Pawie całą noc nie spałam, bo jak to ja się denerwowałam. Wstałam już o 6. Zjadłam pół kromki i usiadłam w kącie. Myślałam o wszystkim ci się tu stało od kiedy tu mieszkam. Co prawda są to tylko dwa i pół miesiąca, ale bardzo mi się to dłuży. Myślałam, że cięcie wszystko rozwiąże, że jak mnie nie będzie będzie lepiej, ale nie wyszło nawet tego nie mogę porządnie zrobić..Ros i reszta mieli być tu koło 7 żeby zdążyć do szkoły. Wyszłam przed dom, czekałam na nich ale nigdzie ich nie było. W końcu poszłam się ubrać, wyprostowałam włosy, oczy podkreśliłam niebieską kredką i tuszem. Gotowa czekałam aż Amanda się przyszykuje. Alex po mnie nie przyszła bo mama kazała jej jechać do dentysty, więc poszłam do szkoły sama. Ros, Dave i Max nie przyjechali... szkole dyrektorka jak zwykle zanudzała. Jedyną atrakcja było wyczytywanie nazwisk pierwszych klas czyli nas. Trafiłam z nieobecną dziś Alex do klasy Ia. Ros z Dave'm byli w klasie Ic. Po apelu udaliśmy się do klas. Zajęłam miejsce w ostatniej ławce, jak zwykle siedziałam sama.
-No więc witam was w nowym roku szkolnym, ja nazywam się Maria Brunson i będ...
Nauczycielka nie zdążyła dokończyć a nagle ktoś wparował do klasy..
-Dzzień dobry, przepraszam za spóźnienie.
-Jeszcze dzisiaj ci daruję, siadaj.
Chłopak podszedł do mojej ławki, bo tylko ona była jeszcze wolna.
-Hej mogę się przysiaść?
-Jasne
-Jestem Jake.
-Nicole, Miło mi.
Chłopak się uśmiechnął.
Cisza tam z tyłu!-krzyknęła nauczycielka.
Po monologu wychowawczyni pozwolono nam w końcu wyjść.
-Hej Niki, zaczekaj. -zawołał Jake.
-Tak?
-Mogłabyś mi pomóc, nie za bardzo się orientuję gdzie tu wisi plan.
-No tak, ja przecież też nie mam, chodź poszukamy.
Spisaliśmy i wyszliśmy ze szkoły.
-Dasz się zaprosić na spacer?-odparł chłopak
-Jasne.
Łaziliśmy ze 3 godziny, świetnie się dogadywaliśmy.
-To ja już będę lecieć, siostra na pewno da mi kazanie jak wrócę..To pa
-Jasne, masz tu mój numer. Do jutra.
W domu zjadłyśmy obiad i spakowałam się do szkoły. W międzyczasie zadzwoniła Ros i powiedziała, że jutro będą w szkole, a Max chce tam zostać. Może to i dobrze...
Napisałam mu sms:
"Hej Max, myślę, że ten związek nie ma najmniejszego sensu, wiem głupio tak zrywać przez esa, ale nie ma cię tu przy mnie, to koniec na zawsze, przepraszam, że nam nie wyszło.."
Napisałam go wczoraj koło północy i się dziwie, że w ogóle coś z tego wyszło. Dzisiaj tylko przepisuję. Dzięki mojej drogiej koleżance takie fajne mi wyszły, dzięki Kar za esy o 12 ;D. Dzisiaj będzie jeszcze jeden ale tak popołudniu żebyście mogli przeczytać ten ;]. Pzdr:*
poniedziałek, 17 stycznia 2011
niedziela, 16 stycznia 2011
Rozdział 46
Wstałam po 10. Ubrałam się i poszłyśmy z Amandą do ojca. Posiedziałyśmy trochę potem lekarz mi powiedział, że dzisiaj już będą go na pewno wybudzać. Ucieszyłam się..Wróciłyśmy do domu i robiłyśmy to co zwykle bo strasznie się nudziłyśmy. Pod wieczór wyprasowałam sobie bluzkę na pojutrze, przy okazji też Amandzie. Lubię mieć już wszystko prędzej przygotowane.
TYMCZASEM U OSKARA
Ale tu nudno..nie ma co robić..że pojechałem do L.A odwiedzić tatę Niki to chyba był zły pomysł. Szczerze mówiąc to bardzo za nią tęsknię. Musze odebrać telefon.
-Halo?
-Oskar? Hej to Ros. Co u ciebie?
-W porządku a u was?
-No u nas tak ale u Niki i Max'a chyba nie.
-Coś się stało?
-No w sumie..Max znów zdradza Niki.
-Przykro mi.
-Możesz coś z tym zrobić.
-Co?
-Nie jest ci obojętna, wiem ty jej tez nie.
-Ros..błagam cię. Nasz związek dawno się rozpadł.
-Bo ona myślała, że uda się jej z Max'em, ale widzisz jak jest.
-Znajdzie sobie kogoś innego, słuchaj muszę kończyć, Pa
-Pa..
U NIKI
-Amanda! Chodź na kolację.
Zjadłyśmy szybko i siostra poszła do siebie. Ja wzięłam moje mp3 i poszłam położyć się na leżaku na balkonie. Włączyłam moją ulubioną piosenkę Switchfoot-Your love is a song. Była dla mnie idealna na samotne wieczory, przy niej zapominałam o całym świecie. Słuchałam też Nickelback-Far away. Później poszłam się położyć.
Rano obudziło mnie wielkie trzaskanie.
-Amanda! Co ty tu robisz?
-Kotlety, obiad sam się nie zrobi a popatrz która godzina.
No tak na zegarze była 12.
-Sory, przyspałam.
-Spoko.
Jutro pierwszy dzień szkoły...jutro przyjeżdżają też Max, Ros i Dave. Byłam przygotowana na tę rozmowę już od paru dni. Wszystko sobie ułożyłam. Poszłam się ubrać i pomogłam przy obiedzie. Zadzwonił telefon.
-Hej Niki, mam prośbę.
-No co tam Alex?
-Nie mam butów na jutro, musisz mi pomóc w wyborze.
-Jasne, to za godzinę w parku hm?
-Ok, pa
-Wychodzisz gdzieś?
-Tak, z Alex na zakupy, a co?
-A mogę iść do koleżanki?
