Powered By Blogger

niedziela, 14 listopada 2010

Rozdział15

Oskar wyszedł z łazienki.
-Ej powiedz mi coś o sobie.
-No to, ma imię to wiesz jak mam, 16 lat, lubię bmx, muzykę. No ale powiedz mi też coś o sobie.
-Nicole, 16 lat ogólnie to lubię to co ty, Max też lubi jeździć. Mają tu nawet z kolegami taki skatepark, możemy tam jutro wpaść jakbyś chciał.
-Spoko.
-A ty jesteś głodny ?
-W sumie to bym coś zjadł.
-Ok, to siedź tu przyniosę ci coś.
-Dzięki.
Zeszłam na dół.
-Hej tato mamy coś do jedzenia?
-Jasne, odgrzej sobie obiad Amandy.
-Ok.
Wróciłam na górę.
-Masz, obiad mojej siostry, masz szczęście, że nocuje u kumpeli.
-Dzięki bardzo, siadaj.
Gadaliśmy i śmialiśmy się całą noc.
-Ty nie jesteś śpiący ?
-W takim towarzystwie nie. A jak cię nie było to dzwonił telefon.
-O to Max, muszę oddzwonić.
-Hej Max no jak tam co chciałeś?
-Mad już urodziła.
-Naprawdę? Super a chłopiec czy dziewczynka?
-Dziewczynka.
-Aha, to ty teraz możesz prędzej wrócić?
-Tak, właśnie myślę, że za 3 dni wrócę.
-No to super. Trzymaj się, pa
-Pa.
-Twój chłopak?
-Ta, a kiedy ty wyjeżdżasz?
-Za jakiś tydzień.
-To zdążycie się jeszcze poznać i pojeździć.
-No mam taką nadzieję.
-Teraz nie chcesz się przespać?
-Jest już 6, nie opłaca się.
-No fakt.
-To ja pójdę, się umyć i zdjąć te babskie ciuchy.
-Ok.
W czasie gdy się mył szukałam jakichś ciuchów (SPODNIE, BLUZKA, TRAMPKI, TOREBKA).
-No ja już jestem gotowy i dzięki za te ciuchy.
-Spoko, teraz ja idę.
Wykąpałam się, wyprostowałam włosy, umyłam i ubrałam.
-Pójdę na dół sprawdzić o której tata wychodzi do pracy.
-Ok
Zeszłam na dół.
-Tato o której wychodzisz?
-No za jakieś 10-15 minut.
-Ok.
Wróciłam na górę.
-Tata wychodzi za 10 minut, później my wyjdziemy.
-Ok.
-Dobra wyszedł, chodź.
Zeszliśmy na dół.
-Napijesz się czegoś.
-Jasne.
-Mam taki plan, pójdziemy na plażę, a potem do tego skateparku, co prawda Max'a nie ma ale jego koledzy pewnie tam są.
-Spoko.
Wypiliśmy, wzięłam torebkę i poszliśmy.
-Daleko ta plaża?
-Nie, blisko.
-To dobrze.
-Dlaczego ty byłeś wtedy w szpitalu?
-Rozciąłem sobie rękę.
-Ehm...
-Dobra, kto pierwszy na plaży.
