Nazajutrz obudziłam się z nowymi myślami. Postanowiłam, że z Dominikiem to ewidentnie koniec, a to co mnie tu czeka i co mi się stanie to kwestia czasu. Myślałam o Maćku, tacie i mamie. Za pewne ona nie wie co mi się stało.
U MAĆKA:
-Co się stało z tym samochodem?
-Nie mam pojęcia, muszę wysiąść i sprawdzić.
Po 10 minutach
-Niestety, auto się zepsuło.
-Co?! Akurat teraz.
-Przykro mi.
-Niech mi pan powie czy stąd jeszcze daleko do tego domu?
-Z jakieś10 km.
-Trudno idę na piechotę, dziękuję i do widzenia.
-Dasz sobie radę.
-Mam nadzieję.
W HOTELU:
-Kiedy pójdziesz zanieść te pieniądze?
-Dziś wieczorem.
-Nie sądzisz, że powinieneś poinformować jej matkę?
-Może i powinienem..później.
U LAURY:
Już tak na prawdę na niczym mi nie zależało. Mogłam tu zostać do końca życia bo co to by było za życie po wyjściu stąd. Tymczasem zaczęło się chmurzyć i zaczął padać deszcz. W tych okolicach było tak prawie codziennie więc mnie to nie zdziwiło. Nagle ktoś do mnie przyszedł.
-Cześć-powiedział.
-Kim jesteś?
-Nie ważne, powiedz mi tylko czy twój ojciec dotrzymuje obietnic.
-Nie wiem o jaką sprawę chodzi, ale jeśli o mnie chodzi to dla mnie nie dotrzymuje, ale po co ci to ?
-Bo tak, Jeśli jest tak jak mówisz to możesz przygotować się na najgorsze, cześć.
Te słowa mnie nie zdziwiły, Zdrzemnęłam się.
W HOTELU:
-Idę zanieść te pieniądze..
-Uważaj na siebie.
U LAURY:
Nagle coś zaczęło szeleścić...podniosłam się i zobaczyłam jakąś sylwetkę za oknem, która zaczęła szeptać moje imię.
-Laura, Laura...
-Kim jesteś?
Osoba weszła przez okno do środka, a że nie było szyb i okno było dość nisko łatwo dało się wejść.
-Maciek?!-Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam.
-Laura, w końcu cię znalazłem.
Odwiązał mi z rąk i nóg sznurki, po czym rzuciłam mu się na szyję.
-Dziękuję-odparłam.
-Nie ma za co, nawet nie wiesz ile przeszedłem żeby cię odnaleźć.
-Nie wiem co mam powiedzieć.
-Chodź uciekamy stąd.
-A jak nas nakryją?
-Nie mogą...musi się udać.
-Posłuchaj, słyszałam jak jeden z nich wychodził po jakąś kasę
-No to tym lepiej, o jednego mniej, Chodź.
TYMCZASEM U OJCA:
-No w końcu, masz kasę?
-Mam...a gdzie Laura?
-Zaraz tu będzie, tylko dam cynk Grubemu żeby ją przywiózł.-
*rozmowa*
-No siema gruby, przywieź panienkę kasa stygnie.
-Ale...jej tu nie ma.
-Co ty pierdzielisz?!
-No nie ma, nie mam pojęcia gdzie może być.
-To szukaj! Nie będę tu stał wiecznie. Jak znajdziesz dajesz cynka, nara.
#godzinę później#
-Długo jeszcze mam tu być?
-Zadzwonię i się dowiem!
Po 5 minutach:
-Idź se już, jak będę coś wiedział to ci powiemy.
-Jak, przecież nie macie mojego telefonu?
-Idź już!
5 godzin później:
-Zapewne jeszcze daleko do hotelu?
-Trochę.
-Coś się stało?
-Nie, po prostu nie wiem co bym zrobił jakby cię nie było.
-Ale jestem.
-I cieszę się, chciałem ci powiedzieć o nim, ale wiedziałem że coś do niego czujesz więc się powstrzymałem...gdybym ci wtedy powiedział zapewne i tak byś mi nie uwierzyła.
-To już nie ma znaczenia...i tak przestałam go kochać..
-Przykro mi
-Już nie ma czego...jakoś sobie poradzę...chyba.
-Razem sobie poradzimy hm?
________________________________________
Nie wiem już o czym pisać więc rozdziały będą chyba rzadziej, więc jeśli przed świętami już nie dodam to już teraz życzę wam zdrowia, szczęścia no i żeby wam się życzenia pospełniały, smacznego jajka i mokrego dyngusa i do następnego rozdziału. Pzdr:*
piątek, 22 kwietnia 2011
czwartek, 14 kwietnia 2011
Rozdział 10
Wiedziałem, że z każdą minutą byłem coraz bliżej, a jednocześnie tak daleko.
Nie mogłem pojąć tego, że jej ojciec się tym nie przejął...
U LAURY:
Kolejny dzień siedzenia tu bez większego powodu. Nie miałam pojęcia po co mnie tu trzymają. Brakowało mi Dominika, ale jeśli to jego wtedy widziałam? Czy on mógł mi to zrobić ?
W HOTELU:
*pukanie do drzwi*
-Dzień dobry mam dla pana list.
-Dzięki..
-Kto to był kochanie?
-Facet z recepcji przyniósł mi jakiś list.
-Otwórz.
Treść listu:
'Jeśli chcesz jeszcze kiedyś zobaczyć swoją córeczkę, bądź na ul.Wrzosowej 54 za 2 dni, razem z 50.000 zł.'
- Co masz zamiar zrobić ?
-Nie wiem...
U MAĆKA:
-Daleko jeszcze do tej chaty?
-Myślę, że będziemy tam dopiero w nocy.
-Kurde....
-Nie martw się, zobaczysz, że twoja siostra będzie życ.
-W sumie to jeszcze nie jest moja siostra...
-Nasi rodzice to znaczy moja matka i jej ojciec mają się pobrać..
-Aha..rozumiem.
-No, ale już ją tak traktuję. Lepiej teraz niż potem.
-Mądry z ciebie chłopiec.
-Nie zgodziłbym się...
-Jak tam chcesz, każdy w końcu wie swoje.
-Dokładnie.
U LAURY:
Dochodził wieczór...zrobiło się zimno i zerwał się wiatr a że w pokoju nie było szyb w oknach tylko jakieś wyblakłe firany było to doskonale czuć. Nagle ktoś wszedł do pokoju, było ciemno więc widziałam tylko sylwetkę, przypominał mi Dominika...Postać zbliżała się do mnie, miała ze sobą latarkę, którą świeciła mi po oczach.
-Kim jesteś?-odparłam
-Laura...
-Dominik?!
-Ciszej.
-Jak mogłeś!
-Posłuchaj. Pozwolili mnie tu wpuścić tylko dlatego, że widzą jak cię kocham.
-Kochasz?! No dobry żart.
-Laura wiem, że nic nie usprawiedliwi tego co zrobiłem, ale ja musiałem.
-Aha..i na co czekasz z mojej strony?
-Żebyś mi wybaczyła.
-Wiesz co idź lepiej bo marnujesz czas.
-Laura..
-Wyjdź i więcej tu nie przychodź.
Gdy wyszedł rozpłakałam się...jak on mógł jeszcze prosić żebym mu wybaczyła. Zaczęłam się wiercić na podłodze próbując rozwiązać te sznury, nic z tego, były strasznie mocno związane. Przypomniałam sobie o tej ostrej krawędzi z której niedawno leciała mi krew. Postanowiłam poszukać jej rękoma. Po chwili znalazłam coś przypominającego tą właśnie krawędź. Przybliżyłam się tam i zaczęłam pocierać sznurkami o ostry róg. Nie miałam już siły na więcej, upadłam na ziemię i tak siedziałam myśląc co takiego złego zrobiłam, że się tu znalazłam, czy to przez to, że się zakochałam.?
