Powered By Blogger

piątek, 11 lutego 2011

Rozdział 58

Każdy dzień, tydzień mijały tak samo..praktycznie cały czas spędzałam w łóżku na odpoczywaniu. To był już 5 miesiąc. Nadal nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Moje życie było dla mnie zupełnie normalne, chłopak, szkoła, rodzina  a teraz stałam się dorosła chodź nie miałam jeszcze osiemnastki. Wiedziałam, że muszę być silna mimo tego, że byłam tak cholernie słaba. Była dziś sobota, umówiłam się z Ros na zakupy. Kupiłam śpioszki w uniwersalnym kolorze bo nie wiedziałam jeszcze czy to będzie chłopiec czy dziewczynka. Później doszła do nas Alex i poszłyśmy coś zjeść. Czas minął szybko i musiałyśmy wracać do domów. Ja jak zwykle spędziłam pół dnia na kanapie. Nie miałam dosłownie na nic siły. Chciałabym cofnąć czas, najlepiej to się tu nigdy nie przeprowadzić..może wtedy mama by żyła, ja nigdy nie poznałabym Max'a, ale to, że poznałam Ros i Alex nie było błędem. Bardzo mi pomagały i wspierały. Zawsze mogłam na nie liczyć...
Nazajutrz miałam kolejne badania, po nich poszłam pospacerować na plażę, było tam wiele starszych pań które krzywo się na mnie patrzyło...nie było mi za miło matki z dzieciami też nie miały skrupułów.  Miałam ochotę to wszystko rzucić i żyć bez żadnych problemów. Kolejną rzeczą która mnie przerażała to poród.  A po porodzie badania DNA.  Przerażało mnie to  coraz bardziej z każdym dniem. Na szczęście miałam wsparcie bliskich. I tak minął mi kolejny dzień mojego bezsensownego życia...
Rano obudziłam się z lepszymi myślami. Byłam bardziej radosna i wszystko mi się układało.
Zrobiłam wszystkim śniadanie i poszłam na spacer, później wróciłam i  do końca dnia nie było nic ciekawego...

Krótki..no trudno xd za niedługo to chyba będę kończyć, ale tak myślę żeby pisać nową opowieść mam nadzieję, że też byście ją czytali. Pzdr :*

niedziela, 6 lutego 2011

Rozdział 57

Wstałam nieco obolała. Zrobiłam sobie herbaty i oglądałam tv. Miałam się spotkać z Oskarem więc napisałam mu esa o której i gdzie. Odpisał że za godzinę w parku. Poszłam na górę się przyszykować. Miałam mały problem bo ciuchy powoli robiły się za małe no ale w coś się wcisłam. Powiedziałam tacie, że wychodzę. Gdy doszłam do parku  jego jeszcze nie było. Poczekałam  chwilę i zaraz się zjawił.
-Hej
-Cześć
-Jak się czujesz?
-No nawet dobrze, ale zaczynam nie mieścić się w ciuchy. 
-Heh to normalne, będziesz musiała kupić sobie nieco większe.
-Ta, a co u ciebie?
-Nawet dobrze, fajnie znowu tu być, tęskniłem.
-Ja też.
-Podobno kogoś miałaś.
-Ta..na dwa dni. Oszukał mnie i koniec znajomości. Poznaliśmy się w szkole.
-Przykro mi.
-E tam..zamknięty rozdział. A ty kogoś miałeś?
-Nie..ale rodzice do tego dążyli.
-Em..
-To co będziemy robić?
-No nie wiem, może pospacerujemy, potem coś zjemy?
-Spoko.
Czas upłynął szybko i przyjemnie, dużo rozmawialiśmy i było miło, na chwilę zapomniałam o swoich problemach.
-To ja chyba będę już wracała do domu, dzięki za fajny dzień.
-Nie ma za co, trzymaj się tam. 
-No na razie.
-Pa
Wróciłam do domu i od razu się położyłam, bo bardzo bolały mnie plecy.
Bardzo mi się nudziło, zadzwoniłam do Ros i Alex czy by nie wpadły, zgodziły się na szczęście.
-Hej, wchodźcie
-No hej.
-Jak się tam czujesz?
-No nawet dobrze, ale umieram z nudów. Na szczęście przyszłyście.
-Hehe
-Napijecie się czegoś?
-Jasne
-To zaraz przyniosę.
Nalałam sok i poszłam zanieść.
-To co jeszcze powiecie? Co tam w szkole?
-A nic nowego, tylko..
-Tylko?
-Jake się wyprowadził.
-I dobrze.
Nastała cisza.
-Co nic nie mówicie?
-Nie wiemy co, po protu wolałybyśmy żebyś chodziła do szkoły.
-Też bym wolała..te siedzenie w domu..
-Podobno spotkałaś się z Oskarem.
-No tak.
-Czy wy coś..?
-Niee
-Nie żebyśmy chciały cię zniechęcić czy coś, ale się po prostu o ciebie martwimy.
-Wiem, ale to że dwa związki mi się nie udały nie znaczy, że każdy taki będzie.
Posiedziały jeszcze z godzinę potem poszły, a ja poszłam spać...