-Jasne, zaprowadzę cię po drodze.
Wyszłyśmy z domu. Zaprowadziłam Amandę, gdy dochodziłam do parku zobaczyłam Amandę kłócącą się z jakimś chłopakiem. Podeszłam bliżej.
-Hej co się tu dzieje.
-Nic..
-Kim ty jesteś?
-To mój były..Alan.
-Przestań się drzeć do cholery..
-A tobie co do tego?!
-To moja kumpela i nie będziesz jej obrażał!
-Dobra Niki daj spokój...
-Spieprzaj stąd Alan!
-Wrzuć na luz laska.
-Czego od niej chcesz?
-To moja była.
-I co z tego ?
-Chciałem z nią pogadać.
-Niki, możesz nas na chwilę zostawić?
-Dobra.
Po 15 minutach Alex wróciła.
-I jak?
-Wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy i..
-I..?
-Wróciliśmy do siebie.
-Sory, wygłupiłam się tam.
-Nie spoko. Powiedziałam mu, że jak jeszcze raz coś zrobi to koniec.
-Cieszę się, że wam się udało..to co idziemy?
-Ta..chodź.
Alex wybrała buty i poszłyśmy do swoich domów, ja jeszcze wstąpiłam po Amandę.
Poszłam do siebie i przyszykowałam wszystko na jutro. Wyciągnęłam bluzkę na krzesło, leginsy a buty stały obok drzwi. Pamiętam jak mama zawsze szykowała nam ubrania. Wszystko było takie staranne. Wykąpałam się jeszcze ustawiłam budzik na 7.30 i zasnęłam..
No dzisiaj tak jakby dwa dni opisałam i wyszło dłuższe jutro dam następny bo ferie są.. xd Fajnie, że czytacie, a i na wszystkie linki które dajecie wchodzę i czytam i mówię, że wszystkie blogi są zaje i dzięki że się mój podoba. Nie wiem ile jeszcze będzie rozdziałów bo przecież nie można pisać w nieskończoność, ale postaram się aby jak najwięcej. A co do tych piosenek to one na serio są moje ulubione i polecam wam posłuchać :). Pzdr:* <333
TYMCZASEM U OSKARA
Ale tu nudno..nie ma co robić..że pojechałem do L.A odwiedzić tatę Niki to chyba był zły pomysł. Szczerze mówiąc to bardzo za nią tęsknię. Musze odebrać telefon.
-Halo?
-Oskar? Hej to Ros. Co u ciebie?
-W porządku a u was?
-No u nas tak ale u Niki i Max'a chyba nie.
-Coś się stało?
-No w sumie..Max znów zdradza Niki.
-Przykro mi.
-Możesz coś z tym zrobić.
-Co?
-Nie jest ci obojętna, wiem ty jej tez nie.
-Ros..błagam cię. Nasz związek dawno się rozpadł.
-Bo ona myślała, że uda się jej z Max'em, ale widzisz jak jest.
-Znajdzie sobie kogoś innego, słuchaj muszę kończyć, Pa
-Pa..
U NIKI
-Amanda! Chodź na kolację.
Zjadłyśmy szybko i siostra poszła do siebie. Ja wzięłam moje mp3 i poszłam położyć się na leżaku na balkonie. Włączyłam moją ulubioną piosenkę Switchfoot-Your love is a song. Była dla mnie idealna na samotne wieczory, przy niej zapominałam o całym świecie. Słuchałam też Nickelback-Far away. Później poszłam się położyć.
Rano obudziło mnie wielkie trzaskanie.
-Amanda! Co ty tu robisz?
-Kotlety, obiad sam się nie zrobi a popatrz która godzina.
No tak na zegarze była 12.
-Sory, przyspałam.
-Spoko.
Jutro pierwszy dzień szkoły...jutro przyjeżdżają też Max, Ros i Dave. Byłam przygotowana na tę rozmowę już od paru dni. Wszystko sobie ułożyłam. Poszłam się ubrać i pomogłam przy obiedzie. Zadzwonił telefon.
-Hej Niki, mam prośbę.
-No co tam Alex?
-Nie mam butów na jutro, musisz mi pomóc w wyborze.
-Jasne, to za godzinę w parku hm?
-Ok, pa
-Wychodzisz gdzieś?
-Tak, z Alex na zakupy, a co?
-A mogę iść do koleżanki?
-Jasne, zaprowadzę cię po drodze.
Wyszłyśmy z domu. Zaprowadziłam Amandę, gdy dochodziłam do parku zobaczyłam Amandę kłócącą się z jakimś chłopakiem. Podeszłam bliżej.
-Hej co się tu dzieje.
-Nic..
-Kim ty jesteś?
-To mój były..Alan.
-Przestań się drzeć do cholery..
-A tobie co do tego?!
-To moja kumpela i nie będziesz jej obrażał!
-Dobra Niki daj spokój...
-Spieprzaj stąd Alan!
-Wrzuć na luz laska.
-Czego od niej chcesz?
-To moja była.
-I co z tego ?
-Chciałem z nią pogadać.
-Niki, możesz nas na chwilę zostawić?
-Dobra.
Po 15 minutach Alex wróciła.
-I jak?
-Wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy i..
-I..?
-Wróciliśmy do siebie.
-Sory, wygłupiłam się tam.
-Nie spoko. Powiedziałam mu, że jak jeszcze raz coś zrobi to koniec.
-Cieszę się, że wam się udało..to co idziemy?
-Ta..chodź.
Alex wybrała buty i poszłyśmy do swoich domów, ja jeszcze wstąpiłam po Amandę.
Poszłam do siebie i przyszykowałam wszystko na jutro. Wyciągnęłam bluzkę na krzesło, leginsy a buty stały obok drzwi. Pamiętam jak mama zawsze szykowała nam ubrania. Wszystko było takie staranne. Wykąpałam się jeszcze ustawiłam budzik na 7.30 i zasnęłam..
No dzisiaj tak jakby dwa dni opisałam i wyszło dłuższe jutro dam następny bo ferie są.. xd Fajnie, że czytacie, a i na wszystkie linki które dajecie wchodzę i czytam i mówię, że wszystkie blogi są zaje i dzięki że się mój podoba. Nie wiem ile jeszcze będzie rozdziałów bo przecież nie można pisać w nieskończoność, ale postaram się aby jak najwięcej. A co do tych piosenek to one na serio są moje ulubione i polecam wam posłuchać :). Pzdr:* <333
sobota, 15 stycznia 2011
Rozdział 45
Wstałam rano koło 9. Zrobiłam to co każdego dnia czyli umyłam się,i zjadłam śniadanie. Potem poszłam po Amandę do koleżanki. Pooglądałyśmy telewizję.