Sory, że dopiero teraz ale nie wiedziałam co mam napisać, chyba umysł poety u mnie wysiada ;//.
I już po testach jutro do sq, szczerze mówiąc gdy oglądałam je w internecie zaczęłam się martwić co będzie ze mną za rok. Pytania dla mnie były cholernie trudne, a matma to już wgl jakiś kosmos..xD Poza tym angielski był łatwiejszy niż na moich zeszłotygodniowych testach kompetencji. I jeszcze ta nowa podstawa programowa, która mówi, że z matmy będę musiała pisać to osobno...Ogólnie to masakra. To trzymajcie się i kolejny myślę, że w weekend. Pzdr:*
Nie mogłem pojąć tego, że jej ojciec się tym nie przejął...
U LAURY:
Kolejny dzień siedzenia tu bez większego powodu. Nie miałam pojęcia po co mnie tu trzymają. Brakowało mi Dominika, ale jeśli to jego wtedy widziałam? Czy on mógł mi to zrobić ?
W HOTELU:
*pukanie do drzwi*
-Dzień dobry mam dla pana list.
-Dzięki..
-Kto to był kochanie?
-Facet z recepcji przyniósł mi jakiś list.
-Otwórz.
Treść listu:
'Jeśli chcesz jeszcze kiedyś zobaczyć swoją córeczkę, bądź na ul.Wrzosowej 54 za 2 dni, razem z 50.000 zł.'
- Co masz zamiar zrobić ?
-Nie wiem...
U MAĆKA:
-Daleko jeszcze do tej chaty?
-Myślę, że będziemy tam dopiero w nocy.
-Kurde....
-Nie martw się, zobaczysz, że twoja siostra będzie życ.
-W sumie to jeszcze nie jest moja siostra...
-Nasi rodzice to znaczy moja matka i jej ojciec mają się pobrać..
-Aha..rozumiem.
-No, ale już ją tak traktuję. Lepiej teraz niż potem.
-Mądry z ciebie chłopiec.
-Nie zgodziłbym się...
-Jak tam chcesz, każdy w końcu wie swoje.
-Dokładnie.
U LAURY:
Dochodził wieczór...zrobiło się zimno i zerwał się wiatr a że w pokoju nie było szyb w oknach tylko jakieś wyblakłe firany było to doskonale czuć. Nagle ktoś wszedł do pokoju, było ciemno więc widziałam tylko sylwetkę, przypominał mi Dominika...Postać zbliżała się do mnie, miała ze sobą latarkę, którą świeciła mi po oczach.
-Kim jesteś?-odparłam
-Laura...
-Dominik?!
-Ciszej.
-Jak mogłeś!
-Posłuchaj. Pozwolili mnie tu wpuścić tylko dlatego, że widzą jak cię kocham.
-Kochasz?! No dobry żart.
-Laura wiem, że nic nie usprawiedliwi tego co zrobiłem, ale ja musiałem.
-Aha..i na co czekasz z mojej strony?
-Żebyś mi wybaczyła.
-Wiesz co idź lepiej bo marnujesz czas.
-Laura..
-Wyjdź i więcej tu nie przychodź.
Gdy wyszedł rozpłakałam się...jak on mógł jeszcze prosić żebym mu wybaczyła. Zaczęłam się wiercić na podłodze próbując rozwiązać te sznury, nic z tego, były strasznie mocno związane. Przypomniałam sobie o tej ostrej krawędzi z której niedawno leciała mi krew. Postanowiłam poszukać jej rękoma. Po chwili znalazłam coś przypominającego tą właśnie krawędź. Przybliżyłam się tam i zaczęłam pocierać sznurkami o ostry róg. Nie miałam już siły na więcej, upadłam na ziemię i tak siedziałam myśląc co takiego złego zrobiłam, że się tu znalazłam, czy to przez to, że się zakochałam.?
Sory, że dopiero teraz ale nie wiedziałam co mam napisać, chyba umysł poety u mnie wysiada ;//.
I już po testach jutro do sq, szczerze mówiąc gdy oglądałam je w internecie zaczęłam się martwić co będzie ze mną za rok. Pytania dla mnie były cholernie trudne, a matma to już wgl jakiś kosmos..xD Poza tym angielski był łatwiejszy niż na moich zeszłotygodniowych testach kompetencji. I jeszcze ta nowa podstawa programowa, która mówi, że z matmy będę musiała pisać to osobno...Ogólnie to masakra. To trzymajcie się i kolejny myślę, że w weekend. Pzdr:*
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Rozdział 9
Rano obudziło mnie jakieś trzaskanie. Powoli starałam się usiąść, bardzo bolało mnie ciało od tych sznurków i twardej podłogi. Po chwili jaki facet przyniósł mi wodę i kawałek chleba a później jak zwykle zniknął....
TYMCZASEM W HOTELU:
-Mamo, musimy zacząć jej szukać.
-Oj znajdzie się, a teraz wyjdź chcemy pobyć trochę sami.
-Mamo!
-Wyjdź powiedziałam.
-A pan co nic nie powie? Laura zaginęła a pan wole się zabawiać z moją matką?!
-Słuchaj matki.
-S*ka.
Wybiegłem z ich pokoju a oni nawet nie zareagowali. Szukałem w siebie w pokoju tej gazety w której był ten artykuł, pisał tam coś o Annie Pawłowicz.
Poszedłem na miasto i zacząłem wypytywać ludzi. Gdy spytałem o nią jednego mężczyznę odpowiedział, że to jego córka.
-Może mi pan powiedzieć gdzie ona jest? To bardzo pilne.
-A znacie się?
-Nie, ale wiem, że była kiedyś porwana a teraz być może ten sam człowiek porwał moją siostrę.
-Siedzi przy tamtym stoliku.
-Dziękuję.
Szybko do niej podbiegłem.
-Anna?
-Tak a co ?
-Muszę z tobą pogadać.
-Wcale nie musisz - odpowiedziała jedna z jej koleżanek.
-Ada, daj spokój-odparła. Mów o co chodzi.
-Wiem, że kiedyś porwał cię Dominik to prawda?
-Jeśli mamy o tym rozmawiać to cześć.
-Nie czekaj! On być może porwał moją siostrę, musisz mi pomóc.
-W czym?
-Gdzie on cię zabrał?
Po chwili ciszy podała mi ulicę i jak tam dojść.
-Dzięki wielkie, mam nadzieję, że kiedyś będę mógł się odwdzięczyć.
Wziąłem taksówkę i podałem gdzie ma mnie zawieźć.
-Nie może pan szybciej?
-A co ci się tak śpieszy?-odparł staruszek.
-Moja siostra została porwana.
-Dobrze, pośpieszę się.
-Dziękuję.
U Laury:
Nie miałam kompletnie poczucia czasu, nie wiedziałam czy siedzę tu już parę miesięcy, rok czy 2 dni. Po chwili przyszedł do mnie znów ten facet.
-Chodź ze mną-odparł.
-Nie mogę się ruszyć.
Odwiązał mi sznurki i pomógł iść, czułam, że nie chciał tego robić, ale pewnie robił to dla pieniędzy.
-Siadaj tu!-odparł łysy facet w czarnym podkoszulku.
Niepewnie usiadłam i zobaczyłam przed sobą zdj naszej całej rodziny.
-Skąd to masz - spytałam.
-Po 1 to chyba nie jesteśmy na Ty a po drugie to nie twoja sprawa. Masz mi powiedzieć czy twoi rodzice są rozwiedzeni?
-Są.
-A ojciec ma nową dziwkę no nie?
-Tak, dokładnie tak mogę ją nazwać.
-No i widzisz, w czymś się zgadzamy.
-Czego pan chce?!
-Ty mi tego nie dasz, ale twój ojczulek i owszem. Zaprowadź ją z powrotem.
-Jasne.
