No nie wiem czy tak prędko o tym zapomnę.
-To jak mam ci to wynagrodzić?
-Może całusem?
-No ok..
-Coś słabo ci to wychodzi.
-Nie narzekaj.
-Należy mi się.
-Takiś tego pewien?
Zaczęliśmy się chlapać wodą i gonić po plaży. Po jakiejś godzinie byliśmy już cali mokrzy.
-No to może zjemy w końcu tego kurczaka.
-No trzeba by było.
-O cholera..już 2 a my nie zrobiliśmy tego obiadu, zbieraj się musimy lecieć do domu.
Po powrocie do domu na szczęście taty jeszcze nie było.
-No to co my mamy zrobić na ten obiad?
-Czekaj gdzieś tu powinna być kartka..o mam ryba z ziemniakami i surówką. Ok to ja się wezmę za rybę a ty obierz ziemniaki.
-Ok szefowo.
Rybę upiekłam na patelni a w międzyczasie starałam się szybko pokroić kapustę.
-Hej Nicole wróciłem.
-Ok tato..ryba zaraz będzie, surówka gotowa a ziemniaki już dochodzą.
-Dziękuję wam, na pewno musieliście się napracować.
-W sumie to trochę tak?
-A tak w ogóle to czemu jesteście cali mokrzy?
-Długa historia..
-Dobrze to potem mi opowiecie, idźcie się szybko przebrać bo za pół godziny będą. Ja tu popilnuję.
-Ok.
-Nie no nie mam co na siebie włożyć.
-A ta sukienka? (SUKIENKA)
-No sumie..dostałam ją od mamy na 16 urodziny.
-Jest bardzo ładna, twoja mama miała niezły gust.
-Tak wiem, zawsze wiedziała w czym mi najlepiej.
-To ja pójdę do łazienki, ty ją włóż.
-Ok.
Muszę przyznać, że w tej sukience nie było mi tak źle. Włożyłam do niej baleriny(BUTY) i czekałam na Oskara.
-No je jestem goto...łooł ale super wyglądasz.
-Dzięki ty też nie najgorzej.
-Ta..dzięki, chodźmy już na dół.
W tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Na szczęście obiad był już na stole. Gdy tata otwarł drzwi zamurowało mnie na maksa...
No to na tyle mam nadzieję, że się podoba. Sory, że nie dodałam wcześniej, ale wiecie nauka ;/ jutro postaram się dodać kolejny i w weekend też. Dzięki wam za wszystkie komenty, dużo dla mnie znaczą i dają porządnego kopniaka, żeby następne rozdziały były jeszcze lepsze. Kocham was. Pzdr :*
niedziela, 5 grudnia 2010
Rozdział 26
Rano obudziła mnie pielęgniarka na zmianę opatrunku. Potem ugryzłam kawałek chleba. Czułam się już trochę lepiej jeśli chodzi o rękę. Postanowiłam pójść do lekarza zapytać czy mógłby mnie już dziś wypuścić.
-Dzień dobry, można?
-Tak wejdź Nicole.
-Czy mogłabym wyjść już dzisiaj ze szpitala?
-Pokaz mi swoją rękę muszę ją obejrzeć. No ładnie się goi, ale masz świadomość tego, ze pozostaną ci blizny?
-Tak, wiem o tym.
-Myślę, że mógłbym cię wypuścić, ale jutro musiałabyś spotkać się z psychologiem.
-Muszę? Po co mi to?
-On ci pomoże.
-Nic ani nikt mi nie pomoże.
-Uwierz, że taka rozmowa pomaga.
-O której miałby to być?
-Jutro o 12. A za 2 dni chciałbym żebyś tu przyszła, muszę poobserwować rękę.
-Dobrze, w takim razie pójdę się spakować.
Spakowałam wszystko i przyszedł Oskar.
-Hej co ty robisz? Wypuszczają cię?
-Tak
-Jak się czujesz?
-Lepiej, jutro muszę się spotkać z psychologiem.
-Lepiej byłoby żebym nie przychodził nie?
-Nie, fajnie że jesteś. Przemyślałam wszystko.
-To znaczy co?
-Kocham cię.
-A co z Maxem?
-Zniknął z mojego życia na zawsze, a ja się pozbieram.
-Będę ci pomagał
-Dzięki, obiecaj że nigdy nie zrobisz tego co Max.
-Obiecuję ci. A teraz idź się przebrać musimy iść po wypis.
-Ok zaraz wrócę.
Wróciliśmy do domu.
-Chcesz coś zjeść?
-Mam chyba w półce jakąś zupę z paczki, wystarczy tylko zalać wodą.
-Ok zaraz ci zrobię.
-Dzięki, to ja się pójdę rozpakować.
Weszłam na górę do łazienki. Chwyciłam żyletkę i postanowiłam, że się jej pozbędę. Wrzuciłam ją do kosza na śmieci. Nigdy więcej nie będzie rozwiązywać moich problemów.
-Ale ładnie pachnie.
-To tylko zupa z paczki.
-Ale dobra.
-Co teraz chcesz robić?
-No nie wiem, może pooglądamy telewizję?
-Dobra.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie przez pół dnia, czułam że on mnie nie skrzywdzi i, że wszystko będzie dobrze.
-O tata chyba wrócił.
-O Niki, jesteś już lekarz powiedział mi, że cię wpisał.
-Tak, wszystko jest ok. Jeśli jesteś głodny to w szafce jest jeszcze zupa z paczki.
-Ok, zaraz sobie zrobię.
-To my może pójdziemy na spacer co Niki?
-Ok.
Spacerowaliśmy sobie po plaży, zachód słońca był przepiękny (ZACHÓD SŁOŃCA), pocałowaliśmy się i obiecałam mu, że teraz już będzie wszystko dobrze. Gdy tak spacerowaliśmy spotkaliśmy Ros.
-Hej Ros, jak leci ?
-A spoko, sory, że cię nie odwiedziłam w szpitalu.
-Spoko i tak byłam tam tylko 2 dni.
-A jak się już czujesz?
-No bardzo dobrze. A gdzie Dave?
-W domu, musiał zaopiekować się siostrą.
-A..to chodź z nami, odprowadzimy cie do domu nie Oskar?
-Jasne.
-Dzięki
-No to my lecimy, narka.
-Paa
-No to co teraz robimy?
-Wrócimy do domu, i może coś zjemy? Bo jestem głodna jak wilk.
-A na co masz ochotę?
-Najbardziej to nie ciebie?
-Jestem nie do zjedzenia.
-A szkoda.
-Dobra sprawdźmy co tu mamy w lodówce...szynka, ser, pomidor może być?
-Jasne. Zrobię herbatę.
-Było pyszne.
-Taa
-To co idziemy na górę?
-Ok
-Ej Niki czekaj.
-No co tato?
-Jutro zaprosiłem znajomych na obiad, mam nadzieję, że będziecie.
-Jasne a o której?
-O 3.
-Spoko, to może zrobimy jakieś zakupy?
-Byłbym wdzięczny, rano zrobię wam listę.
-Ok, to dobranoc.
-Pa..
No to ten nwm czy jutro mi się uda dać ale się postaram. Pzdr :*
-Dzień dobry, można?
-Tak wejdź Nicole.
-Czy mogłabym wyjść już dzisiaj ze szpitala?
-Pokaz mi swoją rękę muszę ją obejrzeć. No ładnie się goi, ale masz świadomość tego, ze pozostaną ci blizny?
-Tak, wiem o tym.
-Myślę, że mógłbym cię wypuścić, ale jutro musiałabyś spotkać się z psychologiem.
-Muszę? Po co mi to?
-On ci pomoże.
-Nic ani nikt mi nie pomoże.
-Uwierz, że taka rozmowa pomaga.
-O której miałby to być?
-Jutro o 12. A za 2 dni chciałbym żebyś tu przyszła, muszę poobserwować rękę.