Tak jak obiecałam tak jest :).Pzdr:*

sobota, 5 lutego 2011

Info

Nie wiem czy dalej to pisać bo widzę, że ostatnio brak komentarzy, więc jakby ktoś tu zaglądnął to niech powie cz pisać czy nie.

piątek, 4 lutego 2011

Rozdział 56

2 DNI PÓŹNIEJ

Czułam się fatalnie, miałam depresję i byłam przygnębiona. Na szczęście dzisiaj wracam do domu.  Ok 12 zaczęłam się pakować i przyszedł po mnie tata. W domu byliśmy za ok.15 minut. Od razu położyłam się na kanapie zasłaniając się, tata wiedział, że nie chciałam z nikim gadać. Wziął sobie tydzień urlopu żeby ze mną pobyć. Czułam się taka niepotrzebna...opuszczona i zdradzona, ale musiałam żyć dalej. Wiedziałam, że szkołę mogę sobie darować.
Tydzień dobiegał końca, spotkałam się z Ros i Alex. Wszystko jeszcze raz im opowiedziałam, obiecały mi pomoc. Byłam im wdzięczna za to, że jeszcze w ogóle ze mną są. Dzisiaj miałam zgłosić się na badania.  Wszystko było w normie. Jake od tamtej chwili mnie nie odwiedził, może to i lepiej a może ma coś na sumieniu. Nie ważne..teraz mnie to najmniej obchodziło. Byłam w rozsypce, ale wierzyłam w to, że się podniosę. Żyć dalej-to teraz moje motto. Położyłam spać, nagle usłyszałam jakieś wołanie za oknem. Otworzyłam je i zobaczyłam Oskara. 
-Niki!
-Co ty  tu robisz?
-Możemy pogadać?
-Dobra, czekaj zejdę na dół.
-Chodź na górę żeby nie obudzić taty.
-Dobra.
-No więc co tu robisz? Myślałam, że jesteś w NY.
-Byłem, dopiero co przyleciałem.
-Aha..
-Słyszałem, że..
-Tak jestem w ciąży.
-Chciałem powiedzieć, że jutro są tu zawody w skateparku, ale co?!
-A..yy..no to już wiesz..
-Jak to w ciąży z kim?
-W tym problem, że nie wiem. Stało się to na jednej z imprez które nie za bardzo pamiętam.
-Przykro mi..
-Em..
-Przyjechałem, żeby dowiedzieć się coś o tych zawodach a tu takie coś...
-Nie ma co się rozczulać..
-Jak sobie radzisz?
-Jakoś muszę..
-Mogę ci jakoś pomóc czy coś?
-Cyba nie..
-A jak się czujesz?
-W miarę dobrze..
-Ej, chodź tu.
Przytulił mnie tak czule..tego mi właśnie brakowało kiedy wyjechał.
-Zostanę tu trochę.
-A szkoła?
-Nadrobię.
-Dzięki,
-Nie ma za co.
-Masz mnie za jakąś idiotkę co się puszcza nie?
-Jasne, że nie. Jak możesz tak mówić. Mam cię za dobrą przyjaciółkę, na którą zawsze można liczyć.
-Chyba jednak nie zawsze.
-Nie bądź smutna a teraz idź się połóż, ja sam wyjdę. Spotkamy się jutro?
-Dobra.
-To będę tu o 12.
-Ok, to pa
-No pa
Potem nie mogłam zasnąć całą noc. Nie wiem, ale może tego właśnie mi brakowało...