Znów wróciłam w to samo miejsce.
-Pan nie chce tego robić, prawda?
-Nie mogą z tobą rozmawiać.
-Niech pan powie.
-Nie mamy pieniędzy a z czegoś muszę utrzymać żonę i dzieci.
-Przecież jest tak wiele innych sposobów na zarobienie pieniędzy.
-Muszę już iść.
Odszedł a ja położyłam się na ziemi z bólu.
U MAĆKA:
-Daleko jeszcze do tego lasu?
-O, mój drogi jeszcze kupa czasu za nim dojedziemy.
-To się chyba nie wypłacę za kurs.
-Powiedzmy, że robię to z dobrego serca.
-Dziękuję.
Chciałem tam być jak najszybciej, musiałem jej pomóc...
Sory, że taki krótki ale nwm co mam już napisać xD I sory, że dopiero teraz nowy, ale cały zeszły tydzień miałam jakieś testy kompetencji z całego roku masakra jakaś...
Teraz mam 3 dni wolne bo 3 gimn piszą testy więc jutro postaram się coś dodać. Pzdr:*
TYMCZASEM W HOTELU:
-Mamo, musimy zacząć jej szukać.
-Oj znajdzie się, a teraz wyjdź chcemy pobyć trochę sami.
-Mamo!
-Wyjdź powiedziałam.
-A pan co nic nie powie? Laura zaginęła a pan wole się zabawiać z moją matką?!
-Słuchaj matki.
-S*ka.
Wybiegłem z ich pokoju a oni nawet nie zareagowali. Szukałem w siebie w pokoju tej gazety w której był ten artykuł, pisał tam coś o Annie Pawłowicz.
Poszedłem na miasto i zacząłem wypytywać ludzi. Gdy spytałem o nią jednego mężczyznę odpowiedział, że to jego córka.
-Może mi pan powiedzieć gdzie ona jest? To bardzo pilne.
-A znacie się?
-Nie, ale wiem, że była kiedyś porwana a teraz być może ten sam człowiek porwał moją siostrę.
-Siedzi przy tamtym stoliku.
-Dziękuję.
Szybko do niej podbiegłem.
-Anna?
-Tak a co ?
-Muszę z tobą pogadać.
-Wcale nie musisz - odpowiedziała jedna z jej koleżanek.
-Ada, daj spokój-odparła. Mów o co chodzi.
-Wiem, że kiedyś porwał cię Dominik to prawda?
-Jeśli mamy o tym rozmawiać to cześć.
-Nie czekaj! On być może porwał moją siostrę, musisz mi pomóc.
-W czym?
-Gdzie on cię zabrał?
Po chwili ciszy podała mi ulicę i jak tam dojść.
-Dzięki wielkie, mam nadzieję, że kiedyś będę mógł się odwdzięczyć.
Wziąłem taksówkę i podałem gdzie ma mnie zawieźć.
-Nie może pan szybciej?
-A co ci się tak śpieszy?-odparł staruszek.
-Moja siostra została porwana.
-Dobrze, pośpieszę się.
-Dziękuję.
U Laury:
Nie miałam kompletnie poczucia czasu, nie wiedziałam czy siedzę tu już parę miesięcy, rok czy 2 dni. Po chwili przyszedł do mnie znów ten facet.
-Chodź ze mną-odparł.
-Nie mogę się ruszyć.
Odwiązał mi sznurki i pomógł iść, czułam, że nie chciał tego robić, ale pewnie robił to dla pieniędzy.
-Siadaj tu!-odparł łysy facet w czarnym podkoszulku.
Niepewnie usiadłam i zobaczyłam przed sobą zdj naszej całej rodziny.
-Skąd to masz - spytałam.
-Po 1 to chyba nie jesteśmy na Ty a po drugie to nie twoja sprawa. Masz mi powiedzieć czy twoi rodzice są rozwiedzeni?
-Są.
-A ojciec ma nową dziwkę no nie?
-Tak, dokładnie tak mogę ją nazwać.
-No i widzisz, w czymś się zgadzamy.
-Czego pan chce?!
-Ty mi tego nie dasz, ale twój ojczulek i owszem. Zaprowadź ją z powrotem.
-Jasne.
Znów wróciłam w to samo miejsce.
-Pan nie chce tego robić, prawda?
-Nie mogą z tobą rozmawiać.
-Niech pan powie.
-Nie mamy pieniędzy a z czegoś muszę utrzymać żonę i dzieci.
-Przecież jest tak wiele innych sposobów na zarobienie pieniędzy.
-Muszę już iść.
Odszedł a ja położyłam się na ziemi z bólu.
U MAĆKA:
-Daleko jeszcze do tego lasu?
-O, mój drogi jeszcze kupa czasu za nim dojedziemy.
-To się chyba nie wypłacę za kurs.
-Powiedzmy, że robię to z dobrego serca.
-Dziękuję.
Chciałem tam być jak najszybciej, musiałem jej pomóc...
Sory, że taki krótki ale nwm co mam już napisać xD I sory, że dopiero teraz nowy, ale cały zeszły tydzień miałam jakieś testy kompetencji z całego roku masakra jakaś...
Teraz mam 3 dni wolne bo 3 gimn piszą testy więc jutro postaram się coś dodać. Pzdr:*
piątek, 1 kwietnia 2011
Rozdział 8
Kolejny dzień nad morzem zaczął się tak samo jak każdy, śniadanie, wyjście na plażę i opalanie się. Trochę mnie męczyło wczorajsze zachowanie Maćka. O co mu mogło chodzić..to pytanie chodziło mi po głowie cały czas. Na obiadu umówiłam się z Dominikiem.
-Hej kotku.
-Hej.
-Jak tam u ciebie?
-Wszystko ok a u ciebie?
-Gdy jestem przy tobie to wszystko jest najlepiej na świecie.
-Ymm...
-Mam dla ciebie niespodziankę.
-Ta jaką?
-Zabieram cię pojutrze na wycieczkę.
-Gdzie?
-Zobaczysz, ale mogę cię zapewnić, że będzie super.
-No to super.
-Na pewno wszystko ok?
-Tak.
-Co zjesz na obiad.
-Nie wiem, wezmę to co ty.
Cieszyłam się, że kogoś mam, ale Maciek..skoro powiedział, że to nic ważnego może tak rzeczywiście było. Postanowiłam, że pojadę, musiałam coś ze sobą zrobić. Po obiedzie wróciłam do hotelu i zamknęłam się w pokoju. Po pewnym czasie ktoś zapukał do drzwi, nie słyszałam nic bo miałam w uszach słuchawki. Zaczął dzwonić telefon:
-Halo?
-No Laura, możesz mi otworzyć? Stoję pod twoim pokojem 10 minut.
-Jasne.
Zerwałam się i pobiegłam do drzwi.
-Sory, miałam w uszach słuchawki i nic nie słyszałam.
-Spoko..chciałem tylko spytać czy nie napiłabyś się czekolady.
-Chętnie.
-To zaraz wrócę, tylko się nie zamykaj.
-Spoko.
Po 10 minutach wrócił i poszliśmy na balkon.
-No co tam nowego u ciebie siostra?
-Dominik zaprosił mnie pojutrze na wycieczkę.
-Pojedziesz?!
-No tak, zgodziłam się.
-Aha...
-Słuchaj Maciek, o co ci chodzi? Jesteś jakiś dziwny od wczoraj.
-Ja? Nie..zdaje ci się.
-No na pewno. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, kiedy tylko chcesz.
-Wiem, ale to chyba nic ważnego.
-Ale wiesz jeśli by coś...
-Jasne, powiem ci, to wiesz co chyba będę szedł do siebie.
-Ok, dzięki za czekoladę i rozmowę.
-Spoko.
2 dni później-wycieczka.