-Niki..pójdziemy kupić dzisiaj zeszyty do szkoły?
-Jasne..ale najpierw pójdziemy do taty hm?
-Dobrze.
-To idź na górę się ubrać.
Po 10 minutach wyszłyśmy z domu. Amanda siedziała u ojca a ja poszłam do lekarza. Dowiedziałam się, że jeszcze nie wypuścili go ze śpiączki. Bałam się o niego...poszłam do Amandy i posiedziałyśmy razem. Po godzinie poszłyśmy na zakupy. Wybrałyśmy dla siebie zeszyty i różne przybory. Amanda kupiła sobie jeszcze plecak. Ja jak co roku będę chodzić w mojej ulubionej torbie. Wróciłyśmy do domu na obiad. Zrobiłam frytki z kurczakiem. Potem Amanda poszła do siebie a ja weszłam na kompa. Sprawdziłam facebooka, gg i inne rzeczy. Nie gadałam z Maxem od dwóch dni..postanowiłam w końcu zadzwonić.
-Hej, jak tam u was?
-No bardzo dobrze.
-Za 3 dni wracacie?
-Tak.
-To będę czekać na ciebie.
-Yhy..słuchaj muszę kończyć narazie
Po jego przyjeździe zakończę ten związek. Chyba nie jest pisane mi mieć chłopaka. Zadzwonił telefon.
-Hej Niki, tu Alex masz może ochotę na spacer?
-Jasne..to w parku za godzinę?
-Spoko, pa
Godzina szybko minęła, powiedziałam Amandzie że wychodzę.
-Hej
-No cześć, co tam?
-Wszystko dobrze a u ciebie?
-No tak też ale ta szkoła..
-Ta..wiesz chyba będziemy chodzić do jednej klasy. Przy szkole są wywieszone kartki z podziałem klas i jesteśmy razem w jednej.
-No to bardzo fajnie.
-Też się cieszę.
-Hej, stało się coś Niki?
-Nie..
-No powiedz.
-Chyba będę musieć zerwać z chłopaiem.
-Em..to przykre. Ja też kiedyś miałam chłopaka, ale to on mnie zostawił, poszedł do innej.
-Eh..to co robimy?
-Może pójdziemy na plażę?
-Spoko.
Zadzwonił telefon.
-Ros? Hej.
-No hej, słuchaj muszę ci coś powiedzieć.
-No?
-Max..chyba cię zdradza.
Milczałam..
-Niki, jesteś tam?
-Ta..przykro mi, ale teraz widzisz jaki jest.
-Ta..yh, muszę kończyć pa.
-Pa.
-Coś się stało?
-W sumie..Max mnie zdradza.
-Max?
-Mój chłopak.
-Przykro mi..
-Nie mam zamiaru się tym przejmować chodźmy na tą plażę.
Pospacerowałyśmy, później zaprosiłam Alex do siebie.
-Masz bardzo ładny dom.
-Dzięki..może i ładny ale nie mam z nim najlepszych wspomnień.
-Coś się stu stało?
-Moja mama tu zmarła..potem ja zaczęłam chodzić z Maxem on nie raz mnie krzywdził, więc się pocięłam...potem miałam drugiego chłopaka którego zostawiłam dla Maxa i chyba tego żałuję. Później pożar kuchni..zawał ojca.
-Dużo się wydarzyło..
-No tak, a teraz szkoła, nowi ludzie dobrze że chociaż ciebie znam.
Zaśmiałyśmy się.
-Chodź na górę pokażę ci jaką sobie bluzkę kupiłam na rozpoczęcie roku.
-Ok
Po drodze na górę wpadłyśmy na Amandę.
-O Amanda, to jest Alex a to moja siostra.
-Hej miło cię poznać.
-Ciebie też.
-No to my idziemy na górę.
Pokazałam jej bluzkę.
-Bardzo ładna.
-No dzięki..
-W ogóle ładny pokój.
-Bo sama go urządzałam.
Zaśmiałyśmy się.
-Jesteś może głodna?
-Trochę.
-To zostań tu jak coś przyniosę.
-Ok
Po 15 minutach przyniosłam tosty z serem i herbatę.
-Ym..bardzo dobre, ja już będę musiała lecieć. To pa
-No pa.
Posprzątałam i położyłam się spać...
Dodam dzisiaj chyba jeszcze jeden jak się uda. I dzięki za tego długiego komentarza, twojego bloga czytam:P Pzdr:*
-Niki..pójdziemy kupić dzisiaj zeszyty do szkoły?
-Jasne..ale najpierw pójdziemy do taty hm?
-Dobrze.
-To idź na górę się ubrać.
Po 10 minutach wyszłyśmy z domu. Amanda siedziała u ojca a ja poszłam do lekarza. Dowiedziałam się, że jeszcze nie wypuścili go ze śpiączki. Bałam się o niego...poszłam do Amandy i posiedziałyśmy razem. Po godzinie poszłyśmy na zakupy. Wybrałyśmy dla siebie zeszyty i różne przybory. Amanda kupiła sobie jeszcze plecak. Ja jak co roku będę chodzić w mojej ulubionej torbie. Wróciłyśmy do domu na obiad. Zrobiłam frytki z kurczakiem. Potem Amanda poszła do siebie a ja weszłam na kompa. Sprawdziłam facebooka, gg i inne rzeczy. Nie gadałam z Maxem od dwóch dni..postanowiłam w końcu zadzwonić.
-Hej, jak tam u was?
-No bardzo dobrze.
-Za 3 dni wracacie?
-Tak.
-To będę czekać na ciebie.
-Yhy..słuchaj muszę kończyć narazie
Po jego przyjeździe zakończę ten związek. Chyba nie jest pisane mi mieć chłopaka. Zadzwonił telefon.
-Hej Niki, tu Alex masz może ochotę na spacer?
-Jasne..to w parku za godzinę?
-Spoko, pa
Godzina szybko minęła, powiedziałam Amandzie że wychodzę.