-Dobrze, w takim razie pójdę się spakować.
Spakowałam wszystko i przyszedł Oskar.
-Hej co ty robisz? Wypuszczają cię?
-Tak
-Jak się czujesz?
-Lepiej, jutro muszę się spotkać z psychologiem.
-Lepiej byłoby żebym nie przychodził nie?
-Nie, fajnie że jesteś. Przemyślałam wszystko.
-To znaczy co?
-Kocham cię.
-A co z Maxem?
-Zniknął z mojego życia na zawsze, a ja się pozbieram.
-Będę ci pomagał
-Dzięki, obiecaj że nigdy nie zrobisz tego co Max.
-Obiecuję ci. A teraz idź się przebrać musimy iść po wypis.
-Ok zaraz wrócę.
Wróciliśmy do domu.
-Chcesz coś zjeść?
-Mam chyba w półce jakąś zupę z paczki, wystarczy tylko zalać wodą.
-Ok zaraz ci zrobię.
-Dzięki, to ja się pójdę rozpakować.
Weszłam na górę do łazienki. Chwyciłam żyletkę i postanowiłam, że się jej pozbędę. Wrzuciłam ją do kosza na śmieci. Nigdy więcej nie będzie rozwiązywać moich problemów.
-Ale ładnie pachnie.
-To tylko zupa z paczki.
-Ale dobra.
-Co teraz chcesz robić?
-No nie wiem, może pooglądamy telewizję?
-Dobra.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie przez pół dnia, czułam że on mnie nie skrzywdzi i, że wszystko będzie dobrze.
-O tata chyba wrócił.
-O Niki, jesteś już lekarz powiedział mi, że cię wpisał.
-Tak, wszystko jest ok. Jeśli jesteś głodny to w szafce jest jeszcze zupa z paczki.
-Ok, zaraz sobie zrobię.
-To my może pójdziemy na spacer co Niki?
-Ok.
Spacerowaliśmy sobie po plaży, zachód słońca był przepiękny (ZACHÓD SŁOŃCA), pocałowaliśmy się i obiecałam mu, że teraz już będzie wszystko dobrze. Gdy tak spacerowaliśmy spotkaliśmy Ros.
-Hej Ros, jak leci ?
-A spoko, sory, że cię nie odwiedziłam w szpitalu.
-Spoko i tak byłam tam tylko 2 dni.
-A jak się już czujesz?
-No bardzo dobrze. A gdzie Dave?
-W domu, musiał zaopiekować się siostrą.
-A..to chodź z nami, odprowadzimy cie do domu nie Oskar?
-Jasne.
-Dzięki
-No to my lecimy, narka.
-Paa
-No to co teraz robimy?
-Wrócimy do domu, i może coś zjemy? Bo jestem głodna jak wilk.
-A na co masz ochotę?
-Najbardziej to nie ciebie?
-Jestem nie do zjedzenia.
-A szkoda.
-Dobra sprawdźmy co tu mamy w lodówce...szynka, ser, pomidor może być?
-Jasne. Zrobię herbatę.
-Było pyszne.
-Taa
-To co idziemy na górę?
-Ok
-Ej Niki czekaj.
-No co tato?
-Jutro zaprosiłem znajomych na obiad, mam nadzieję, że będziecie.
-Jasne a o której?
-O 3.
-Spoko, to może zrobimy jakieś zakupy?
-Byłbym wdzięczny, rano zrobię wam listę.
-Ok, to dobranoc.
-Pa..
No to ten nwm czy jutro mi się uda dać ale się postaram. Pzdr :*
sobota, 4 grudnia 2010
Rozdział 25
Obudziłam się z cholernym bólem, po prostu nie do wytrzymania. Gdy schodziłam na dół przewróciłam się na schodach. Obudziłam się dopiero w szpitalu.
-Co ja tu robię?
-Przewróciłaś się na schodach i musiałem cię tu przywieźć.
Zauważyłam, że nie mam bandaża na ręce.
-Gdzie mój bandaż?
-Lekarze o to wypytywali..nie mówiłem nic po porostu odwinęli go sami, zaraz przyjdzie pielęgniarka żeby założyć ci nowy. Jak się czujesz?
-Źle.
-Lekarze mówią, że masz szczęście, że tu trafiłaś.
-Czemu?
-Bo straciłaś dużo krwi, jeszcze jeden taki numer i już by mogło nie być tak wesoło.
-Może byłoby lepiej..
-Nie wiem jak możesz w ogóle tak mówić.
-Nigdy cię nie spotkało takie coś jak mnie.
-Miałem wiele dziewczyn, zwykle znajdowały sobie kogoś innego, ale nie robiłem przez nie tego co ty.
-Widocznie nie kochałeś ich tak jak ja kocham jego.
-Może..
-Dzień dobry nazywam się Ann, jestem pielęgniarką i przyszłam założyć ci nowy bandaż.
-Taa.
-Pójdę do sklepu chcesz coś?
-Nie, dzięki.
Siedział przy mnie pół dnia aż w końcu powiedziałam mu:
-Idź może do domu.
-Nie chcesz żebym tu był?
-Chce, ale pewnie jesteś już zmęczony.
-Jasne, po prostu chcesz mnie wypłoszyć. Dobra to cześć.
-Czekaj, nie to miałam na myśli.
-Przyjdę jutro jeśli mogę. Nara
Poszedł, a ja sobie uświadomiłam, że jestem taką idiotką. Ranię tyle osób które chcą mi pomóc. Po długim zamartwianiu się zasnęłam. Obudziłam mnie dopiero pielęgniarka która przyniosła mi kolację, gdy otworzyłam oczy zobaczyłam Max'a.
-Wiem pewnie każesz mi teraz wyjść.
-Nie, zostań.
-Chyba nie muszę pytać czemu tu jesteś, przeze mnie nie?
-Przez siebie i swoją głupotę.
-To moja wina, że ci przyszedł taki pomysł do głowy.
-Nie powiem, że nie.
-Boli cię?
-Boli.
-Kiedy cię wypuszczą?
-Nie wiem, ojciec ma przyjść potem, bo wiesz jest lekarzem to się dowiem.
-Niki już jestem..oo Max..
-Dzień dobry, to ja może wyjdę. Na razie Niki...
-Co on tu robi ?
-Jest przy mnie.
-A co z Oskarem?
-On to rozumie.
-I co myślisz, że to prawda?
-Dlaczego miałby kłamać?
-Dla ciebie..
-Dobra tato, kiedy mnie wypuszczają?
-Za 3 dni. Musisz pozostać na obserwacji. Później będziesz miała spotkanie z psychologiem.
-Po co ?
-Lekarze tak kazali.
-Nie potrzebuje iść do psychola, może mnie jeszcze wyślą do psychiatryka za to, że tak cholernie go kocham?!
-Uspokój się.
-Idź już tato.
-Wpadnę potem..
-Jak sobie chcesz..
Nie zjadłam nic dzisiaj. Byłam w totalnej rozsypce nic nie było w stanie mnie pocieszyć. Była dopiero 21 a ja zasnęłam...
Trochę krótszy niż poprzednie ale jakoś nwm o czym pisać. Pzdr :*
-Co ja tu robię?
-Przewróciłaś się na schodach i musiałem cię tu przywieźć.
Zauważyłam, że nie mam bandaża na ręce.
-Gdzie mój bandaż?
-Lekarze o to wypytywali..nie mówiłem nic po porostu odwinęli go sami, zaraz przyjdzie pielęgniarka żeby założyć ci nowy. Jak się czujesz?
-Źle.
-Lekarze mówią, że masz szczęście, że tu trafiłaś.
-Czemu?
-Bo straciłaś dużo krwi, jeszcze jeden taki numer i już by mogło nie być tak wesoło.
-Może byłoby lepiej..
-Nie wiem jak możesz w ogóle tak mówić.