Dominik przyjechał po mnie już o 9. Powiedział, że nie będzie to długo trwało. Miejsce było tak piękne jak w jego opowiadaniach. Zaprowadził mnie na obalony pień drzewa i usiedliśmy. Później zaczęliśmy się całować i gadać. Było super, w ogóle nie chciałam wracać do hotelu. Zbliżał się wieczór, Dominik powiedział, że idzie nazbierać patyków na ognisko bo robiło się zimno. Nie wracał już pół godziny zaczęłam się martwić, fona też nie odbierał. Postanowiłam pochodzić po okolicy, bolały mnie już nogi więc przystałam. Nagle poczułam, że ktoś zasłonił mi oczy rękoma.
-Dominik, gdzie ty byłeś tyle czasu?-spytałam.
Nikt nie odpowiedział, tylko ktoś zasłonił mi oczy i porwał...
Ocknęłam się dopiero rano..podejrzewałam, że ktoś coś mi podał bo pamiętam tylko ból ręki, spojrzałam na nią i było widać ślad po igle. Ruszyłam się gwałtownie chcąc uciec. Ale zorientowałam się że mam związane ręce, nogi i miałam zaklejone usta, żadna siła nie pozwoliła mi się uwolnić, siedziałam tam sama a po chwili ktoś wszedł do środka. Za zamykającymi się drzwiami zauważyłam jakby Dominika przyjmującego jakieś pieniądze. Osoba która weszła do pokoju odkleiła mi taśmę z ust i karmiła jakimś starym chlebem, jednocześnie dawając pić przy czym zostałam cała oblana. Wydusiłam z siebie tylko tyle 'Kim jesteś i czego ode mnie chcesz'. Osoba nic nie powiedziała, przykleiła mi tylko nową taśmę i opuściła pomieszczenie. Zaczęłam płakać i drzeć się. Nikt jednak nie przyszedł. Strasznie się wierciłam przy czym zahaczyłam o coś i z ręki poleciała mi krew. Okropnie mnie bolało..łzy leciały mi jak wodospad a myśl, że tam za drzwiami mogłam widzieć Dominika strasznie mnie przerażała. Czy on zorganizował tą wycieczkę, poszedł sam po te patyki tylko dlatego żeby mnie porwano? I kto go do tego zmusił? Nie miałam już siły, drzeć się, wiercić a co dopiero myśleć. Marzyłam żeby znaleźć się w swoim domu, w moim własnym pokoju i żeby nigdy tu nie przyjeżdżać. Bałam się co oni mi zrobią, zabiją czy będą czekać na okup, Dominik mi pomoże czy nie. Zmęczona myślami zasnęłam....
No taki krótki ;) Na filmie było zajebiście, prawie się poryczałam a jak wyszłam to ponoć miałam przerażoną minę xD I Kasi babcię bardzo polubiłam poza szczegółem, że powiedziała do mnie Klaudia a mam do tego imienia mały uraz. Polecam wam go strasznie, a z drugiej strony nie bo psyche mam zepsutą. Nie będę wam go opisywać chyba, że chcecie, ale to napiszcie w komentach xD A jeśli ktoś był to niech napisze swoje wrażenia. Poza tym to jak zwykle z Kasią uganianie się za przystojnymi brunetami typu skate, oglądanie desek i ciuchów. Co to za masakra, że każdy koleś prawie za rękę z laską, ten ładny brunet to tylko jeden wyjątek ;) No i szczęście, że miałam legitymację bo by nas nie wpuścili bo to od 15, ja już mam ale gorzej z Kasią i że tak powiem uratowałam jej dupę xD Chcemy iść jeszcze raz, film bardzo psychiczny i odzwierciedlał też moje własne problemy więc oglądało się lepiej. Już po filmie trochę trudno było wrócić do rzeczywistości, szczególnie po takim. I poza kolesiem który mi kopał w krzesło i który zdjął buty i nieźle pojechało to nic więcej. Nie mogę słowami wyrazić jaki ten film był, wiem tylko że był mi strasznie bliski. Kto wie o czym jest to wie dlaczego.
Podam wam też 2 super piosenki z filmu:
Billy Talent-Nothing to lose
Wet fingers-Turn me on.
To kończę bo za chwilę notka pod rozdziałem będzie dłuższa niż sam on. Pzdr:*
-Hej kotku.
-Hej.
-Jak tam u ciebie?
-Wszystko ok a u ciebie?
-Gdy jestem przy tobie to wszystko jest najlepiej na świecie.
-Ymm...
-Mam dla ciebie niespodziankę.
-Ta jaką?
-Zabieram cię pojutrze na wycieczkę.
-Gdzie?
-Zobaczysz, ale mogę cię zapewnić, że będzie super.
-No to super.
-Na pewno wszystko ok?
-Tak.
-Co zjesz na obiad.
-Nie wiem, wezmę to co ty.
Cieszyłam się, że kogoś mam, ale Maciek..skoro powiedział, że to nic ważnego może tak rzeczywiście było. Postanowiłam, że pojadę, musiałam coś ze sobą zrobić. Po obiedzie wróciłam do hotelu i zamknęłam się w pokoju. Po pewnym czasie ktoś zapukał do drzwi, nie słyszałam nic bo miałam w uszach słuchawki. Zaczął dzwonić telefon:
-Halo?
-No Laura, możesz mi otworzyć? Stoję pod twoim pokojem 10 minut.
-Jasne.
Zerwałam się i pobiegłam do drzwi.
-Sory, miałam w uszach słuchawki i nic nie słyszałam.
-Spoko..chciałem tylko spytać czy nie napiłabyś się czekolady.
-Chętnie.
-To zaraz wrócę, tylko się nie zamykaj.
-Spoko.
Po 10 minutach wrócił i poszliśmy na balkon.
-No co tam nowego u ciebie siostra?
-Dominik zaprosił mnie pojutrze na wycieczkę.
-Pojedziesz?!
-No tak, zgodziłam się.
-Aha...
-Słuchaj Maciek, o co ci chodzi? Jesteś jakiś dziwny od wczoraj.
-Ja? Nie..zdaje ci się.
-No na pewno. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, kiedy tylko chcesz.
-Wiem, ale to chyba nic ważnego.
-Ale wiesz jeśli by coś...
-Jasne, powiem ci, to wiesz co chyba będę szedł do siebie.
-Ok, dzięki za czekoladę i rozmowę.
-Spoko.
2 dni później-wycieczka.
Dominik przyjechał po mnie już o 9. Powiedział, że nie będzie to długo trwało. Miejsce było tak piękne jak w jego opowiadaniach. Zaprowadził mnie na obalony pień drzewa i usiedliśmy. Później zaczęliśmy się całować i gadać. Było super, w ogóle nie chciałam wracać do hotelu. Zbliżał się wieczór, Dominik powiedział, że idzie nazbierać patyków na ognisko bo robiło się zimno. Nie wracał już pół godziny zaczęłam się martwić, fona też nie odbierał. Postanowiłam pochodzić po okolicy, bolały mnie już nogi więc przystałam. Nagle poczułam, że ktoś zasłonił mi oczy rękoma.
-Dominik, gdzie ty byłeś tyle czasu?-spytałam.
Nikt nie odpowiedział, tylko ktoś zasłonił mi oczy i porwał...