-Hej
-No cześć, co tam?
-Wszystko dobrze a u ciebie?
-No tak też ale ta szkoła..
-Ta..wiesz chyba będziemy chodzić do jednej klasy. Przy szkole są wywieszone kartki z podziałem klas i jesteśmy razem w jednej.
-No to bardzo fajnie.
-Też się cieszę.
-Hej, stało się coś Niki?
-Nie..
-No powiedz.
-Chyba będę musieć zerwać z chłopaiem.
-Em..to przykre. Ja też kiedyś miałam chłopaka, ale to on mnie zostawił, poszedł do innej.
-Eh..to co robimy?
-Może pójdziemy na plażę?
-Spoko.
Zadzwonił telefon.
-Ros? Hej.
-No hej, słuchaj muszę ci coś powiedzieć.
-No?
-Max..chyba cię zdradza.
Milczałam..
-Niki, jesteś tam?
-Ta..przykro mi, ale teraz widzisz jaki jest.
-Ta..yh, muszę kończyć pa.
-Pa.
-Coś się stało?
-W sumie..Max mnie zdradza.
-Max?
-Mój chłopak.
-Przykro mi..
-Nie mam zamiaru się tym przejmować chodźmy na tą plażę.
Pospacerowałyśmy, później zaprosiłam Alex do siebie.
-Masz bardzo ładny dom.
-Dzięki..może i ładny ale nie mam z nim najlepszych wspomnień.
-Coś się stu stało?
-Moja mama tu zmarła..potem ja zaczęłam chodzić z Maxem on nie raz mnie krzywdził, więc się pocięłam...potem miałam drugiego chłopaka którego zostawiłam dla Maxa i chyba tego żałuję. Później pożar kuchni..zawał ojca.
-Dużo się wydarzyło..
-No tak, a teraz szkoła, nowi ludzie dobrze że chociaż ciebie znam.
Zaśmiałyśmy się.
-Chodź na górę pokażę ci jaką sobie bluzkę kupiłam na rozpoczęcie roku.
-Ok
Po drodze na górę wpadłyśmy na Amandę.
-O Amanda, to jest Alex a to moja siostra.
-Hej miło cię poznać.
-Ciebie też.
-No to my idziemy na górę.
Pokazałam jej bluzkę.
-Bardzo ładna.
-No dzięki..
-W ogóle ładny pokój.
-Bo sama go urządzałam.
Zaśmiałyśmy się.
-Jesteś może głodna?
-Trochę.
-To zostań tu jak coś przyniosę.
-Ok
Po 15 minutach przyniosłam tosty z serem i herbatę.
-Ym..bardzo dobre, ja już będę musiała lecieć. To pa
-No pa.
Posprzątałam i położyłam się spać...
Dodam dzisiaj chyba jeszcze jeden jak się uda. I dzięki za tego długiego komentarza, twojego bloga czytam:P Pzdr:*
czwartek, 13 stycznia 2011
Rozdział 44
W pokoju był Oskar. Nie mogłam wydusić z siebie słowa.
-Cześć.
-Yyy..co ty tu robisz?
-Przyjechałem sprawdzić jak się czuje twój tata..ale zaraz i tak wyjeżdżam.
-Em..dzięki, lecisz do NY?
-No, za 2 godziny mam samolot.
-To może zjemy coś razem?
-Ym..dobra.-powiedział z niechęcią.
-Zostanę chwilę u taty, później przyjdę na dłużej.
Po 15 minutach wyszliśmy ze szpitala. Większość czasu do knajpy milczeliśmy, ale w końcu odważyłam się odezwać.
-Too..jak tam w NY?
-Nawet..
Zjedliśmy obiad potem nadszedł czas się pożegnać.
-No to trzymaj się, pozdrów tatę jak już będzie zdrowy.
-Jasne, ty też pozdrów rodziców i dzięki, że przyjechałeś.
-Spoko, cześć
-Pa
Wróciłam do domu, wiedziałam że nie chciał ze mną gadać. Poszłam się przebrać i pojechałam do szpitala. Posiedziałam przy tacie z Amandą jakieś 3 godziny. On nadal nie był wybudzony, martwiłam się ale też wierzyłam, że wyzdrowieje i wróci do domu. Po odwiedzinach pojechałyśmy z Amandą do domu, ona położyła się spać a ja odebrałam telefon od Ros.
-No hej, jak tam?
-Nawet..w sali ojca był Oskar.
-Serio? No i jak tam, gadaliście?
-Prawie wcale, widziałam że nie chciał.
-Eh..powiedz mi czy ty będziesz tu wracać nad morze?
-Sory, ale nie. Nie mogę zostawić Amandy samej.
-Jasne, to narka.
-Pa
Pooglądałam telewizję i wypiłam herbatę, potem poszłam spać...
Rano obudziłam się koło 9, poszłam się ubrać, umyć i zjeść śniadanie, później poszłam z Amandą do ojca, później rozmawiałam z lekarzem.
-Jak tam stan mojego ojca?
-Jest już stabilny, ale musi zostać jeszcze w szpitalu. Dzisiaj powinniśmy wybudzać go ze śpiączki.
-Dobrze. Do widzenia.
Potem poszłyśmy z Amandą na obiad. Po obiedzie ona poszła do koleżanki na noc, musiałam jakoś odstresować ją, dużo w jej życiu już się stało, śmierć matki teraz ojciec jest w szpitalu..Ona na szczęście daje sobie radę, ja nie dałam...Myślałam o Maxie i tej dziewczynie..czy on mnie z nią zdradza? Te całe obiecanki..że nie skrzywdzi, nie zdradzi nie jest szczery w tym co mówi, chyba nie mogę już mu ufać. Teraz dopiero zrozumiałam co oznacza związek z nim i nie czuję się źle mając świadomość rozstania się z nim. Obiecałam sobie, że nie zrobię już przez niego żadnej głupoty. Wróciłam do domu..było tam tak pusto, brakuje mi tych zabaw mamy z Amandą, do teraz pamiętam jak w tej kuchni nalewałam sok tym chłopakom. Potem przyszła śmierć, moje problemy i ojciec w szpitalu, nie wyobrażam sobie żeby go zabrakło. Po wakacjach pójdę do liceum, nowi ludzie, nowe otoczenie..mam nadzieję, że się tam odnajdę. Postanowiłam pójść na zakupy kupić sobie białą bluzkę na rozpoczęcie roku. Łaziłam po różnych sklepach aż w końcu wybrałam, założę do niej czarne leginsy i baleriny.Wróciłam potem do domu. Było strasznie nudno, wszyscy nad morzem, Amanda u koleżanki a ja sama jak palec.