-Nigdy cię nie spotkało takie coś jak mnie.
-Miałem wiele dziewczyn, zwykle znajdowały sobie kogoś innego, ale nie robiłem przez nie tego co ty.
-Widocznie nie kochałeś ich tak jak ja kocham jego.
-Może..
-Dzień dobry nazywam się Ann, jestem pielęgniarką i przyszłam założyć ci nowy bandaż.
-Taa.
-Pójdę do sklepu chcesz coś?
-Nie, dzięki.
Siedział przy mnie pół dnia aż w końcu powiedziałam mu:
-Idź może do domu.
-Nie chcesz żebym tu był?
-Chce, ale pewnie jesteś już zmęczony.
-Jasne, po prostu chcesz mnie wypłoszyć. Dobra to cześć.
-Czekaj, nie to miałam na myśli.
-Przyjdę jutro jeśli mogę. Nara
Poszedł, a ja sobie uświadomiłam, że jestem taką idiotką. Ranię tyle osób które chcą mi pomóc. Po długim zamartwianiu się zasnęłam. Obudziłam mnie dopiero pielęgniarka która przyniosła mi kolację, gdy otworzyłam oczy zobaczyłam Max'a.
-Wiem pewnie każesz mi teraz wyjść.
-Nie, zostań.
-Chyba nie muszę pytać czemu tu jesteś, przeze mnie nie?
-Przez siebie i swoją głupotę.
-To moja wina, że ci przyszedł taki pomysł do głowy.
-Nie powiem, że nie.
-Boli cię?
-Boli.
-Kiedy cię wypuszczą?
-Nie wiem, ojciec ma przyjść potem, bo wiesz jest lekarzem to się dowiem.
-Niki już jestem..oo Max..
-Dzień dobry, to ja może wyjdę. Na razie Niki...
-Co on tu robi ?
-Jest przy mnie.
-A co z Oskarem?
-On to rozumie.
-I co myślisz, że to prawda?
-Dlaczego miałby kłamać?
-Dla ciebie..
-Dobra tato, kiedy mnie wypuszczają?
-Za 3 dni. Musisz pozostać na obserwacji. Później będziesz miała spotkanie z psychologiem.
-Po co ?
-Lekarze tak kazali.
-Nie potrzebuje iść do psychola, może mnie jeszcze wyślą do psychiatryka za to, że tak cholernie go kocham?!
-Uspokój się.
-Idź już tato.
-Wpadnę potem..
-Jak sobie chcesz..
Nie zjadłam nic dzisiaj. Byłam w totalnej rozsypce nic nie było w stanie mnie pocieszyć. Była dopiero 21 a ja zasnęłam...
Trochę krótszy niż poprzednie ale jakoś nwm o czym pisać. Pzdr :*
piątek, 3 grudnia 2010
Rozdział 24
Rano ręka nie bolała mnie już tak bardzo jak wczoraj. Zeszłam na dół, a tam czekało na mnie śniadanie.
-Hej zrobiłeś śniadanie?
-No jasne, siadaj
-Dzięki
Zjadłam i poszłam się ubrać, jak zwykle zmieniłam bandaż. Dziś był pochmurny dzień i już nie tak ciepło jak wczoraj, więc mogłam ubrać dłuższy rękaw. Zeszłam na dół, oglądaliśmy tv i tak przez pół dnia.
-Poszedł bym gdzieś, ale ta pogoda...
-No tak, nudno dzisiaj.
-Co chcesz robić przez resztę dnia?
-Mogę tak siedzieć cały dzień.
-No ja też.
-Ale może zaprosimy Ros z Dave'm?
-Spoko
-To pójdę zadzwonić.
-Hej Ros, wpadlibyście z Dave dziś do mnie na kolację?
-Jasne, a o której?
-No tak o 7.
-Spoko będziemy. Pa
-Narka
-No i jak przyjdą?
-Nom.
-To może się przejdziemy po jakieś zakupy bo za dużo to ty w tej lodówce nie masz.
-Ok, pójdę tylko po sweter..
Poszliśmy do najbliższego supermarketu. Wymyśliłam, że zrobię pieczonego kurczaka z frytkami i sałatką.
-No to mamy już chyba wszystko.
-Pójdę tylko jeszcze wziąć jakiś sok.
-Ok to ja już pójdę do kasy.
W domu zrobiliśmy razem kolację
-No kurczak się piecze ja pójdę się przebrać.
-Ok, ja go przypilnuję.
Grzebałam w szafie dość długo żeby znaleźć coś na długi rękaw i dość luźnego. Przypomniało mi się, że mama miała właśnie taki sweter weszłam do sypialni i zaczęłam szukać. Do tego włożyłam rurki.Zeszłam na dół.
-No i jak tam kurczak?
-Pięknie wyglądasz.
-Pytam o kurczaka.
-No jeszcze dom stoi.
-Nie żartuj sobie.
-Ej co jest?
-Nic..
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Byłam pewna, że to Ros z Dave'm, ale był to listonosz.
-Dzień dobry, czy to pani Nicole Simons?
-Tak to ja
-Proszę to list do pani i róża, prosze tu tylko pokwitować.
-Dobrze, dziękuję do widzenia.
Otworzyłam list:
"Droga Niki
Nie chcesz rozmawiać ze mną prosto w oczy więc napisałem ten list. Wiedz, że zawsze będziesz w moim sercu i nikt nie zajmnie w nim twojego miejsca. Chciałem ci powiedzieć, że się o ciebie martwię. Widziałem szłaś ostatnio z bandażem na ręce. Nie pytam od czego bo chyba wiem. Proszę cię żebyś na siebie uważała. Z tego co wnioskuję to jesteś z Oskarem. Cieszę się, że masz kogoś przy sobie. Wiem, że śmierć matki była dla ciebie bardzo bolesna. Dzieliłaś ten ból ze mną, starałem się cię zrozumieć, starałem się pomóc. Widocznie nie tak bardzo ile tego potrzebowałaś. Wiem, że to może okazać się mało ważne ale nie mam nikogo. Mam nadzieję, że ty jesteś szczęśliwa i że nie zrobisz żadnej głupoty. Zawsze będę cię kochał, Max"
List kompletnie mnie zbił z rytmu, a właśnie przyszli goście..
Cały wieczór byłam jakby nie dostępna..
-Hej Niki super ta kolacja, naprawdę było bardzo pyszne.
-Ta..dzięki.
-To my może już pójdziemy.
-To do zobaczenia.
-Na razie.
-Co było w tym liście, że byłaś taka nie dostępna?
-Masz sam przeczytaj.
-Znów zawraca ci głowę..
-Ta..yy.. pójdę się położyć.
-Ok to ja pozmywam, pa
-Dzięki..
Nie poszłam spać, weszłam do łazienki i znów to zrobiłam. Przejechałam sobie po ręce. Tym razem tak mocno. Bólu w ogóle nie czułam. Wszystko to przez niego, nie dawał mi żyć, już chciałam wbić żyletkę do końca ale coś mnie powstrzymało. Głośny huk z dołu. Zeszłam na dół jak poparzona. Okazało się, że Oskar rozbił talerz. A ja znów miałam całą rękę we krwi. Zaczęłam znów płakać.
-Ej co ty znów to zrobiłaś? Niki obiecałaś mi!
-Wiem, zle nie mogę już wytrzymać, gdyby nie ten talerz już by mnie pewnie nie było.
-Niki! Co ty w ogóle opowiadasz?!
-Zrozum mnie! Nie daje rady bez niego żyć, nie mogę.
Usiadłam przy ścianie z zakrwawioną ręką i zaczęłam płakać jak małe dziecko, które nie dostało chcianej zabawki.
-Niki, nie płacz jestem przy tobie, daj rękę pomogę ci.
Obmył mi rękę i znów zawinął w bandaż.
-Nie rób tego więcej Niki.