Ocknęłam się dopiero rano..podejrzewałam, że ktoś coś mi podał bo pamiętam tylko ból ręki, spojrzałam na nią i było widać ślad po igle. Ruszyłam się gwałtownie chcąc uciec. Ale zorientowałam się że mam związane ręce, nogi i miałam zaklejone usta, żadna siła nie pozwoliła mi się uwolnić, siedziałam tam sama a po chwili ktoś wszedł do środka. Za zamykającymi się drzwiami zauważyłam jakby Dominika przyjmującego jakieś pieniądze. Osoba która weszła do pokoju odkleiła mi taśmę z ust i karmiła jakimś starym chlebem, jednocześnie dawając pić przy czym zostałam cała oblana. Wydusiłam z siebie tylko tyle 'Kim jesteś i czego ode mnie chcesz'. Osoba nic nie powiedziała, przykleiła mi tylko nową taśmę i opuściła pomieszczenie. Zaczęłam płakać i drzeć się. Nikt jednak nie przyszedł. Strasznie się wierciłam przy czym zahaczyłam o coś i z ręki poleciała mi krew. Okropnie mnie bolało..łzy leciały mi jak wodospad a myśl, że tam za drzwiami mogłam widzieć Dominika strasznie mnie przerażała. Czy on zorganizował tą wycieczkę, poszedł sam po te patyki tylko dlatego żeby mnie porwano? I kto go do tego zmusił? Nie miałam już siły, drzeć się, wiercić a co dopiero myśleć. Marzyłam żeby znaleźć się w swoim domu, w moim własnym pokoju i żeby nigdy tu nie przyjeżdżać. Bałam się co oni mi zrobią, zabiją czy będą czekać na okup, Dominik mi pomoże czy nie. Zmęczona myślami zasnęłam....
No taki krótki ;) Na filmie było zajebiście, prawie się poryczałam a jak wyszłam to ponoć miałam przerażoną minę xD I Kasi babcię bardzo polubiłam poza szczegółem, że powiedziała do mnie Klaudia a mam do tego imienia mały uraz. Polecam wam go strasznie, a z drugiej strony nie bo psyche mam zepsutą. Nie będę wam go opisywać chyba, że chcecie, ale to napiszcie w komentach xD A jeśli ktoś był to niech napisze swoje wrażenia. Poza tym to jak zwykle z Kasią uganianie się za przystojnymi brunetami typu skate, oglądanie desek i ciuchów. Co to za masakra, że każdy koleś prawie za rękę z laską, ten ładny brunet to tylko jeden wyjątek ;) No i szczęście, że miałam legitymację bo by nas nie wpuścili bo to od 15, ja już mam ale gorzej z Kasią i że tak powiem uratowałam jej dupę xD Chcemy iść jeszcze raz, film bardzo psychiczny i odzwierciedlał też moje własne problemy więc oglądało się lepiej. Już po filmie trochę trudno było wrócić do rzeczywistości, szczególnie po takim. I poza kolesiem który mi kopał w krzesło i który zdjął buty i nieźle pojechało to nic więcej. Nie mogę słowami wyrazić jaki ten film był, wiem tylko że był mi strasznie bliski. Kto wie o czym jest to wie dlaczego.
Podam wam też 2 super piosenki z filmu:
Billy Talent-Nothing to lose
Wet fingers-Turn me on.
To kończę bo za chwilę notka pod rozdziałem będzie dłuższa niż sam on. Pzdr:*
wtorek, 29 marca 2011
Rozdział 7
Rano obudziłam się koło Maćka, w ogóle nie chciało mi się wstawać pod kołdrą było tak ciepło i fajnie, czułam że się z Maćkiem dogadamy i jakoś się zaakceptujemy jako rodzeństwo.
-Czcześć..
-No siema śpiochu, chyba czas wstawać hm ?
-Nie chce mi się. -powiedział przeciągając się.
-No wstawaj bo muszę pościelić.
-Dobra, już idę do siebie.
-Ale idź się umyć i przebrać a nie spać bo zaraz schodzimy na śniadanie.
-Jaaasne.
I tak wiedziałam, że pójdzie się położyć, ja sama zaś poszłam się umyć i ubrałam czerwone rurki, koszulkę i trampki. Poszłam zajrzeć do Maćka, siedział o dziwo ubrany i gotowy do wyjścia. Był smutny i patrzył na swoją rękę już bez bandaży. Umówiłam się z Dominikiem po śniadaniu, nie mogłam się już doczekać.
Za godzinę byłam już na miejscu.
-Hej.-powiedziałam.
-No siema kochana.- dał mi mocnego buziaka w usta, speszyłam się.
-Coś się stało?-Mówiąc to chwycił mnie za rękę.
-Nie nic...
-To co robimy? Może masz ochotę na lody?
-A nie możemy po prostu pochodzić?
-Jasne czemu nie, to chodź znam fajne miejsce.
Rzeczywiście było bardzo miło i fajnie, ale byłam jakaś nieswoja. Powiedziałam, że boli mnie głowa i musiałam wracać do hotelu. W hotelu poszłam na balkon i leżałam na leżaku ze słuchawkami w uszach. Później wyszłam...
Tymczasem u Maćka:
Wyszedłem na spacer..nie wiedziałem już co ze sobą zrobić, jakiś kolo rozdawał gazety to wziąłem, nie chciało mi się czytać, ale wpadł mi w oko artykuł o jakimś Dominiku. Usiadłem w knajpie i zamówiłem cole. Zacząłem czytać ten artykuł, Brzmiał mnie więcej tak:
"Poszukujemy Dominika Kwiatkowskiego, pseudonim 'Domin' za porwanie niejakiej Anny Pawłowicz, jeśli ktoś go widział prosimy dzwonić pod numer telefonu..."
Zerwałem się z krzesła i chciałem biec do Laury. Niestety nie było jej w hotelu a telefonu nie odbierała. Zacząłem jej szukać po całym mieście. Nie mogłem znaleźć postanowiłem wrócić do hotelu i tam czekać.
W końcu wróciła.
-Laura!
-Co się stało?
-Jak to dobrze, że wróciłaś!
-Nie rozumiem cię.
-Byłaś teraz z Dominikiem?
-Nie, sama się przeszłam. Ale o co ci chodzi?
-Nie dobra..o nic..-postanowiłem jej na razie nic nie gadać, może to nie o niego chodziło.
-Na pewno wszystko ok?
-Tak na pewno.
-To ja pójdę do siebie.
-Ok.
Sam już nie wiedziałem, czy jej mówić czy nie. Postanowiłem z tym trochę poczekać...
Dzisiaj taki krótszy, ale postaram się, żeby w czw był jakiś lepszy, i dzięki za miły seans ;). Pzdr:*
-Czcześć..
-No siema śpiochu, chyba czas wstawać hm ?
-Nie chce mi się. -powiedział przeciągając się.
-No wstawaj bo muszę pościelić.
-Dobra, już idę do siebie.
-Ale idź się umyć i przebrać a nie spać bo zaraz schodzimy na śniadanie.
-Jaaasne.
I tak wiedziałam, że pójdzie się położyć, ja sama zaś poszłam się umyć i ubrałam czerwone rurki, koszulkę i trampki. Poszłam zajrzeć do Maćka, siedział o dziwo ubrany i gotowy do wyjścia. Był smutny i patrzył na swoją rękę już bez bandaży. Umówiłam się z Dominikiem po śniadaniu, nie mogłam się już doczekać.
Za godzinę byłam już na miejscu.
-Hej.-powiedziałam.
-No siema kochana.- dał mi mocnego buziaka w usta, speszyłam się.
-Coś się stało?-Mówiąc to chwycił mnie za rękę.
-Nie nic...
-To co robimy? Może masz ochotę na lody?
-A nie możemy po prostu pochodzić?
-Jasne czemu nie, to chodź znam fajne miejsce.
Rzeczywiście było bardzo miło i fajnie, ale byłam jakaś nieswoja. Powiedziałam, że boli mnie głowa i musiałam wracać do hotelu. W hotelu poszłam na balkon i leżałam na leżaku ze słuchawkami w uszach. Później wyszłam...
Tymczasem u Maćka:
Wyszedłem na spacer..nie wiedziałem już co ze sobą zrobić, jakiś kolo rozdawał gazety to wziąłem, nie chciało mi się czytać, ale wpadł mi w oko artykuł o jakimś Dominiku. Usiadłem w knajpie i zamówiłem cole. Zacząłem czytać ten artykuł, Brzmiał mnie więcej tak:
"Poszukujemy Dominika Kwiatkowskiego, pseudonim 'Domin' za porwanie niejakiej Anny Pawłowicz, jeśli ktoś go widział prosimy dzwonić pod numer telefonu..."