TYMCZASEM U MAXA
-Hej Max idziesz z nami na plażę?-spytała Ros.
-Nie, dzięki posiedzę w pokoju.
-No jak chcesz, pa
Nie chciałem iść bo czekam na Pat. Jest taka niesamowita, że aż zapominam o Niki. Te 4 dni będą najlepsze.
U NIKI
Wykąpałam się i oglądałam telewizję..przerażała mnie myśl, ze już za 5 dni zacznie się szkoła...
No myślę, że taki długi trochę..xD Sory, że daję dopiero teraz, ale wiecie szkoła, problemy..teraz mam ferie to postaram dawać prędzej. Pzdr:*
-Cześć.
-Yyy..co ty tu robisz?
-Przyjechałem sprawdzić jak się czuje twój tata..ale zaraz i tak wyjeżdżam.
-Em..dzięki, lecisz do NY?
-No, za 2 godziny mam samolot.
-To może zjemy coś razem?
-Ym..dobra.-powiedział z niechęcią.
-Zostanę chwilę u taty, później przyjdę na dłużej.
Po 15 minutach wyszliśmy ze szpitala. Większość czasu do knajpy milczeliśmy, ale w końcu odważyłam się odezwać.
-Too..jak tam w NY?
-Nawet..
Zjedliśmy obiad potem nadszedł czas się pożegnać.
-No to trzymaj się, pozdrów tatę jak już będzie zdrowy.
-Jasne, ty też pozdrów rodziców i dzięki, że przyjechałeś.
-Spoko, cześć
-Pa
Wróciłam do domu, wiedziałam że nie chciał ze mną gadać. Poszłam się przebrać i pojechałam do szpitala. Posiedziałam przy tacie z Amandą jakieś 3 godziny. On nadal nie był wybudzony, martwiłam się ale też wierzyłam, że wyzdrowieje i wróci do domu. Po odwiedzinach pojechałyśmy z Amandą do domu, ona położyła się spać a ja odebrałam telefon od Ros.
-No hej, jak tam?
-Nawet..w sali ojca był Oskar.
-Serio? No i jak tam, gadaliście?
-Prawie wcale, widziałam że nie chciał.
-Eh..powiedz mi czy ty będziesz tu wracać nad morze?
-Sory, ale nie. Nie mogę zostawić Amandy samej.
-Jasne, to narka.
-Pa
Pooglądałam telewizję i wypiłam herbatę, potem poszłam spać...
Rano obudziłam się koło 9, poszłam się ubrać, umyć i zjeść śniadanie, później poszłam z Amandą do ojca, później rozmawiałam z lekarzem.
-Jak tam stan mojego ojca?
-Jest już stabilny, ale musi zostać jeszcze w szpitalu. Dzisiaj powinniśmy wybudzać go ze śpiączki.
-Dobrze. Do widzenia.
Potem poszłyśmy z Amandą na obiad. Po obiedzie ona poszła do koleżanki na noc, musiałam jakoś odstresować ją, dużo w jej życiu już się stało, śmierć matki teraz ojciec jest w szpitalu..Ona na szczęście daje sobie radę, ja nie dałam...Myślałam o Maxie i tej dziewczynie..czy on mnie z nią zdradza? Te całe obiecanki..że nie skrzywdzi, nie zdradzi nie jest szczery w tym co mówi, chyba nie mogę już mu ufać. Teraz dopiero zrozumiałam co oznacza związek z nim i nie czuję się źle mając świadomość rozstania się z nim. Obiecałam sobie, że nie zrobię już przez niego żadnej głupoty. Wróciłam do domu..było tam tak pusto, brakuje mi tych zabaw mamy z Amandą, do teraz pamiętam jak w tej kuchni nalewałam sok tym chłopakom. Potem przyszła śmierć, moje problemy i ojciec w szpitalu, nie wyobrażam sobie żeby go zabrakło. Po wakacjach pójdę do liceum, nowi ludzie, nowe otoczenie..mam nadzieję, że się tam odnajdę. Postanowiłam pójść na zakupy kupić sobie białą bluzkę na rozpoczęcie roku. Łaziłam po różnych sklepach aż w końcu wybrałam, założę do niej czarne leginsy i baleriny.Wróciłam potem do domu. Było strasznie nudno, wszyscy nad morzem, Amanda u koleżanki a ja sama jak palec.
TYMCZASEM U MAXA
-Hej Max idziesz z nami na plażę?-spytała Ros.
-Nie, dzięki posiedzę w pokoju.
-No jak chcesz, pa
Nie chciałem iść bo czekam na Pat. Jest taka niesamowita, że aż zapominam o Niki. Te 4 dni będą najlepsze.
U NIKI
Wykąpałam się i oglądałam telewizję..przerażała mnie myśl, ze już za 5 dni zacznie się szkoła...
No myślę, że taki długi trochę..xD Sory, że daję dopiero teraz, ale wiecie szkoła, problemy..teraz mam ferie to postaram dawać prędzej. Pzdr:*
niedziela, 9 stycznia 2011
Rozdział 43
W pokoju Max był z tą laską. Niby nic nie robili ale nie wiadomo co ty się działo zanim przyszłam.
-Mamy gościa?
-Yyy...-Max nie wiedział co powiedzieć.
-To kim ty jesteś?
-Ja? Mam na imię Pat.
-Ok..a co tu robisz?
-Spotkałam się z Maxem.
-Aha fajnie.
Podeszłam do niego i go mocno pocałowałam. W tym momencie laska wyszła z pokoju jak poparzona.
-Nie będzie mi laska faceta odbierać. No chyba, że ty chcesz?
-Nie, coś ty. To tylko znajoma.
-Ta.. co robimy?
-Może pójdziemy na plażę?
-Ok..
Spędziliśmy tam pół dnia. Potem poszliśmy spotkać się z Ros i Dave'm. Nagle zadzwonił telefon.
-Niki?!
-Amanda co się dzieje?
-Tata jest w szpitalu!