Zaczęliśmy się się ścigać. Oskar dobiegł pierwszy.
-Ha! Pierwszy.
-To dlatego, ze nie mam kondycji.
-Chodź, pościgamy się jeszcze trochę.
Biegaliśmy wokół plaży.
-Dobra stop, mam dość.
-Tchórzysz?
-Osz ty!
W końcu go dogoniłam, przewróciliśmy się na piasek.
-Ej, koniec!
-Dobra.
Leżeliśmy sobie na plaży, słuchaliśmy szumu morza.
-Trzeba by wracać. Chłopaki pewnie już śmigają.
-Tu jest lepiej.
-Lubię tu przychodzić, myślę wtedy o mamie.
-Co się stało?
-Zmarła, była wtedy w ciąży.
-Tak mi przykro, może zamiast do skateparku pójdziemy na grób hm?
-Chciałabym, dzięki.
-Nie ma za co, a teraz wstawaj idziemy.
Dotarliśmy na cmentarz.
-To tu.
-Ładnie tu, ten las jest super.
-Taaa.
-Zapaliliśmy znicz i usiedliśmy na ławce.
-Brakuje ci mamy co?
-I to bardzo, chciałabym się jej zwierzyć kiedy mam jakiś problem. Teraz mówię o wszystkim Max'owi no i przyjaciółce.
-O przyjaciółka, chętnie poznam.
-Spoko, ale zajęta.
-Ehm...żartowałem.
-To co idziemy? Może lasem?
-Ok.
Spacerowaliśmy sobie tak z 2 godziny.
-Hej a ten skatepark to daleko?
-Nie 2 minuty drogi stąd.
-To może tam jednak pójdziemy?
-Pewnie.
Po drodze spotkaliśmy Ros i Dave'a.
-Hej, co wy tu robicie?
-Siema, idziemy właśnie do skateparku.
-A kto to jest? Nicole czy ja o czymś nie wiem?
-To kumpel ze szpitala.
-A rozumiem, sory. Dave właśnie tez idzie pojeździć, może pójdziemy razem?
-Spoko.
Chłopcy sobie jeździli, a ja opowiedziałam Ros jak on się tu znalazł.
-Łoł no ciekawa historia.
-Ta..wiem. Dobrze, że jest chociaż miły.
-No jasne, i nie oszukujmy się ładny.
-Ros, proszę cię.
-Dobra sory, a kiedy wraca Max?
-No właśnie wczoraj dzwonił, że za jakieś 3 dni, bo Mad już urodziła.
-Jasne? Super a chłopiec czy dziewczynka?
-Dziewczynka.
-No to fajnie.
-Hej Nicole ja będę już wracał do domu, zasiedziałem się.
-Ok to ja cię odprowadzę.
-Nie, ja cię odprowadzę.
-No dobra, to nara Ros.
-Pa.
Doszliśmy do domu.
-Hej dzięki, fajny dzień to był. No i dzięki za to, że mnie przechowałaś.
-Spoko.
-Spotkamy się jutro?
-Jasne czemu nie, masz tu mój numer fona.
-Ok dzięki, zadzwonię na pewno.
Dał mi buziaka w policzek i poszedł do domu.....