Zerwałem się z krzesła i chciałem biec do Laury. Niestety nie było jej w hotelu a telefonu nie odbierała. Zacząłem jej szukać po całym mieście. Nie mogłem znaleźć postanowiłem wrócić do hotelu i tam czekać.
W końcu wróciła.
-Laura!
-Co się stało?
-Jak to dobrze, że wróciłaś!
-Nie rozumiem cię.
-Byłaś teraz z Dominikiem?
-Nie, sama się przeszłam. Ale o co ci chodzi?
-Nie dobra..o nic..-postanowiłem jej na razie nic nie gadać, może to nie o niego chodziło.
-Na pewno wszystko ok?
-Tak na pewno.
-To ja pójdę do siebie.
-Ok.
Sam już nie wiedziałem, czy jej mówić czy nie. Postanowiłem z tym trochę poczekać...
Dzisiaj taki krótszy, ale postaram się, żeby w czw był jakiś lepszy, i dzięki za miły seans ;). Pzdr:*
poniedziałek, 28 marca 2011
Rozdział 6
Z rana obudził mnie budzik, którego nie włączałam. Zwlokłam się z łóżka i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się i poszłam do pokoju ojca.
-Kiedy idziemy na śniadanie? I kto załączył mi budzik?!
-Spokojnie, za pół godziny a budzik włączyłem sam, bo wiedziałem, że zapomnisz.
-Dobra..to idę do siebie.
Pograłam trochę na komputerze i posłuchałam muzyki. Nagle do pokoju wszedł Maciek.
-Ej, tata każe już zejść na śniadanie.
-Jasne, dzięki.
-Spoko-uśmiechnął się lekko.
Zeszliśmy na dół do restauracji hotelowej i zjedliśmy śniadanie. Później poszliśmy na plażę. Ubrałam kostium kąpielowy i zaczęłam smarować się kremem do opalania, później położyłam się na kocu. Miałam na nosie okulary przeciwsłoneczne ale czułam jakby ktoś na mnie patrzał. Wstałam i odwróciłam się, za mną stał wysoki brunet a stroju kąpielowym.
-Yy..znamy się?
-Nie..ale mam nadzieję, że to się zmieni.-szeroko się uśmiechnął.
-Więc Laura jestem, a ty ?
-Dominik.
-Miło mi.
-Mi bardziej.
-To fajnie, jesteś tu z rodziną?
-Nie, z bratem i kumplami, a ty?
-Z ojcem i jego nową wybranką no i jej synem.
-A no to nie za miła atmosfera chyba.
-Trafiłeś w dziesiątkę.
-Może dałabyś mi swój numer telefonu albo gg popiszemy hm?
-Jasne.
Zapisał dobie w komórce moje gg i odszedł. Zaczęłam uśmiechać się sama do siebie po jakichś 5 minutach położyłam się na koc z powrotem. Po paru godzinach wróciliśmy do hotelu na obiad, ojciec poszedł z Anią na spacer a ja i maciek zostaliśmy u siebie w pokojach. Czym prędzej włączyłam komputer i sprawdziłam czy ktoś napisał. Była wiadomość od nieznanego numeru, brzmiała tak 'Hej, tu Dominik :*' szybko odpisałam 'Siema, fajnie że napisałeś bo już myślałam, ze nigdy nie pogadamy :)' Rozmowa się rozwinęła i gadaliśmy tak dobre parę godzin. Po chwili usłyszałam jakiś krzyk za ścianą. Pobiegłam szybko do pokoju Maćka a tam on siedział z zakrwawioną ręką i łzami na policzkach, podeszłam do niego szybko.
-Maciek co ty robisz?!
-A nie widać?!
-Czekaj pójdę po apteczkę.
Szybko zdezynfekowałam rany i zawiązałam bandażem.
-Jesteś w tym niezła.-odparł
-Nieraz coś opatrywałam, jedyne czego nie to własne ręce. Chcesz o tym pogadać?
-Może byśmy poszli na spacer?
-Jasne, tylko czekał wyłączę komputer.
Pożegnałam się z wielką niechęcią z Dominikiem, ale powiedziałam, że jutro możemy się spotkać.
Wyszłam z Maćkiem na dwór, chodziliśmy po uliczkach i milczeliśmy. W końcu się odezwał.
-Mogę z tobą o tym pogadać?
-Jasne.
-Bo wiesz..w sumie to nie mam z kim a matka to..szkoda słów, jej to bym się nigdy nie zwierzył. Sory, że tak mówię, ale wolę gadać z kimś obcym niż z matką.
-Rozumiem cię, mam tak z ojcem.
-Więc..miałem dziewczynę musieliśmy się rozstać na czas tego jebanego wyjazdu i ona mi napisała esa, że miesiąc to za długo, że to nie ma sensu i jest z jakimś frajerem ze starszej klasy. Kochałem ją i dlatego.
-Rozumiem cię..też miałam chłopaka jeśli można to tak nazwać..był strasznie bogaty i tylko to go obchodziło, ja nie cierpiałam może to dziwne, ale nie było po czym, on kochał tylko pieniądze.
-Też cię rozumiem.
-No to się chyba dogadamy.-odparłam a on zaczął się śmiać.
-Dzięki, że mogłem z tobą pogadać wiesz jak z siostrą.
-No w sumie to jesteśmy prawie rodzeństwem.
-Widziałem, że kogoś poznałaś dzisiaj.
-Ta..Dominik fajny koleś nawet piszemy na gg.
-Tylko wiesz uważaj siostra.
-Jaanse braciszku.
-To co wracamy do hotelu?
-Ok.
Gdy wróciłam nalałam sobie soku i szybko weszłam na kompa. Dominik akurat siedział.
Wytłumaczyłam mu dlaczego musiałam zejść tak nagle, zaproponował żebyśmy się dzisiaj spotkali, zgodziłam się. Ubrałam się, umalowałam i wyszłam. Miało to być na plaży w tym samym miejscu w którym się spotkaliśmy. Zauważył mnie już z daleka więc podszedł.
-Heej.-pocałował mnie w policzek.
-No hej.-uśmiechnęłam się.
-To co robimy?
-Tak szczerze to jestem strasznie głodna.
-To może frytki?
-Spoko.
Łaziliśmy po mieście i gadaliśmy, fajnie mi było z jego obecnością.
-Wiesz co, będę już leciała do hotelu bo ojciec i tak mi da niezły opieprz.
-To chodź cię odprowadzę.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu.
-No to dzięki i do zobaczenia kiedyś tam.
-Jasne. -dał mi buziaka w policzek i odeszłam.
Weszłam do pokoju i był tam Maciek.
-Hej, jak tam?
-Właśnie mam mały problem.
-No jaki?
Pokazał mi swoją rękę, bandaż był czerwony.
-Czekaj, zmienimy opatrunek.
-Dobrze, że się starzy o nic nie pytają..
-Nie zauważyli?
-Oni są zajęci tylko sobą.
-No w sumie to masz rację, nie dostałam opieprzu to jakieś święto, no i już bandaż zmieniony.
-Dzięki bardzo, jak tam było?
-Spoko nawet.
-Mogę tu trochę u ciebie posiedzieć?
-Jasne.
Położył się na łóżku a rękę na wszelki wypadek wsadził pod kołdrę, ja siedziałam obok niego z laptopem i pisałam z Dominikiem....
Sory, że wcześniej nie było, ale postarałam się dodać dziś. Jutro nie wiem czy dam, ale w środę na pewno nie bo jadę z kumpelą do kina na 'Salę samobójców' i na jakieś zakupki do Focusa ;)) Więc albo jutro albo koło czwartku kolejny. Pzdr :*
-Kiedy idziemy na śniadanie? I kto załączył mi budzik?!