-Co?! Co się stało?!
-W pracy zemdlał, nie wiem nic więcej. Boję się, nie wiem co robić.
-Ymm..kurde muszę przylecieć..
-Nie rób tego, mam już pewien pomysł. Zostało ci 5 dni nad morzem. Bądź tam a my damy sobie radę. Pa
-Amanda!
Rozłączyła się.
-Niki co się stało ?
-Tata jest w szpitalu, zemdlał w pracy. Muszę tam jechać.
-Z kim rozmawiałaś?
-Z Amandą. Powiedziała, że mam nie przyjeżdżać.
-Ona sobie tam poradzi.
-Nie ja muszę tam jechać, przecież ona tam jest sama!
-Skoro musisz..Dave zawieziesz ją?
-Jasne, tylko idź się spakować.
-Ok, dzięki.
Wyjechaliśmy za jakieś pół godziny. Na miejscu byliśmy po ok 5 godzinach.
-Dzięki Dave i sory, że popsułam wakacje.
-Nie no coś ty..daj potem znać bo Ros umrze z nerwów.
-Jasne, pa
-Pa
Weszłam do domu.
-Amanda?!
-Niki? Co ty tu robisz?
-Przyjechałam...chodź jedziemy do szpitala.
Zamówiłam taksówkę i za 15 minut byłyśmy w szpitalu.
-Dzień dobry.
-O Niki, chciałbym z tobą porozmawiać na temat twojego ojca.
-Dobrze.
-Więc, miał wylew.
-Czy wyjdzie z tego?
-Tak, mamy taką nadzieję.
-A kiedy będzie mógł być wypisany?
-Tego dokładnie nie wiemy.
-Mogę go zobaczyć.
-Oczywiście.
Gdy weszłam do pokoju ojca nie mogłam uwierzyć w to co widziałam...
krótki wiem, ale taki na szybko. Dzięki za czytanie. Pzdr :*
-Mamy gościa?
-Yyy...-Max nie wiedział co powiedzieć.
-To kim ty jesteś?
-Ja? Mam na imię Pat.
-Ok..a co tu robisz?
-Spotkałam się z Maxem.
-Aha fajnie.
Podeszłam do niego i go mocno pocałowałam. W tym momencie laska wyszła z pokoju jak poparzona.
-Nie będzie mi laska faceta odbierać. No chyba, że ty chcesz?
-Nie, coś ty. To tylko znajoma.
-Ta.. co robimy?
-Może pójdziemy na plażę?
-Ok..
Spędziliśmy tam pół dnia. Potem poszliśmy spotkać się z Ros i Dave'm. Nagle zadzwonił telefon.
-Niki?!
-Amanda co się dzieje?
-Tata jest w szpitalu!
-Co?! Co się stało?!
-W pracy zemdlał, nie wiem nic więcej. Boję się, nie wiem co robić.
-Ymm..kurde muszę przylecieć..
-Nie rób tego, mam już pewien pomysł. Zostało ci 5 dni nad morzem. Bądź tam a my damy sobie radę. Pa
-Amanda!
Rozłączyła się.
-Niki co się stało ?
-Tata jest w szpitalu, zemdlał w pracy. Muszę tam jechać.
-Z kim rozmawiałaś?
-Z Amandą. Powiedziała, że mam nie przyjeżdżać.
-Ona sobie tam poradzi.
-Nie ja muszę tam jechać, przecież ona tam jest sama!
-Skoro musisz..Dave zawieziesz ją?
-Jasne, tylko idź się spakować.
-Ok, dzięki.
Wyjechaliśmy za jakieś pół godziny. Na miejscu byliśmy po ok 5 godzinach.
-Dzięki Dave i sory, że popsułam wakacje.
-Nie no coś ty..daj potem znać bo Ros umrze z nerwów.
-Jasne, pa
-Pa
Weszłam do domu.
-Amanda?!
-Niki? Co ty tu robisz?
-Przyjechałam...chodź jedziemy do szpitala.
Zamówiłam taksówkę i za 15 minut byłyśmy w szpitalu.
-Dzień dobry.
-O Niki, chciałbym z tobą porozmawiać na temat twojego ojca.
-Dobrze.
-Więc, miał wylew.
-Czy wyjdzie z tego?
-Tak, mamy taką nadzieję.
-A kiedy będzie mógł być wypisany?
-Tego dokładnie nie wiemy.
-Mogę go zobaczyć.
-Oczywiście.
Gdy weszłam do pokoju ojca nie mogłam uwierzyć w to co widziałam...
krótki wiem, ale taki na szybko. Dzięki za czytanie. Pzdr :*
czwartek, 6 stycznia 2011
Rozdział 42
Obserwowałam ich przez dłuższą chwilę, rozmawiali a potem ta dziewczyna dała mu jakąś kartkę. Myślę, że był tam jej numer telefonu. Po chwili Max wrócił do stolika.
-Hej jak tam?
-Nic..
-Stało się coś Niki?
-Nie. Idę już do hotelu, na razie.
-Niki, gdzie ty idziesz?-powiedziała Ros.
-Do hotelu.
-Co się stało?
-Nic.
-Przecież widzę, pójdę z tobą pogadamy, czekaj powiem tylko Dave'owi.
Poszłyśmy do naszego pokoju.
-No to co się stało?
-Max..flirtował z jakąś laską..potem ona dała mu kartkę zapewne z numerem telefonu.
-Wiesz, nie chcę nic sugerować ale on już trochę przegina, łamie obietnicę.
-Wiem..a obiecał tak wiele...
-Teraz już widzisz jaki jest. Chyba nie warto Niki..
Ros wyszła a ja się położyłam. Max wszedł do pokoju, a ja udawałam że śpię.
Rano wstałam pierwsza i ubrałam się w kupione przed wyjazdem spodenki, bokserkę i trampki. W tym czasie obudził się Max.
-Hej już wstałaś?
-No..
-To czekaj ja się szybko ubiorę i lecimy na śniadanie hm?
-Ta.
Dał mi buziaka i poszedł się myć..Gdy się już ubrał poszliśmy po Ros i Dave'a.
-Hej idziecie na śniadanie?
-Jasne.
Zjedliśmy po bułce z serem i pomidorem i poszliśmy na plażę. Ja zostałam na kocu i się opalałam, reszta poszła do wody. Potem przyszła do mnie Ros.