-Nie obiecam ci tego, teraz wiem że nie mogę. Niby jest dobrze a tak na prawdę to nie jest.
-Nie wiem jak ci mam pomóc.
-Ty w ogóle chcesz przy mnie być? Przy takiej wariatce?
-Nie opowiadaj takich rzeczy! Musisz w siebie wierzyć, a ja ci w tym pomagam jak tylko mogę.
-Posłuchaj kocham cię bardzo, ale to co czuje do niego jest nie do opisania.
-Chcesz z nim być ?
-Nie, nie chcę...
-Niki, przecież dobrze wiem, że chcesz, nie ukryjesz tego ani ni pokażesz przez cięcie. Po prostu mi to powiedz i idź do niego bądź z nim ja nie będę miał ci za złe. Czuję to, że go kochasz i nie mogę cię za to znienawidzić.
-Ja już nie wiem co mam robić, to tak cholernie trudne. Tak naprawdę to ty mnie trzymasz przy życiu.
-A rodzina ojciec, Amanda?
-Są ważni, ale nie tak jak ty, oni nie znają moich problemów, owszem wiedzą, że nie jestem z Max'em, ale nie wiedzą co ja przeżywam.
-Niki musisz się przespać. Straciłaś już dużo krwi nie możesz tak robić bo trafisz do szpitala.
-Dobrze pójdę się położyć.
-Ale przyrzeknij, że nie pójdziesz tego zrobić proszę cię.
-Przyrzekam, że pójdę się położyć.
-Pamiętaj, że jestem przy tobie...
No udało mi się dać jeszcze jeden jutro też pewno będzie, i dzięki wam za wszystkie komentarze. Pzdr :*
-Hej zrobiłeś śniadanie?
-No jasne, siadaj
-Dzięki
Zjadłam i poszłam się ubrać, jak zwykle zmieniłam bandaż. Dziś był pochmurny dzień i już nie tak ciepło jak wczoraj, więc mogłam ubrać dłuższy rękaw. Zeszłam na dół, oglądaliśmy tv i tak przez pół dnia.
-Poszedł bym gdzieś, ale ta pogoda...
-No tak, nudno dzisiaj.
-Co chcesz robić przez resztę dnia?
-Mogę tak siedzieć cały dzień.
-No ja też.
-Ale może zaprosimy Ros z Dave'm?
-Spoko
-To pójdę zadzwonić.
-Hej Ros, wpadlibyście z Dave dziś do mnie na kolację?
-Jasne, a o której?
-No tak o 7.
-Spoko będziemy. Pa
-Narka
-No i jak przyjdą?
-Nom.
-To może się przejdziemy po jakieś zakupy bo za dużo to ty w tej lodówce nie masz.
-Ok, pójdę tylko po sweter..
Poszliśmy do najbliższego supermarketu. Wymyśliłam, że zrobię pieczonego kurczaka z frytkami i sałatką.
-No to mamy już chyba wszystko.
-Pójdę tylko jeszcze wziąć jakiś sok.
-Ok to ja już pójdę do kasy.
W domu zrobiliśmy razem kolację
-No kurczak się piecze ja pójdę się przebrać.
-Ok, ja go przypilnuję.
Grzebałam w szafie dość długo żeby znaleźć coś na długi rękaw i dość luźnego. Przypomniało mi się, że mama miała właśnie taki sweter weszłam do sypialni i zaczęłam szukać. Do tego włożyłam rurki.Zeszłam na dół.
-No i jak tam kurczak?
-Pięknie wyglądasz.
-Pytam o kurczaka.
-No jeszcze dom stoi.
-Nie żartuj sobie.
-Ej co jest?
-Nic..
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Byłam pewna, że to Ros z Dave'm, ale był to listonosz.
-Dzień dobry, czy to pani Nicole Simons?
-Tak to ja
-Proszę to list do pani i róża, prosze tu tylko pokwitować.
-Dobrze, dziękuję do widzenia.
Otworzyłam list:
"Droga Niki
Nie chcesz rozmawiać ze mną prosto w oczy więc napisałem ten list. Wiedz, że zawsze będziesz w moim sercu i nikt nie zajmnie w nim twojego miejsca. Chciałem ci powiedzieć, że się o ciebie martwię. Widziałem szłaś ostatnio z bandażem na ręce. Nie pytam od czego bo chyba wiem. Proszę cię żebyś na siebie uważała. Z tego co wnioskuję to jesteś z Oskarem. Cieszę się, że masz kogoś przy sobie. Wiem, że śmierć matki była dla ciebie bardzo bolesna. Dzieliłaś ten ból ze mną, starałem się cię zrozumieć, starałem się pomóc. Widocznie nie tak bardzo ile tego potrzebowałaś. Wiem, że to może okazać się mało ważne ale nie mam nikogo. Mam nadzieję, że ty jesteś szczęśliwa i że nie zrobisz żadnej głupoty. Zawsze będę cię kochał, Max"
List kompletnie mnie zbił z rytmu, a właśnie przyszli goście..
Cały wieczór byłam jakby nie dostępna..
-Hej Niki super ta kolacja, naprawdę było bardzo pyszne.
-Ta..dzięki.
-To my może już pójdziemy.
-To do zobaczenia.
-Na razie.
-Co było w tym liście, że byłaś taka nie dostępna?
-Masz sam przeczytaj.
-Znów zawraca ci głowę..
-Ta..yy.. pójdę się położyć.
-Ok to ja pozmywam, pa
-Dzięki..
Nie poszłam spać, weszłam do łazienki i znów to zrobiłam. Przejechałam sobie po ręce. Tym razem tak mocno. Bólu w ogóle nie czułam. Wszystko to przez niego, nie dawał mi żyć, już chciałam wbić żyletkę do końca ale coś mnie powstrzymało. Głośny huk z dołu. Zeszłam na dół jak poparzona. Okazało się, że Oskar rozbił talerz. A ja znów miałam całą rękę we krwi. Zaczęłam znów płakać.
-Ej co ty znów to zrobiłaś? Niki obiecałaś mi!
-Wiem, zle nie mogę już wytrzymać, gdyby nie ten talerz już by mnie pewnie nie było.
-Niki! Co ty w ogóle opowiadasz?!
-Zrozum mnie! Nie daje rady bez niego żyć, nie mogę.
Usiadłam przy ścianie z zakrwawioną ręką i zaczęłam płakać jak małe dziecko, które nie dostało chcianej zabawki.
-Niki, nie płacz jestem przy tobie, daj rękę pomogę ci.
Obmył mi rękę i znów zawinął w bandaż.
-Nie rób tego więcej Niki.
-Nie obiecam ci tego, teraz wiem że nie mogę. Niby jest dobrze a tak na prawdę to nie jest.
-Nie wiem jak ci mam pomóc.
-Ty w ogóle chcesz przy mnie być? Przy takiej wariatce?
-Nie opowiadaj takich rzeczy! Musisz w siebie wierzyć, a ja ci w tym pomagam jak tylko mogę.
-Posłuchaj kocham cię bardzo, ale to co czuje do niego jest nie do opisania.
-Chcesz z nim być ?
-Nie, nie chcę...
-Niki, przecież dobrze wiem, że chcesz, nie ukryjesz tego ani ni pokażesz przez cięcie. Po prostu mi to powiedz i idź do niego bądź z nim ja nie będę miał ci za złe. Czuję to, że go kochasz i nie mogę cię za to znienawidzić.
-Ja już nie wiem co mam robić, to tak cholernie trudne. Tak naprawdę to ty mnie trzymasz przy życiu.
-A rodzina ojciec, Amanda?
-Są ważni, ale nie tak jak ty, oni nie znają moich problemów, owszem wiedzą, że nie jestem z Max'em, ale nie wiedzą co ja przeżywam.
-Niki musisz się przespać. Straciłaś już dużo krwi nie możesz tak robić bo trafisz do szpitala.