Króciuteńki :) ale jutro za to bd jeszcze jeden. Pzdr:*

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Rozdział 55

-Tato co się stało?!
-Niki ty..jesteś w ciąży.
-Co?!
Kompletnie mnie zamurowało nie wiedziałam co powiedzieć, siedziałam na tym łóżku w ogóle nie słuchając taty. Byłam przerażona, to musiało sieć się na tej imprezie...Jake mnie okłamał. Tata zostawił mnie samą a ja czekałam na Jake'a. W końcu przyszedł:
-Hej, jak tam ?
-Jestem w ciąży.
-Co ty gadasz?!
-Co się tak dziwisz, okłamałeś mnie!
-W czym?
-Coś się stało na tej imprezie a ty liczyłeś, że się nie dowiem i wszystko ukryjesz a tu niespodzianka hm.
-Niki..
-Zamknij się! Nie chcę z tobą gadać, idź stąd! A tak mi przysięgałeś, ja uwierzyłam!
-Niki daj mi coś powiedzieć!
-No proszę, czekam.
-Ja na prawdę nie wiem kto to mógł zrobić, ja na pewno nie!
-Dobra..idź już.
Wyszedł bez słowa...
Pielęgniarka potem dała mi coś na uspokojenie, nie mogę tego brać za dużo...
Potem zostałam sama z tysiącami myśli, nie mogłam wyobrazić sobie siebie jako rodzica. Mam dopiero 17 lat to nie może być prawda...Wciąż wierzyłam w to, że za chwilę się obudzę, że w rzeczywistości będzie inaczej..
Drugą sprawą było to kto jest ojcem..nie miałam bladego pojęcia, było tam tyle chłopaków..
Gdyby test wykazał pozytywny wynik wszytko było by inne..wiedziałabym przynajmniej , ale nie on musiał mnie okłamać zresztą nie on jeden.. To wszystko było jedno wielkie kłamstwo, ta przyjaźń to uczucie które niby się narodziło. Mieli mnie za niedługo wypisać, ale mnie to jakoś najmniej teraz interesowało.
Przez głowę przeszłą mi nawet myśl aborcji...To nie powinno się zdarzyć. Ciąża-przerwanie nauki, nowe obowiązki nie wiem jak sobie poradzę. Teraz chciałabym tylko wrócić do domu i pobyć sama...


Tak wiem krótki, ale nie miałam pomysłu kolejny bd chyba dopiero w weekend bo teraz szkoła i ten nowy plan wrr -.-. .Pzdr:*

piątek, 28 stycznia 2011

Rozdział 54

-Co?!
W tym samym momencie zrobiło mi się słabo.
-Niki!-usłyszałam wołanie Jake'a
Ani się obejrzałam a już znalazłam się na podłodze. Podobno dali mi jakieś leki na uspokojenie, tylko tyle usłyszałam zanim zemdlałam. Po ocknięciu byli przy mnie tata, Jake i pielęgniarka sprawdzająca kroplówkę.
-Córciu, lekarze powiedzieli że musisz zostać tu parę dni.
Kolejny raz to samo..nie pamiętam ile razy już tu byłam.
-Jasne...
-Nie martw się teraz musisz odpoczywać.
-Jak mam się nie martwić tato? Mogą mi amputować rękę!
-Uspokój się, będziemy się starać żeby do tego nie doszło.
-Dobra..mogę teraz zostać sama?
-Dobrze, przyjdę za godzinę.
-A ja mogę zostać?-spytał Jake.
-No możesz...
-Może ci coś przynieść?
-Nie dzięki, mam tylko prośbę możesz powiedzieć dziewczynom że tu jestem? Nie mam siły do nich dzwonić.
-Jasne, powiem im jutro w szkole,a do Alex zadzwonię.
-Dzięki.
-To pójdę na korytarz.
Byłam tak słaba, że nawet nie mogłam chwycić kubka z wodą. Nagle stałam się zdana na pomoc innych.
-Ok, zrobione.
-Dzięki, mógłbyś podać mi jeszcze kubek z wodą?
-Jasne, masz.
-Dzięki, możesz iść do domu, nie musisz tu siedzieć.
-Jeszcze chwilę zostanę, potem będę musiał iść pouczyć się na jutro.
-Ok, to pa
-No pa, będę jutro.
-Ok..
Kolacji szpitalnej jak zwykle nie zjadłam,zmęczona zasnęłam.
Rano obudziło mnie ćwierkanie ptaków zza okna i oczywiście pielęgniarka. Tata po zawale czuł się już dobrze i mógł wrócić do pracy więc został moim lekarzem prowadzącym. Zmienili mi kroplówkę i dali nową porcję maści. Pielęgniarka powiedziała, że rana musi pooddychać więc za godzinę zdejmnie mi bandaż. Denerwowałam się trochę wynikami badania krwi, miały być o 1. Przez cały ranek się nudziłam.  Nie wierzę że to mówię ale chciałabym być teraz w szkole. Wolę już słuchać baby z chemii niż tu leżeć i czekać na wiadomość która może zrujnować mi życie. Dochodziła 1, najpierw tata miał się zapoznać z wynikami a potem ja. Gdy tata przyszedł miał straszną minę. Wystraszyłam się, że jednak czeka mnie ta amputacja.
-Tato? Co się stało? Będę musiała mieć tą amputację?
-Nie, amputacji nie, ale..
-Co się stało tato?
Nie miałam pojęcia co mogło wyjść w tych wynikach, denerwowałam się jeszcze mocniej.
-Niki ty...