-Hej, nie chcesz iść do wody?
-Nie, dzięki.
-Jak tam z Max'em? Gadaliście?
-Nie..
-Może czas.
-Nie wiem, potem to przemyślę. Idź się bawić.
Po plażowaniu poszliśmy na obiad, zamówiliśmy kurczaka, frytki i surówki.
Po obiedzie poszliśmy do pokoju. Znaczy ja sama bo Max miał coś do załatwienia. Weszłam na neta i popisałam z Alex, dawno z nią nie gadałam. Posiedziałam godzinę a potem poszłam sobie na spacer. Po drodze spotkałam panią która wykonywała tatuaże z henny. Pomyślałam, ze sobie zrobię na nadgarstku ozdobny napis Love. Podczas wykonywania pani patrzyła się na mnie jakoś dziwnie. To pewnie przez blizny na rękach...Po zrobieniu zapłaciłam i poszłam kupić sobie loda. Usiadłam na ławce i zjadłam. Potem weszłam do sklepu z ciuchami. Kupiłam sobie bluzkę bo ich nigdy za wiele. Wróciłam do pokoju a tam....
Sory że krótki ale jakoś tak, spr mam jutro z matmy <zły> i pewno dam jutro jakiś lepszy.Pzdr :*
i dedyk dla Olci :D
-Hej jak tam?
-Nic..
-Stało się coś Niki?
-Nie. Idę już do hotelu, na razie.
-Niki, gdzie ty idziesz?-powiedziała Ros.
-Do hotelu.
-Co się stało?
-Nic.
-Przecież widzę, pójdę z tobą pogadamy, czekaj powiem tylko Dave'owi.
Poszłyśmy do naszego pokoju.
-No to co się stało?
-Max..flirtował z jakąś laską..potem ona dała mu kartkę zapewne z numerem telefonu.
-Wiesz, nie chcę nic sugerować ale on już trochę przegina, łamie obietnicę.
-Wiem..a obiecał tak wiele...
-Teraz już widzisz jaki jest. Chyba nie warto Niki..
Ros wyszła a ja się położyłam. Max wszedł do pokoju, a ja udawałam że śpię.
Rano wstałam pierwsza i ubrałam się w kupione przed wyjazdem spodenki, bokserkę i trampki. W tym czasie obudził się Max.
-Hej już wstałaś?
-No..
-To czekaj ja się szybko ubiorę i lecimy na śniadanie hm?
-Ta.
Dał mi buziaka i poszedł się myć..Gdy się już ubrał poszliśmy po Ros i Dave'a.
-Hej idziecie na śniadanie?
-Jasne.
Zjedliśmy po bułce z serem i pomidorem i poszliśmy na plażę. Ja zostałam na kocu i się opalałam, reszta poszła do wody. Potem przyszła do mnie Ros.
-Hej, nie chcesz iść do wody?
-Nie, dzięki.
-Jak tam z Max'em? Gadaliście?
-Nie..
-Może czas.
-Nie wiem, potem to przemyślę. Idź się bawić.
Po plażowaniu poszliśmy na obiad, zamówiliśmy kurczaka, frytki i surówki.
Po obiedzie poszliśmy do pokoju. Znaczy ja sama bo Max miał coś do załatwienia. Weszłam na neta i popisałam z Alex, dawno z nią nie gadałam. Posiedziałam godzinę a potem poszłam sobie na spacer. Po drodze spotkałam panią która wykonywała tatuaże z henny. Pomyślałam, ze sobie zrobię na nadgarstku ozdobny napis Love. Podczas wykonywania pani patrzyła się na mnie jakoś dziwnie. To pewnie przez blizny na rękach...Po zrobieniu zapłaciłam i poszłam kupić sobie loda. Usiadłam na ławce i zjadłam. Potem weszłam do sklepu z ciuchami. Kupiłam sobie bluzkę bo ich nigdy za wiele. Wróciłam do pokoju a tam....
Sory że krótki ale jakoś tak, spr mam jutro z matmy <zły> i pewno dam jutro jakiś lepszy.Pzdr :*
i dedyk dla Olci :D
środa, 5 stycznia 2011
Rozdział 41
Na schodach siedział Max. Przeszłam koło niego obojętnie i weszłam do domu.
-Niki, czekaj!
-Co chcesz?
-Uwierz mi. To na prawdę moja była, ja z nią nie spałem.
-Yhy..
-Co mam zrobić żebyś mi uwierzyła?
-Wyjechać i nigdy nie wrócić.
-Ty na prawdę nie rozumiesz?
-Czego?
-Że cię kocham. Możemy jechać z Ros nad to morze, pokażę ci jak cię kocham. Pozwól mi być z tobą.
-Nikt mnie w życiu nie skrzywdził tak jak ty.
-Wiem, przepraszam cię za to. Teraz nam się uda obiecuję. A jeśli nie to możesz mnie zabić bo życie bez ciebie nie ma sensu.
Nie zdążyłam nic powiedzieć a on już mnie pocałował. Nie mogłam teraz nic powiedzieć. To co on ze mną robi to coś strasznie innego niż ktokolwiek inny. Wiem, że go kocham ale po prostu boję się kolejnego skrzywdzenia. Zaufałam mu mam nadzieję, że mnie nie skrzywdzi.
Poszliśmy do mnie do domu.
-Chcesz się czegoś napić?
-Jasne, poproszę.
Posiedzieliśmy ze 2 godziny potem poszedł.
-Aa..Niki co z wyjazdem? Bo ty pewnie musisz też powiedzieć Ros czy się zgadzamy.
-No tak..ok jeśli chcesz to jedźmy.
-Super..zadzwonię potem pa
Dostałam buziaka i poszłam do siebie na górę...
Rano obudziłam się koło 9 i zadzwoniłam do Ros.
-Hej, dzwonie żeby powiedzieć ci, że jedziemy na ten wyjazd nad morze.
-My?
-No tak ja i Max.
-To super..jutro wyjazd pakujcie się. Rano będziemy koło 5.
-Tak wcześnie?
-No tak..wiesz chcemy dojechać przed nocą..to ja też lecę się spakować. Do jutra pa.
-Pa
Zeszłam coś zjeść i od razu zaczęłam się pakować. Wyszły mi 2 walizki i jedna kosmetyczka. Zadzwonił telefon.