-Dobrze pójdę się położyć.
-Ale przyrzeknij, że nie pójdziesz tego zrobić proszę cię.
-Przyrzekam, że pójdę się położyć.
-Pamiętaj, że jestem przy tobie...
No udało mi się dać jeszcze jeden jutro też pewno będzie, i dzięki wam za wszystkie komentarze. Pzdr :*
Rozdział 23
Rano obudziłam się z cholernym bólem ręki. Nie mogłam wytrzymać. Zerwałam się z łóżka jak poparzona i poszłam do łazienki. Odwinęłam całkiem przesiąknięty już bandaż. Przemyłam rany letnią wodą i zawinęłam w nowy bandaż. Na dworze było bardzo ciepło a ja miałam wielki bandaż na ręce którego swetrem nie mogłam przykryć. Zaczekałam więc aż tata wyjdzie do pracy, zjadłam szybko kromkę chleba. Nie chciałam nigdzie wychodzić, ale przypomniało mi się, że muszę odebrać Amandę. Zawinęłam więc na rękę jeszcze jeden bandaż, nie przesiąkał już tak mocno i wyszłam po nią. Zadzwoniłam do drzwi.
-Hej, jestem Tom, pewnie mnie już nie pamiętasz.
-Jasne, że pamiętam przyszłam po Amandę.
-Ok, wejdź pójdę po nią.
-Dzięki.
-A co ci się stało w rękę ?
-Yyy...kroiłam chleb i..nóż mi jakoś objechał i przecięłam sobie trochę rękę...
-A..to ja pójdę po Amandę.
trudno mi było przy nim kłamać a co miałam powiedzieć Amandzie i tacie...
-No hej jesteś w końcu.
-No to idziemy ?
-Jasne, to na razie Tom.
-Pa
-Ej siostra co ci się stało w rękę?
-Przecięłam się.
-Bolało?
-Trochę..czekaj bo telefon mi dzwoni.
-Halo?
-Hej córcia za ile będziesz w domu ?
-No zaraz.
-To pośpiesz się bo mam dla ciebie miłą niespodziankę.
-Dobrze, zaraz tam będę.
Przyśpieszyłam natychmiast kroku. Gdy weszła do domu zamurowało mnie. Przy stole siedział Oskar z tatą. Nawet nic nie mówiłam tylko mocno go przytuliłam.
-Co ty tu robisz?
-Za bardzo tęskniłem.
-Chodź na górę.
-Ok
Weszliśmy i usiedliśmy na tapczanie. Jednak zanim usiedliśmy dostałam buziaka.
-Ej co ci się stało w rękę?
-Przecięłam się przypadkiem.
-Nicole..
Odwinął mi bandaż i zobaczył rany.
-Ty się pocięłaś ?
Nic nie odpowiedziałam tylko się do niego przytuliłam.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Nie mogłam sobie już dać rady..ale cięcie to nie jedna rzecz jaką zrobiłam.
-Co jeszcze ?
-Piłam.
-Dużo?
-Nie jeden kieliszek.
-Czego?
-Wódki ojca..
-Nie rób tego więcej, obiecaj mi.
-Obiecuję.
-Zostaję tu na jakiś czas, teraz stąd nie wyjadę, nie po tym co zrobiłaś.
-Sory, ale muszę iść po nowy bandaż.
-Pomogę ci zawiązać.
Potem siedzieliśmy w pokoju przez pół dnia, zamówiliśmy pizze.
-Nie musisz już wracać?
-W sumie to nie mam dokąd.
-Jak to ? To gdzie są twoi rodzice?
-W NY.
-Sam tu przyjechałeś?
-Tak.
-Czyli nie masz gdzie spać, to może zostaniesz tu.
-No chyba nie ma wyjścia.
-Jeszcze miesiąc wakacji..
-To zostanę tutaj do końca.
-Serio?
-Jasne, i tak w NY nie mam co robić a tu przynajmniej jesteś ty, możemy tez czasem razem tam jechać.
-Wiesz co ?
-No co takiego?
-Kocham cię.
-A wiesz co?
-No co?
-Ja cie bardziej.
-Nie ja cię.
-Czekaj muszę iść na chwilę do łazienki.
-To ja pójdę na dół po coś do picia.
Na dole siedziała Amanda.
-Hej młoda chcesz coś do picia?
-Nie dzięki.
-Co ty taka naburmuszona?
-Nie ważne!
-Dobra sory, że spytałam...
-Kiedy twój chłopak sobie pójdzie?
-No właśnie, on tu teraz zamieszka do końca wakacji.
-No chyba raczej nie.
-Masz coś przeciwko?
-Może mam!
-Dobra...weź się na mnie nie wyżywaj za cholera wie za co! Nie wiem co się stało, ale nic ci raczej nie zrobiłam, więc sobie daruj!
-Ej co to za kłótnie?
-Hej tato, spytaj Amandy..
Ja poszłam na górę.
-Amanda co się stało ?
-Nic! Musicie się wszyscy tak pytać?!
Pobiegła do siebie, nie wiem co się mogło stać.
-Jestem.
-No w końcu, co to za krzyki?
-Mała coś nie w sosie.. no ale nie mówmy o niej, lepiej powiedz czy masz jakieś ciuchy czy coś?
-A po co komu ciuchy, zrobimy tak jak wtedy kiedy byłem tu pierwszy raz pamietasz?
-Jasne, że tak, ale masz coś czy nie?
-No jasne, że mam.
-No to masz szczęście.
-To co teraz robimy?
-Nie wiem jak ty ale ja muszę zmienić znów bandaż.
-Boli cię?
-Cholernie.
-To przez niego to zrobiłaś nie ?
-Przez wszystko, przez śmierć mamy, tak bym chciała żeby tu była, potrzebuję jej..potem doszedł Max a potem rozstanie z tobą i powrót do L.A.
-A teraz, już wszystko jest dobrze?
-Myślę, że tak.
-Wiedz, że zawszę będę przy tobie i z mojego powodu na pewno się nie będziesz ciąc.
-Wierzę ci. Myślę, że już tego nigdy nie zrobię. To była tylko chwila słabości po prostu nie mogłam dać sobie rady, ale teraz już jest dobrze.
-Nie martw się już, widzę, że padasz z nóg może się położysz?
-No chyba tak zrobię, ale najpierw bandaż..
-To ja pójdę na dół, porozmawiam z twoim ojcem później może się prześpię trochę w salonie.
-No to do jutra.
-Dobranoc..
No to jutro następny :P
-Hej, jestem Tom, pewnie mnie już nie pamiętasz.
-Jasne, że pamiętam przyszłam po Amandę.
-Ok, wejdź pójdę po nią.
-Dzięki.
-A co ci się stało w rękę ?
-Yyy...kroiłam chleb i..nóż mi jakoś objechał i przecięłam sobie trochę rękę...
-A..to ja pójdę po Amandę.
trudno mi było przy nim kłamać a co miałam powiedzieć Amandzie i tacie...
-No hej jesteś w końcu.
-No to idziemy ?
-Jasne, to na razie Tom.
-Pa
-Ej siostra co ci się stało w rękę?
-Przecięłam się.
-Bolało?
-Trochę..czekaj bo telefon mi dzwoni.
-Halo?
-Hej córcia za ile będziesz w domu ?
-No zaraz.
-To pośpiesz się bo mam dla ciebie miłą niespodziankę.
-Dobrze, zaraz tam będę.
Przyśpieszyłam natychmiast kroku. Gdy weszła do domu zamurowało mnie. Przy stole siedział Oskar z tatą. Nawet nic nie mówiłam tylko mocno go przytuliłam.
-Co ty tu robisz?
-Za bardzo tęskniłem.
-Chodź na górę.
-Ok
Weszliśmy i usiedliśmy na tapczanie. Jednak zanim usiedliśmy dostałam buziaka.