-Spokojnie, za pół godziny a budzik włączyłem sam, bo wiedziałem, że zapomnisz.
-Dobra..to idę do siebie.
Pograłam trochę na komputerze i posłuchałam muzyki. Nagle do pokoju wszedł Maciek.
-Ej, tata każe już zejść na śniadanie.
-Jasne, dzięki.
-Spoko-uśmiechnął się lekko.
Zeszliśmy na dół do restauracji hotelowej i zjedliśmy śniadanie. Później poszliśmy na plażę. Ubrałam kostium kąpielowy i zaczęłam smarować się kremem do opalania, później położyłam się na kocu. Miałam na nosie okulary przeciwsłoneczne ale czułam jakby ktoś na mnie patrzał. Wstałam i odwróciłam się, za mną stał wysoki brunet a stroju kąpielowym.
-Yy..znamy się?
-Nie..ale mam nadzieję, że to się zmieni.-szeroko się uśmiechnął.
-Więc Laura jestem, a ty ?
-Dominik.
-Miło mi.
-Mi bardziej.
-To fajnie, jesteś tu z rodziną?
-Nie, z bratem i kumplami, a ty?
-Z ojcem i jego nową wybranką no i jej synem.
-A no to nie za miła atmosfera chyba.
-Trafiłeś w dziesiątkę.
-Może dałabyś mi swój numer telefonu albo gg popiszemy hm?
-Jasne.
Zapisał dobie w komórce moje gg i odszedł. Zaczęłam uśmiechać się sama do siebie po jakichś 5 minutach położyłam się na koc z powrotem. Po paru godzinach wróciliśmy do hotelu na obiad, ojciec poszedł z Anią na spacer a ja i maciek zostaliśmy u siebie w pokojach. Czym prędzej włączyłam komputer i sprawdziłam czy ktoś napisał. Była wiadomość od nieznanego numeru, brzmiała tak 'Hej, tu Dominik :*' szybko odpisałam 'Siema, fajnie że napisałeś bo już myślałam, ze nigdy nie pogadamy :)' Rozmowa się rozwinęła i gadaliśmy tak dobre parę godzin. Po chwili usłyszałam jakiś krzyk za ścianą. Pobiegłam szybko do pokoju Maćka a tam on siedział z zakrwawioną ręką i łzami na policzkach, podeszłam do niego szybko.
-Maciek co ty robisz?!
-A nie widać?!
-Czekaj pójdę po apteczkę.
Szybko zdezynfekowałam rany i zawiązałam bandażem.
-Jesteś w tym niezła.-odparł
-Nieraz coś opatrywałam, jedyne czego nie to własne ręce. Chcesz o tym pogadać?
-Może byśmy poszli na spacer?
-Jasne, tylko czekał wyłączę komputer.
Pożegnałam się z wielką niechęcią z Dominikiem, ale powiedziałam, że jutro możemy się spotkać.
Wyszłam z Maćkiem na dwór, chodziliśmy po uliczkach i milczeliśmy. W końcu się odezwał.
-Mogę z tobą o tym pogadać?
-Jasne.
-Bo wiesz..w sumie to nie mam z kim a matka to..szkoda słów, jej to bym się nigdy nie zwierzył. Sory, że tak mówię, ale wolę gadać z kimś obcym niż z matką.
-Rozumiem cię, mam tak z ojcem.
-Więc..miałem dziewczynę musieliśmy się rozstać na czas tego jebanego wyjazdu i ona mi napisała esa, że miesiąc to za długo, że to nie ma sensu i jest z jakimś frajerem ze starszej klasy. Kochałem ją i dlatego.
-Rozumiem cię..też miałam chłopaka jeśli można to tak nazwać..był strasznie bogaty i tylko to go obchodziło, ja nie cierpiałam może to dziwne, ale nie było po czym, on kochał tylko pieniądze.
-Też cię rozumiem.
-No to się chyba dogadamy.-odparłam a on zaczął się śmiać.
-Dzięki, że mogłem z tobą pogadać wiesz jak z siostrą.
-No w sumie to jesteśmy prawie rodzeństwem.
-Widziałem, że kogoś poznałaś dzisiaj.
-Ta..Dominik fajny koleś nawet piszemy na gg.
-Tylko wiesz uważaj siostra.
-Jaanse braciszku.
-To co wracamy do hotelu?
-Ok.
Gdy wróciłam nalałam sobie soku i szybko weszłam na kompa. Dominik akurat siedział.
Wytłumaczyłam mu dlaczego musiałam zejść tak nagle, zaproponował żebyśmy się dzisiaj spotkali, zgodziłam się. Ubrałam się, umalowałam i wyszłam. Miało to być na plaży w tym samym miejscu w którym się spotkaliśmy. Zauważył mnie już z daleka więc podszedł.
-Heej.-pocałował mnie w policzek.
-No hej.-uśmiechnęłam się.
-To co robimy?
-Tak szczerze to jestem strasznie głodna.
-To może frytki?
-Spoko.
Łaziliśmy po mieście i gadaliśmy, fajnie mi było z jego obecnością.
-Wiesz co, będę już leciała do hotelu bo ojciec i tak mi da niezły opieprz.
-To chodź cię odprowadzę.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu.
-No to dzięki i do zobaczenia kiedyś tam.
-Jasne. -dał mi buziaka w policzek i odeszłam.
Weszłam do pokoju i był tam Maciek.
-Hej, jak tam?
-Właśnie mam mały problem.
-No jaki?
Pokazał mi swoją rękę, bandaż był czerwony.
-Czekaj, zmienimy opatrunek.
-Dobrze, że się starzy o nic nie pytają..
-Nie zauważyli?
-Oni są zajęci tylko sobą.
-No w sumie to masz rację, nie dostałam opieprzu to jakieś święto, no i już bandaż zmieniony.
-Dzięki bardzo, jak tam było?
-Spoko nawet.
-Mogę tu trochę u ciebie posiedzieć?
-Jasne.
Położył się na łóżku a rękę na wszelki wypadek wsadził pod kołdrę, ja siedziałam obok niego z laptopem i pisałam z Dominikiem....
Sory, że wcześniej nie było, ale postarałam się dodać dziś. Jutro nie wiem czy dam, ale w środę na pewno nie bo jadę z kumpelą do kina na 'Salę samobójców' i na jakieś zakupki do Focusa ;)) Więc albo jutro albo koło czwartku kolejny. Pzdr :*
piątek, 25 marca 2011
Rozdział 5
-To jest Tomek.
-Hej-powiedziałam.
-Część-odpowiedział z uśmiechem.
-To co idziemy na lody?-spytała Kam
-Jasne-odpowiedzieliśmy chórem
W czasie drogi Kam i Tomek chwycili się za ręce i już wiedziałam, dlaczego Kam mi go przedstawiła.
Fajnie spędziliśmy popołudnie, Tomek poszedł do domu a Kam do mnie.
-A skąd ty go w ogóle znasz?
-Byłyśmy u niego na imprezie, nie pamiętasz?
-A no tak, teraz kojarzę, zjesz coś?
-Jasne.
-To zamówię pizzę, z kurczakiem chcesz?
-Spoko
Po 30 minutach zjadłyśmy pizze i oglądałyśmy filmy. Kam została na noc...
Rano ogarnęłyśmy dom i siebie, zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy na spacer. Wieczorem Kam poszła do domu a ja siedziałam sama w swoim, odliczając dni do wyjazdu...
29 Czerwca:
Dzień przed wyjazdem, jednocześnie nie mogłam się doczekać i nie chciałam jechać z nimi. W sumie morze, piasek, woda niezły pomysł żeby się wyluzować. Pakowałam ostatnie rzeczy, bluzki i inne ciuchy, kosmetyki spakuję jutro i zostawię tylko to w czym pojadę, poszłam na dół po lody truskawkowe. Zadzwonił telefon:
-Cześć córcia.