-Hej kotku jak tam pakowanie?
-Już skończyłam a jak twoje?
-Jeszcze nie zacząłem.
-To pośpiesz się. Mamy być u Ros na 5.
-Eh..no dobra zaraz się za to wezmę. Pa
-Paa
Zjadłam obiad z tatą i Amandą i umówiłam się na zakupy z Ros.
Kupiłam sobie spodenki a Ros spódniczkę.
-Dzięki za zakupy.
-Nie ma za co.
-To do jutra do 5.
-No paa
Wróciłam do domu i spakowałam ostatnie rzeczy, poszłam spać.
Rano wstałam o 4.20. Umyłam się, poczesałam i spakowałam szczotkę do torby. Zjadłam pół kromki chleba z serem i czekałam na Max'a. Pożegnałam się z rodziną i poszliśmy do Ros
-Hej
-Cześć.
-Ale jestem śpiący...
-Nie jest tak źle, pomyśl za niedługo zobaczymy super plażę i spędzimy cały tydzień razem.
-No w sumie.
Przyszliśmy do Ros i wyjechaliśmy. Po drodze wstąpiliśmy do knajpy żeby coś zjeść. Droga się trochę dłużyła ale było fajnie. Nareszcie dojechaliśmy na miejsce. Poszliśmy szybko do naszego pokoju.
Rozpakowaliśmy się i pobiegliśmy na plażę. Kąpaliśmy się mimo późnej pory, chlapaliśmy wodą było na prawdę super. Potem poszliśmy na dyskotekę. Zjedliśmy tam pizzę i wypiliśmy po piwie.
-Niki, niech to będą takie spóźnione urodziny, ok?
-Jeśli zapłacicie to ok.
Wybuchliśmy śmiechem, potem trochę potańczyliśmy. Nagle jakaś laska zaczęła przystawiać się do Max'a. Był dość daleko ale ja to widziałam. Nie był wobec niej obojętny...
Nom to w końcu dałam :P Mam nadzieję, że jutro też mi się uda. Jak tam po sylwku i pierwsze dni w sq? ;ppp. Pzdr :*
-Niki, czekaj!
-Co chcesz?
-Uwierz mi. To na prawdę moja była, ja z nią nie spałem.
-Yhy..
-Co mam zrobić żebyś mi uwierzyła?
-Wyjechać i nigdy nie wrócić.
-Ty na prawdę nie rozumiesz?
-Czego?
-Że cię kocham. Możemy jechać z Ros nad to morze, pokażę ci jak cię kocham. Pozwól mi być z tobą.
-Nikt mnie w życiu nie skrzywdził tak jak ty.
-Wiem, przepraszam cię za to. Teraz nam się uda obiecuję. A jeśli nie to możesz mnie zabić bo życie bez ciebie nie ma sensu.
Nie zdążyłam nic powiedzieć a on już mnie pocałował. Nie mogłam teraz nic powiedzieć. To co on ze mną robi to coś strasznie innego niż ktokolwiek inny. Wiem, że go kocham ale po prostu boję się kolejnego skrzywdzenia. Zaufałam mu mam nadzieję, że mnie nie skrzywdzi.
Poszliśmy do mnie do domu.
-Chcesz się czegoś napić?
-Jasne, poproszę.
Posiedzieliśmy ze 2 godziny potem poszedł.
-Aa..Niki co z wyjazdem? Bo ty pewnie musisz też powiedzieć Ros czy się zgadzamy.
-No tak..ok jeśli chcesz to jedźmy.
-Super..zadzwonię potem pa
Dostałam buziaka i poszłam do siebie na górę...
Rano obudziłam się koło 9 i zadzwoniłam do Ros.
-Hej, dzwonie żeby powiedzieć ci, że jedziemy na ten wyjazd nad morze.
-My?
-No tak ja i Max.
-To super..jutro wyjazd pakujcie się. Rano będziemy koło 5.
-Tak wcześnie?
-No tak..wiesz chcemy dojechać przed nocą..to ja też lecę się spakować. Do jutra pa.
-Pa
Zeszłam coś zjeść i od razu zaczęłam się pakować. Wyszły mi 2 walizki i jedna kosmetyczka. Zadzwonił telefon.
-Hej kotku jak tam pakowanie?
-Już skończyłam a jak twoje?
-Jeszcze nie zacząłem.
-To pośpiesz się. Mamy być u Ros na 5.
-Eh..no dobra zaraz się za to wezmę. Pa
-Paa
Zjadłam obiad z tatą i Amandą i umówiłam się na zakupy z Ros.
Kupiłam sobie spodenki a Ros spódniczkę.
-Dzięki za zakupy.
-Nie ma za co.
-To do jutra do 5.
-No paa
Wróciłam do domu i spakowałam ostatnie rzeczy, poszłam spać.
Rano wstałam o 4.20. Umyłam się, poczesałam i spakowałam szczotkę do torby. Zjadłam pół kromki chleba z serem i czekałam na Max'a. Pożegnałam się z rodziną i poszliśmy do Ros
-Hej
-Cześć.
-Ale jestem śpiący...
-Nie jest tak źle, pomyśl za niedługo zobaczymy super plażę i spędzimy cały tydzień razem.
-No w sumie.
Przyszliśmy do Ros i wyjechaliśmy. Po drodze wstąpiliśmy do knajpy żeby coś zjeść. Droga się trochę dłużyła ale było fajnie. Nareszcie dojechaliśmy na miejsce. Poszliśmy szybko do naszego pokoju.
Rozpakowaliśmy się i pobiegliśmy na plażę. Kąpaliśmy się mimo późnej pory, chlapaliśmy wodą było na prawdę super. Potem poszliśmy na dyskotekę. Zjedliśmy tam pizzę i wypiliśmy po piwie.
-Niki, niech to będą takie spóźnione urodziny, ok?
-Jeśli zapłacicie to ok.
Wybuchliśmy śmiechem, potem trochę potańczyliśmy. Nagle jakaś laska zaczęła przystawiać się do Max'a. Był dość daleko ale ja to widziałam. Nie był wobec niej obojętny...
Nom to w końcu dałam :P Mam nadzieję, że jutro też mi się uda. Jak tam po sylwku i pierwsze dni w sq? ;ppp. Pzdr :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