-Ej co ci się stało w rękę?
-Przecięłam się przypadkiem.
-Nicole..
Odwinął mi bandaż i zobaczył rany.
-Ty się pocięłaś ?
Nic nie odpowiedziałam tylko się do niego przytuliłam.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Nie mogłam sobie już dać rady..ale cięcie to nie jedna rzecz jaką zrobiłam.
-Co jeszcze ?
-Piłam.
-Dużo?
-Nie jeden kieliszek.
-Czego?
-Wódki ojca..
-Nie rób tego więcej, obiecaj mi.
-Obiecuję.
-Zostaję tu na jakiś czas, teraz stąd nie wyjadę, nie po tym co zrobiłaś.
-Sory, ale muszę iść po nowy bandaż.
-Pomogę ci zawiązać.
Potem siedzieliśmy w pokoju przez pół dnia, zamówiliśmy pizze.
-Nie musisz już wracać?
-W sumie to nie mam dokąd.
-Jak to ? To gdzie są twoi rodzice?
-W NY.
-Sam tu przyjechałeś?
-Tak.
-Czyli nie masz gdzie spać, to może zostaniesz tu.
-No chyba nie ma wyjścia.
-Jeszcze miesiąc wakacji..
-To zostanę tutaj do końca.
-Serio?
-Jasne, i tak w NY nie mam co robić a tu przynajmniej jesteś ty, możemy tez czasem razem tam jechać.
-Wiesz co ?
-No co takiego?
-Kocham cię.
-A wiesz co?
-No co?
-Ja cie bardziej.
-Nie ja cię.
-Czekaj muszę iść na chwilę do łazienki.
-To ja pójdę na dół po coś do picia.
Na dole siedziała Amanda.
-Hej młoda chcesz coś do picia?
-Nie dzięki.
-Co ty taka naburmuszona?
-Nie ważne!
-Dobra sory, że spytałam...
-Kiedy twój chłopak sobie pójdzie?
-No właśnie, on tu teraz zamieszka do końca wakacji.
-No chyba raczej nie.
-Masz coś przeciwko?
-Może mam!
-Dobra...weź się na mnie nie wyżywaj za cholera wie za co! Nie wiem co się stało, ale nic ci raczej nie zrobiłam, więc sobie daruj!
-Ej co to za kłótnie?
-Hej tato, spytaj Amandy..
Ja poszłam na górę.
-Amanda co się stało ?
-Nic! Musicie się wszyscy tak pytać?!
Pobiegła do siebie, nie wiem co się mogło stać.
-Jestem.
-No w końcu, co to za krzyki?
-Mała coś nie w sosie.. no ale nie mówmy o niej, lepiej powiedz czy masz jakieś ciuchy czy coś?
-A po co komu ciuchy, zrobimy tak jak wtedy kiedy byłem tu pierwszy raz pamietasz?
-Jasne, że tak, ale masz coś czy nie?
-No jasne, że mam.
-No to masz szczęście.
-To co teraz robimy?
-Nie wiem jak ty ale ja muszę zmienić znów bandaż.
-Boli cię?
-Cholernie.
-To przez niego to zrobiłaś nie ?
-Przez wszystko, przez śmierć mamy, tak bym chciała żeby tu była, potrzebuję jej..potem doszedł Max a potem rozstanie z tobą i powrót do L.A.
-A teraz, już wszystko jest dobrze?
-Myślę, że tak.
-Wiedz, że zawszę będę przy tobie i z mojego powodu na pewno się nie będziesz ciąc.
-Wierzę ci. Myślę, że już tego nigdy nie zrobię. To była tylko chwila słabości po prostu nie mogłam dać sobie rady, ale teraz już jest dobrze.
-Nie martw się już, widzę, że padasz z nóg może się położysz?
-No chyba tak zrobię, ale najpierw bandaż..
-To ja pójdę na dół, porozmawiam z twoim ojcem później może się prześpię trochę w salonie.
-No to do jutra.
-Dobranoc..
No to jutro następny :P
czwartek, 2 grudnia 2010
Rozdział 22
Rano obudził mnie budzik, Oskar już wstał.
-Hej, wyspałaś się?
-Trochę.
-Słuchaj, pamiętasz tą imprezę z okazji mojego wyjazdu ?
-No jak mogę nie pamiętać, po niej trafiłam do pierdla..
-Ta..no to miałem wtedy wyjechać, ale postanowiłem, że przekonam rodziców żeby przełożyli wyjazd. Miałem wyjechać właśnie tu do NY. Ale zostałem przy tobie, nie mogłem cię zostawić w takiej sytuacji...teraz ten twój wyjazd powrotny..wrócisz sama..ja tu już zostaję na stałe.
-Jasne..będzie mi cię brakowało.
-Mi ciebie też. Będę do ciebie przyjeżdżał kiedy tylko będę mógł.
-Dzięki, ja też się postaram. A o której mam ten samolot ?
-Za dwie godziny.
-To zacznę się pakować.
-Pomogę ci.
-Dzięki.
Poszliśmy później coś zjeść, bo Oskar nie chciał mnie puścić z pustym żołądkiem. Nadszedł czas aby pojechać na lotnisko. Gdy dotarliśmy na miejsce łzy napłynęły mi do oczu..tu wszystko się kończy. Mój związek i nasza przyjaźń.
-Dzięki ci za wszystko, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Jesteś dla mnie ważna, dlatego to robię. Proszę cię uważaj tam na siebie.
-Ok, będę.
Mocno się do niego przytuliłam, a on mnie pocałował a ja to odwzajemniłam . Byłam tym zszokowana, tym bardziej, że musiałam już iść. Jeszcze w pośpiechu włożył mi do ręki małe pudełeczko, powiedział że mam otworzyć a samolocie.
-Żegnaj.
-Wkrótce się zobaczymy obiecuję....
Wsiadłam do samolotu, zajęłam pierwsze lepsze miejsce i zaczęłam płakać. Wszystko mi się popsuło, straciłam miłość swojego życia a teraz ten pocałunek...nie wiedziałam o czym myśleć..Zadzwonił telefon,
-Hej córciu wyleciałaś już?
-Tak, za niedługo powinnam wylądować,
-Dobrze to my czekamy z Amandą na lotnisku, pa
-Pa..
Szybko otarłam łzy, bo mieliśmy zaraz wysiadać. Przywitałam się z rodziną i pojechaliśmy do domu.
-Amanda idź się pobawić, muszę chwilę pogadać z Nicole.
-Ok
-I jak tam sprawa z Maxem?
-Jeśli chodzi ci o to czy jesteśmy razem to nie.
-Przykro mi
-NY to jakieś przeklęte miasto...straciłam tam chłopaka i jeszcze ten pocałunek...
-Jaki pocałunek?
-Na lotnisku..Oskar mnie pocałował..
-Czujesz coś do niego ?
-Nie wiem tato..moje uczucia są teraz w totalnej rozsypce w takich momentach właśnie brak mi mamy..
-Cieszę się, że mówisz mi o wszystkim. Wiem nigdy nie zastąpię ci matki, ale mi zawsze możesz wszystko powiedzieć, wiedz o tym.
-Jasne tato dzięki, muszę otworzyć to pudełeczko, dostałam je od niego.
-No pokaż co tam masz
W pudełku był prześliczny wisiorek (WISIOREK).
-Jest śliczny.
Zamurowało mnie, bardzo mi się spodobał.
-Tato możesz mi go zapiąć?
-Jasne, odwróć się.
Pięknie wyglądał na szyi. Pobiegłam to pokoju zadzwonić i podziękować za prezent.
-Hej, wisiorek jest przepiękny, dzięki.
-Cieszę się, że ci się podoba.
-Wiem głupie, ale już tęsknię.
-Ja też..a powiedz jak minął lot?
-Dobrze.
-To fajnie, słuchaj ja muszę kończyć, zadzwonię do ciebie później ok ?