Kolejny z serii krótki xD Jak napiszę to dam a jak nie to może jutro, teraz będą rzadziej bo szkoła się zaczyna. Pzdr:*

środa, 26 stycznia 2011

Rozdział 53

W nocy nie mogłam spać, obudziłam się po dwóch godzinach spędzonych w łóżku. Było to spowodowane silnym bólem ręki, nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego.. Poszłam do kuchni i przyłożyłam sobie lód, wzięłam dwie tabletki i czekałam aż przejdzie. Bez skutku. Była już 7:30.
-Hej córciu ty jeszcze nie wyszłaś?
-Nie mogę iść...
-Dlaczego? Coś się stało?
-Strasznie boli mnie ręka.
-Pokaż
-Przykładałam już lód, wzięłam tabletki, ale to na nic.
-Zostaniesz dzisiaj w domu, zadzwonię zaraz po lekarza.
-Dzięki
Lekarz  miał być za pół godziny,
-Dzień dobry panu.
-Witam, proszę córka już czeka.
-Dzień dobry Niki, co się dzieje?
-Boli mnie ręka.
-Prawa?
-Tak..
Lekarka obejrzała rękę i od razu wszystko wiedziała.
-No tak chyba wiem dlaczego.
-Ym..
-Dostaniesz zastrzyk powinien pomóc.
-Dziękuję.
Poczułam lekkie ukłucie, później lekarka owinęła mi rękę bandażem i poszła. Ja ze zmęczenia się położyłam. Obudził mnie sms:
"-Gdzie jesteś? ;(" -Jake
-Źle się czuję, sory...
Nie miałam siły na wyjaśnienia, ale cieszę się że się martwił..
Spałam do 12, nie miałam siły wstawać z łóżka. W końcu z trudem zwlokłam się z niego. Zrobiłam sobie herbaty, na szczęście ból był mniejszy. Alex dzwoniła w sprawie zeszytów, wszystko jej wyjaśniłam.
Dziś obiad musiała zrobić Amanda, mam nadzieję, że nas nie potruje. Siostra zjadła z tatą zupę  z paczki, ja nie byłam jeszcze głodna. Po szkole przyszedł do mnie Jake.
-Hej, co się stało? Czemu nie byłaś w szkole?
-Chodź usiądziemy. Chcesz zupy?
-Nie dzięki..
-Nie byłam bo..
Nie zdążyłam dokończyć bo nagle otworzyły się drzwi w których był Max.
-Cześć kochanie!-zaczął krzyczeć.
Był mocno nachlany...
-Co ty robisz?!-wydarłam się na niego.
Wszyscy domownicy naraz się zbiegli.
-Wynoś się!-krzyknęłam.
-Spokojnie kochanie-powiedział tata.
Wstałam z krzesła i wypchałam go za drzwi ze skutkiem mocnego bólu ręki.
-Ał!
-Co się stało?
-Moja ręka..
-Muszę zabrać cię do szpitala!
Nagle zemdlałam obudziłam się dopiero po kolejnym ukłuciu, tym razem pobierali mi krew, a na ręce widniała duża warstwa białej maści która zaraz miała zostać przykryta bandażem.
-No to już, krew pobrana a wyniki będą jutro.
-Dziękuję..
W tym czasie ojciec rozmawiał z lekarzem. Wyraźnie było słychać, że się kłócą. Powoli wstałam z krzesła i weszłam tam.
-O co się tak kłócicie?
-Chyba trzeba będzie jej powiedzieć.
-O czym?-spytałam przerażona?
-Jeśli bóle nie ustąpią i stan ręki się nie poprawi będziemy musieli amputować rękę...

Krótki ta..teraz chyba wszystkie takie będą bo nie mam już za bardzo pomysłów co tam pisać. Chyba nie długo zakończę to opowiadanie. Ale dzisiaj jak skończę będzie jeszcze jeden rozdział. Pzdr:*