-Cześć...
-Jak tam spakowana?
-Ta
-To dobrze..jutro będziemy po ciebie o 6.
-Co?! Tak prędko?!
-No tak..mamy w planie dojechać tam w okolicach południa.
-Dobra, najwyżej odeśpię w aucie, to nara.
-Pa i wyśpij się.
Udawał, że się mną interesuje..co jak co ale udawaną troskę mogłam odróżnić znakomicie. Jedząc lody na balkonie z wyciągniętymi nogami obserwowałam las, miałam na niego super widok. Później spotkałam się z Kam, żeby się pożegnać, w końcu nie będziemy się widzieć przez miesiąc, a po paru godzinach poszłam spać..
Nazajutrz wstałam już o 4.30, umyłam się i porobiłam wszystko tak żeby mieć już wszystko spakowane. Była 5.50, czekając na nich zjadłam batonika. W końcu przyjechali, wysiedli z auta a ja nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować.
-No cześć córcia
-Cześć
-Dzień dobry Lauro-powiedziała jego...nowa
-Dobry..
Z auta nie wyszedł tylko jej syn, pewno też nie bardzo był zainteresowany tym wyjazdem.
-Daj te walizki wsadzę je do bagażnika, a wy wsiadajcie.
-Chodź Lauro, przedstawię cię mojemu synowi.
-Ta.
Wsiadłam do auta i siedział po lewej stronie.
-Maciek, przywitaj się.
-Siema, Maciek jestem...
-Hej, ja Laura.
-I jak, dzieci siedzicie?-odparł tata.
-Ta-powiedziałam za nas obu.
Maciek wtulił się w swoją bluzę i spuścił sobie czapkę na oczy i nie był zbytnio zadowolony. Ja włożyłam słuchawki do uszu i przykryłam się kocem bo z rana było dość zimno. Jazda była długa i nie zbyt przyjemna w tym towarzystwie. Popisałam trochę z Kamą i zasnęłam na chwilę, tak bardzo, że ojciec musiał mnie dobudzać.
-Już jesteśmy Laura.
-Dobra..już idę..
Przyjechaliśmy do hotelu, weszłam o swojego pokoju, był nawet spoko. Od razu wskoczyłam do wanny i się odprężyłam, później poszłam się zdrzemnąć. Po 3 godzinach trochę się wyspałam, ubrałam się i poszłam do ojca.
-Cześć, co ja mam robić?
-Poczekaj w pokoju za chwilę pójdziemy na plażę, jeśli mogłabyś to powiedzieć Maćkowi..
-Jasne..
Weszłam do jego pokoju, był dość mroczny.
-Hej..za chwilę będziemy wychodzić, kazali mi to przekazać.
-Jasne..
Nie był zbytnio rozmówny, no ale co poradzić. W końcu zeszliśmy na dół i poszliśmy na plażę, zachód słońca był mega..spędziłam tam większość siedziałam na jakimś pniu a Maciek na drugim końcu jak zwykle klikał w komórkę. Po kolacji wróciliśmy do hotelu na noc..
No nareszcie dodałam, wiem, że dość późno ale ta nauka i jeszcze takie inne problemy i nie było czasu, jutro postaram się dać kolejny. Pzdr:*
-Hej-powiedziałam.
-Część-odpowiedział z uśmiechem.
-To co idziemy na lody?-spytała Kam
-Jasne-odpowiedzieliśmy chórem
W czasie drogi Kam i Tomek chwycili się za ręce i już wiedziałam, dlaczego Kam mi go przedstawiła.
Fajnie spędziliśmy popołudnie, Tomek poszedł do domu a Kam do mnie.
-A skąd ty go w ogóle znasz?
-Byłyśmy u niego na imprezie, nie pamiętasz?
-A no tak, teraz kojarzę, zjesz coś?
-Jasne.
-To zamówię pizzę, z kurczakiem chcesz?
-Spoko
Po 30 minutach zjadłyśmy pizze i oglądałyśmy filmy. Kam została na noc...
Rano ogarnęłyśmy dom i siebie, zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy na spacer. Wieczorem Kam poszła do domu a ja siedziałam sama w swoim, odliczając dni do wyjazdu...
29 Czerwca:
Dzień przed wyjazdem, jednocześnie nie mogłam się doczekać i nie chciałam jechać z nimi. W sumie morze, piasek, woda niezły pomysł żeby się wyluzować. Pakowałam ostatnie rzeczy, bluzki i inne ciuchy, kosmetyki spakuję jutro i zostawię tylko to w czym pojadę, poszłam na dół po lody truskawkowe. Zadzwonił telefon:
-Cześć córcia.
-Cześć...
-Jak tam spakowana?
-Ta
-To dobrze..jutro będziemy po ciebie o 6.
-Co?! Tak prędko?!
-No tak..mamy w planie dojechać tam w okolicach południa.
-Dobra, najwyżej odeśpię w aucie, to nara.
-Pa i wyśpij się.
Udawał, że się mną interesuje..co jak co ale udawaną troskę mogłam odróżnić znakomicie. Jedząc lody na balkonie z wyciągniętymi nogami obserwowałam las, miałam na niego super widok. Później spotkałam się z Kam, żeby się pożegnać, w końcu nie będziemy się widzieć przez miesiąc, a po paru godzinach poszłam spać..
Nazajutrz wstałam już o 4.30, umyłam się i porobiłam wszystko tak żeby mieć już wszystko spakowane. Była 5.50, czekając na nich zjadłam batonika. W końcu przyjechali, wysiedli z auta a ja nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować.
-No cześć córcia
-Cześć
-Dzień dobry Lauro-powiedziała jego...nowa
-Dobry..
Z auta nie wyszedł tylko jej syn, pewno też nie bardzo był zainteresowany tym wyjazdem.
-Daj te walizki wsadzę je do bagażnika, a wy wsiadajcie.
-Chodź Lauro, przedstawię cię mojemu synowi.
-Ta.
Wsiadłam do auta i siedział po lewej stronie.
-Maciek, przywitaj się.
-Siema, Maciek jestem...
-Hej, ja Laura.
-I jak, dzieci siedzicie?-odparł tata.
-Ta-powiedziałam za nas obu.
Maciek wtulił się w swoją bluzę i spuścił sobie czapkę na oczy i nie był zbytnio zadowolony. Ja włożyłam słuchawki do uszu i przykryłam się kocem bo z rana było dość zimno. Jazda była długa i nie zbyt przyjemna w tym towarzystwie. Popisałam trochę z Kamą i zasnęłam na chwilę, tak bardzo, że ojciec musiał mnie dobudzać.
-Już jesteśmy Laura.
-Dobra..już idę..
Przyjechaliśmy do hotelu, weszłam o swojego pokoju, był nawet spoko. Od razu wskoczyłam do wanny i się odprężyłam, później poszłam się zdrzemnąć. Po 3 godzinach trochę się wyspałam, ubrałam się i poszłam do ojca.
-Cześć, co ja mam robić?
-Poczekaj w pokoju za chwilę pójdziemy na plażę, jeśli mogłabyś to powiedzieć Maćkowi..
-Jasne..
Weszłam do jego pokoju, był dość mroczny.
-Hej..za chwilę będziemy wychodzić, kazali mi to przekazać.
-Jasne..
Nie był zbytnio rozmówny, no ale co poradzić. W końcu zeszliśmy na dół i poszliśmy na plażę, zachód słońca był mega..spędziłam tam większość siedziałam na jakimś pniu a Maciek na drugim końcu jak zwykle klikał w komórkę. Po kolacji wróciliśmy do hotelu na noc..
No nareszcie dodałam, wiem, że dość późno ale ta nauka i jeszcze takie inne problemy i nie było czasu, jutro postaram się dać kolejny. Pzdr:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