-Ok, pa
-Kocham cię.
Zatkało mnie, Nie mogłam uwierzyć, że po sprawie z Maxem może mi się jeszcze coś takiego przydarzyć.
-Córciu idę do pracy zaprowadzę Amandę do koleżanki, wrócę późno paa
-Dobrze paa.
Pomyślałam, że spotkam się z Ros, dawno się nie widziałyśmy.
-Hej, może się spotkamy ?
-Jasne a o której ?
-No jak możesz to ja bym po ciebie podeszła za jakieś pół godziny ok ?
-Spoko, czeka musisz mi opowiedzieć o wyjeździe, paaa
Poszłam na górę, wygrzebałam z szafy jakieś ciuchy, ogarnęłam włosy i wyszłam z domu.
-No hej jestem.
-Wejdź na chwilę, muszę tylko się przebrać ok?
-Spoko, poczekam
-Hej Nicole.
-Cześć Dave.
-I jak tam było w NY?
-W miarę...
-Może się czegoś napijesz ?
-Nie dzięki, zaraz wychodzę z Ros to pewnie coś kupimy..
-Jasne to ja będę leciał, bawcie się dobrze, paa Kochanie, nara Niki.
-Pa
-No jestem możemy iść.
Kupiłyśmy sobie po kebabie i łaziłyśmy po całym mieście ze 3 godziny, potem wybrałyśmy się na plażę, i spacerowałyśmy brzegiem morza. Brakowało mi tych naszych spotkań, miałam wrażenie że jej też.
Dostałam sms.
Hej, bądź o 6 koło budki w której kupiłaś kebeba
Ktoś..
Nie miałam pojęcia kto to mógł być, była już 5.50 więc poszłam tam Ros czekała obok.
Zobaczyłam tam Max'a, natychmiast odwróciłam się i chciałam isć.
-Co ty tu robisz?! Po co to robisz, wszystko utrudniasz!
-Daj mi coś powiedzieć!
-Byle szybko!
-Nie jestem już z tą laską.
-I mam się cieszyć czy co ?
-Możemy być teraz razem.
-Ty sobie chyba żartujesz.
-Nie
-Nie mam czasu słuchać takich rzeczy.
-I komu to nie zależy.
-A to może ja sobie kogoś znalazłam i cię zostawiłam, może ja wyjechałam i wsadziłam cię do pudła co?! Zastanów się co ty w ogóle mówisz!
-Czyli koniec z nami?
-Już dawno nie ma "nas"!
-Możemy to naprawić.
-Ja nie wiem czy chce po tym wszystkim, a już wiem nie chce więc nie pokazuj mi się więcej na oczy jeśli byś mógł, cześć.
-Ej Ros słuchaj idź do domu, ja muszę iść jeszcze do sklepu bo..chleba nie mamy w domu a miałam kupić.
-Dobra, nie przejmuj się nim..o ładny naszyjnik masz, kupiłaś w NY?
-Nie, dostałam.
-O no to fajnie, dobra to lecę, popiszemy potem na kompie. Nara
-Pa.
Gdy Ros znikła mi z oczu wybuchłam płaczem po co on przyjeżdżał myślał, że co że będzie jakby się nic nie stało? Weszłam do sklepu i kupiłam maszynki do golenia.
Wróciłam do domu nikogo nie było. Nie jadłam kolacji, nawet nie byłam głodna. Wyciągnęłam z lodówki wódkę taty, została jeszcze z czasów gdy mama zmarła...nalałam sobie i wypiłam. Poczułam wielką ulgę. Potem poszłam do pokoju, wzięłam prysznic i myślałam o dzisiejszym dniu. Taj mnie boli każda rozmowa z nim, nie sądziłam, że można kogoś aż tak nienawidzić a w głębi serca go kochać. Nie wytrzymałam i wyjęłam żyletkę z maszynki do golenia która kupiłam niby dla taty. Bałam się tego, byłam rozkojarzona. Przejechałam sobie lekko po skórze, z każdą chwilą coraz mocniej. Nie czułam bólu było to dość dziwne. Z ręki kapała na podłogę krew, nie było jej strasznie dużo. Nie mogłam wierzyć, że moje życie aż tak się skomplikuje, że stracę mamę potem chłopaka a teraz musiałam opuścić najlepszego przyjaciela. Usłyszałam, że tata wraca, szybko schowałam żyletkę.
-Córciu jesteś na górze.
-Tak..yy właśnie sie szykuję do kąpieli.
-A dobrze to potem zejdź na dół.
-Ok.
Szybko starałam się zmyć krew, bardzo mnie szczypało. W szafce pod umywalką znalazłam apteczkę. Wyciągnęłam z niej bandaż i zawinęłam sobie wokół ręki, był jednak problem bandaż szybko przesiąkł, ubrałam więc czarny sweter ze względu na długi rękaw i kolor. W łazience umyłam tylko jeszcze podłogę i zeszłam szybo na dół zanim bandaż całkiem mi przesiąknie.
-No hej tato co chciałeś?
Zapomniałam schować butelkę wódki do lodówki, na szczęście tata był w łazience, szybko ją schowałam. Myślę, że jej nie zauważył.
-No jesteś już, może jemy jakąś kolację?
-Nie dzięki ja nie jestem głodna, pójdę do siebie do jutra.
-Ok, pa
Szybko pobiegłam do pokoju, bandaż był całkiem przesiąknięty, wiec musiałam go zmienić. Na jakiś czas nie zawijałam ręki wycierałam tylko chusteczką, dopiero jak przestało lecieć tak mocno to zawinęłam bandaż, dziwnie się teraz czułam zawracało mi się w głowie, wyszłam szybko na taras pooddychać świeżym powietrzem. Zrobiło mi się lepiej i wróciłam do pokoju, otwarłam okno na wszelki wypadek. Z wykończenia padłam na łóżko i zasnęłam...
No wyszedł mi chyba najdłuższy jak dotąd, mam nadzieję, że się podoba. Pzdr :*
-Hej, wyspałaś się?
-Trochę.
-Słuchaj, pamiętasz tą imprezę z okazji mojego wyjazdu ?
-No jak mogę nie pamiętać, po niej trafiłam do pierdla..
-Ta..no to miałem wtedy wyjechać, ale postanowiłem, że przekonam rodziców żeby przełożyli wyjazd. Miałem wyjechać właśnie tu do NY. Ale zostałem przy tobie, nie mogłem cię zostawić w takiej sytuacji...teraz ten twój wyjazd powrotny..wrócisz sama..ja tu już zostaję na stałe.
-Jasne..będzie mi cię brakowało.
-Mi ciebie też. Będę do ciebie przyjeżdżał kiedy tylko będę mógł.
-Dzięki, ja też się postaram. A o której mam ten samolot ?
-Za dwie godziny.
-To zacznę się pakować.
-Pomogę ci.
-Dzięki.
Poszliśmy później coś zjeść, bo Oskar nie chciał mnie puścić z pustym żołądkiem. Nadszedł czas aby pojechać na lotnisko. Gdy dotarliśmy na miejsce łzy napłynęły mi do oczu..tu wszystko się kończy. Mój związek i nasza przyjaźń.
-Dzięki ci za wszystko, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Jesteś dla mnie ważna, dlatego to robię. Proszę cię uważaj tam na siebie.
-Ok, będę.
Mocno się do niego przytuliłam, a on mnie pocałował a ja to odwzajemniłam . Byłam tym zszokowana, tym bardziej, że musiałam już iść. Jeszcze w pośpiechu włożył mi do ręki małe pudełeczko, powiedział że mam otworzyć a samolocie.
-Żegnaj.
-Wkrótce się zobaczymy obiecuję....
Wsiadłam do samolotu, zajęłam pierwsze lepsze miejsce i zaczęłam płakać. Wszystko mi się popsuło, straciłam miłość swojego życia a teraz ten pocałunek...nie wiedziałam o czym myśleć..Zadzwonił telefon,
-Hej córciu wyleciałaś już?
-Tak, za niedługo powinnam wylądować,
-Dobrze to my czekamy z Amandą na lotnisku, pa
-Pa..
Szybko otarłam łzy, bo mieliśmy zaraz wysiadać. Przywitałam się z rodziną i pojechaliśmy do domu.
-Amanda idź się pobawić, muszę chwilę pogadać z Nicole.
-Ok
-I jak tam sprawa z Maxem?
-Jeśli chodzi ci o to czy jesteśmy razem to nie.
-Przykro mi
-NY to jakieś przeklęte miasto...straciłam tam chłopaka i jeszcze ten pocałunek...
-Jaki pocałunek?
-Na lotnisku..Oskar mnie pocałował..
-Czujesz coś do niego ?
-Nie wiem tato..moje uczucia są teraz w totalnej rozsypce w takich momentach właśnie brak mi mamy..
-Cieszę się, że mówisz mi o wszystkim. Wiem nigdy nie zastąpię ci matki, ale mi zawsze możesz wszystko powiedzieć, wiedz o tym.
-Jasne tato dzięki, muszę otworzyć to pudełeczko, dostałam je od niego.
-No pokaż co tam masz
W pudełku był prześliczny wisiorek (WISIOREK).
-Jest śliczny.
Zamurowało mnie, bardzo mi się spodobał.
-Tato możesz mi go zapiąć?
-Jasne, odwróć się.
Pięknie wyglądał na szyi. Pobiegłam to pokoju zadzwonić i podziękować za prezent.
-Hej, wisiorek jest przepiękny, dzięki.
-Cieszę się, że ci się podoba.
-Wiem głupie, ale już tęsknię.
-Ja też..a powiedz jak minął lot?
-Dobrze.
-To fajnie, słuchaj ja muszę kończyć, zadzwonię do ciebie później ok ?
-Ok, pa
-Kocham cię.
Zatkało mnie, Nie mogłam uwierzyć, że po sprawie z Maxem może mi się jeszcze coś takiego przydarzyć.
-Córciu idę do pracy zaprowadzę Amandę do koleżanki, wrócę późno paa
-Dobrze paa.
Pomyślałam, że spotkam się z Ros, dawno się nie widziałyśmy.
-Hej, może się spotkamy ?
-Jasne a o której ?
-No jak możesz to ja bym po ciebie podeszła za jakieś pół godziny ok ?
-Spoko, czeka musisz mi opowiedzieć o wyjeździe, paaa
Poszłam na górę, wygrzebałam z szafy jakieś ciuchy, ogarnęłam włosy i wyszłam z domu.
-No hej jestem.
-Wejdź na chwilę, muszę tylko się przebrać ok?
-Spoko, poczekam
-Hej Nicole.
-Cześć Dave.
-I jak tam było w NY?
-W miarę...
-Może się czegoś napijesz ?
-Nie dzięki, zaraz wychodzę z Ros to pewnie coś kupimy..
-Jasne to ja będę leciał, bawcie się dobrze, paa Kochanie, nara Niki.
-Pa
-No jestem możemy iść.
Kupiłyśmy sobie po kebabie i łaziłyśmy po całym mieście ze 3 godziny, potem wybrałyśmy się na plażę, i spacerowałyśmy brzegiem morza. Brakowało mi tych naszych spotkań, miałam wrażenie że jej też.
Dostałam sms.
Hej, bądź o 6 koło budki w której kupiłaś kebeba
Ktoś..
Nie miałam pojęcia kto to mógł być, była już 5.50 więc poszłam tam Ros czekała obok.
Zobaczyłam tam Max'a, natychmiast odwróciłam się i chciałam isć.
-Co ty tu robisz?! Po co to robisz, wszystko utrudniasz!
-Daj mi coś powiedzieć!
-Byle szybko!
-Nie jestem już z tą laską.
-I mam się cieszyć czy co ?
-Możemy być teraz razem.
-Ty sobie chyba żartujesz.
-Nie
-Nie mam czasu słuchać takich rzeczy.
-I komu to nie zależy.
-A to może ja sobie kogoś znalazłam i cię zostawiłam, może ja wyjechałam i wsadziłam cię do pudła co?! Zastanów się co ty w ogóle mówisz!
-Czyli koniec z nami?
-Już dawno nie ma "nas"!
-Możemy to naprawić.
-Ja nie wiem czy chce po tym wszystkim, a już wiem nie chce więc nie pokazuj mi się więcej na oczy jeśli byś mógł, cześć.
-Ej Ros słuchaj idź do domu, ja muszę iść jeszcze do sklepu bo..chleba nie mamy w domu a miałam kupić.
-Dobra, nie przejmuj się nim..o ładny naszyjnik masz, kupiłaś w NY?
-Nie, dostałam.
-O no to fajnie, dobra to lecę, popiszemy potem na kompie. Nara
-Pa.
Gdy Ros znikła mi z oczu wybuchłam płaczem po co on przyjeżdżał myślał, że co że będzie jakby się nic nie stało? Weszłam do sklepu i kupiłam maszynki do golenia.
Wróciłam do domu nikogo nie było. Nie jadłam kolacji, nawet nie byłam głodna. Wyciągnęłam z lodówki wódkę taty, została jeszcze z czasów gdy mama zmarła...nalałam sobie i wypiłam. Poczułam wielką ulgę. Potem poszłam do pokoju, wzięłam prysznic i myślałam o dzisiejszym dniu. Taj mnie boli każda rozmowa z nim, nie sądziłam, że można kogoś aż tak nienawidzić a w głębi serca go kochać. Nie wytrzymałam i wyjęłam żyletkę z maszynki do golenia która kupiłam niby dla taty. Bałam się tego, byłam rozkojarzona. Przejechałam sobie lekko po skórze, z każdą chwilą coraz mocniej. Nie czułam bólu było to dość dziwne. Z ręki kapała na podłogę krew, nie było jej strasznie dużo. Nie mogłam wierzyć, że moje życie aż tak się skomplikuje, że stracę mamę potem chłopaka a teraz musiałam opuścić najlepszego przyjaciela. Usłyszałam, że tata wraca, szybko schowałam żyletkę.
-Córciu jesteś na górze.
-Tak..yy właśnie sie szykuję do kąpieli.
-A dobrze to potem zejdź na dół.
-Ok.
Szybko starałam się zmyć krew, bardzo mnie szczypało. W szafce pod umywalką znalazłam apteczkę. Wyciągnęłam z niej bandaż i zawinęłam sobie wokół ręki, był jednak problem bandaż szybko przesiąkł, ubrałam więc czarny sweter ze względu na długi rękaw i kolor. W łazience umyłam tylko jeszcze podłogę i zeszłam szybo na dół zanim bandaż całkiem mi przesiąknie.
-No hej tato co chciałeś?
Zapomniałam schować butelkę wódki do lodówki, na szczęście tata był w łazience, szybko ją schowałam. Myślę, że jej nie zauważył.
-No jesteś już, może jemy jakąś kolację?
-Nie dzięki ja nie jestem głodna, pójdę do siebie do jutra.
-Ok, pa
Szybko pobiegłam do pokoju, bandaż był całkiem przesiąknięty, wiec musiałam go zmienić. Na jakiś czas nie zawijałam ręki wycierałam tylko chusteczką, dopiero jak przestało lecieć tak mocno to zawinęłam bandaż, dziwnie się teraz czułam zawracało mi się w głowie, wyszłam szybko na taras pooddychać świeżym powietrzem. Zrobiło mi się lepiej i wróciłam do pokoju, otwarłam okno na wszelki wypadek. Z wykończenia padłam na łóżko i zasnęłam...
No wyszedł mi chyba najdłuższy jak dotąd, mam nadzieję, że się podoba. Pzdr :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