Mam nadzieję, że się podobało bo pisane z małą przeszkodą...

sobota, 13 listopada 2010

Rozdział 14

W tv mówili o wypadku jakiegoś samolotu, od razu złapałam telefon i zadzwoniłam do Max'a. Nie odbierał.
Strasznie się denerwowałam, ze 20 razy do niego dzwoniłam. Nie mogłam tak siedzieć w domu, wybiegłam z niego i poszłam do taty.
-Tato, w wiadomościach mówili o jakimś wypadku  samolotu, strasznie się boje, Max przecież dzisiaj leciał. Dzwoniłam do niego i ...
Zadzwonił mój telefon,
-Halo?!
-Hej to ja Max, sorki, że nie odbierałem ale fon mi padł. Teraz jestem już w hotelu i podłączyłem do ładowania. Coś się stało?
-Max! Ja się tak o ciebie bałam!
-Ale dlaczego?
-W wiadomościach mówili o wypadku jakiegoś samolotu, myślałam, że to ten którym leciałeś!
-Właśnie na lotnisku było straszne zamieszanie, pewnie dlatego. Ale nie martw się już, jestem cały i zdrowy.
-Strasznie się bałam, że mogę cię stracić.
-Już wszystko dobrze, chciałbym cię teraz przytulić.
-Ja cię też. Kiedy wrócisz?
-Nie prędzej niż za 2 tygodnie.
-A co z Mad?
-Jest w szpitalu, bo ciąża jest zagrożona.
-Trochę mnie przerasta ta cała sytuacja, czemu nie może cię być tu. Przecież ona ma rodzinę tam u siebie, dlaczego ty musisz tam być.
-Dobrze, muszę ci to powiedzieć, Mad ma tą samą grupę krwi co ja, i musiałem oddać dla niej.
-Ok ale po co tam siedzisz?
-Jeśli będzie potrzebna, będę musiał dać więcej,  a lekarz mówił, że Mad ma termin za 2 tygodnie. A krew potrzebuje, bo miała silne skurcze i dużo jej straciła, co ja ci będę opowiadał to nic ciekawego.
-Ta..wracaj szybko, proszę cię.
-Postaram się najszybciej jak się da. Pa kochanie.
-Pa
Wróciłam do taty,
-Hej no i jak tam?
-To nie był ten samolot, chyba wrócę już do domu.
-Ok, ja będę za około 2 godzinki, pa.
Do domu, droga strasznie mi się dłużyła. Była 2 w nocy, a mi w ogóle nie chciało się spać. Pamiętam jak chodziliśmy tędy jak nie byłam jeszcze z Max'em. W końcu dotarłam do domu. Wyciągnęłam klucze z torebki i zobaczyłam siedzącego na progu jakiegoś chłopaka.
-Ej co ty tu robisz?
-Nie pamiętasz mnie? (Oskar)
-Nie...
-Wtedy jak płakałaś w łazience w szpitalu...to ze mną rozmawiałaś.
-Po co tu przyszedłeś?
-Chciałem pogadać.
-O czym? My się nie znamy.
-Chciałem po prostu spytać jak się czujesz.
-Dobrze..
-Cieszę się,
-Dobra, chodź wejdź do domu.
-Dzięki.
-Napijesz się czegoś?
-Może soku.
-Ok, siądź sobie na kanapie.
-Ok.
-Masz..
-Dzięki.
-Mamy 2 godziny, bo później przychodzi mój ojciec z pracy,  więc co chciałeś?
-Chciałem cię zobaczyć.
-Jak mam to rozumieć?
-Bobra nie ważne..
Czas szybko zleciał i tata wrócił.
-Mój tata wrócił, chodź szybko do mojego pokoju.
-Córciu wróciłem.
-Masz tu siedzieć zaraz wrócę.
-Tak tato, jak tam w pracy?
-Wszystko dobrze, idź już spać bo późno.
-Dobrze, dobranoc.
Poszłam do pokoju.
-Będziesz tu dzisiaj spał, ale jak mój ojciec cię zobaczy urwę ci głowę.
-Nie no spoko, gdzie mam spać.
-Na łóżku, ja i tak nie zasnę więc mogę ci je odstąpić na jedną noc.
-Ja też teraz nie zasnę.
-Co ty do mnie masz?
-Bo ja..dobra nie ważne. pójdę do łazienki..
Usiadłam na łóżku i myślałam o nim..co on może chcieć......

czwartek, 11 listopada 2010

Rozdział 13

Gdy się rano obudziłam Max'a przy mnie nie było. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam na dół.
-Hej skarbie, gdzie tak pędzisz?
-Nie było cię, myślałam, że sobie poszedłeś.
-W życiu, a teraz idź się ubrać bo naleśniki wystygną.
Ubrałam (ZESTAW) i zeszłam zjeść.
-Idziemy dzisiaj do skateparku? Ostatnio trochę chłopaczków zaniedbałem, muszę im to zrekompensować.
-Jasne, ale o której?
-No jak zjesz.
-Dobra to na 2 godziny bo potem jestem umówiona.
-A z kim jeśli można wiedzieć?
-Z Ros.
-Dobra, to chodź, zbieramy się, a o której będziesz?
-Myślę, że za jakieś 4 godziny, bo się umówiłyśmy na zakupy. Na obiad mogę coś kupić.
-Spoko, a twój ojciec o której wraca?
-Jak zwykle późno, pewno w nocy. A Amanda siedzi u koleżanek więc mamy ją na cały dzień z głowy.
-To chodź wychodzimy.
 Po dwóch godzinach spędzonych w skateparku poszłam spotkać się z Ros.
-Hej, jak noga?
-Siema, no już dobrze.
-To fajnie, idziemy na te zakupy?
-Jasne.
Ja kupiłam (BLUZKA, SPODNIE, CZAPKA,), a Ros kupiła ( ZESTAW).
-Idziemy coś zjeść?
-Jasne
Zamówiłyśmy sobie kurczaka frytki i surówkę, (JEDZENIE), wzięłam też dla Max'a, taty i Amandy na wynos.
-Dzięki za zakupy, ja muszę już wracać.
-Ok nara.
Wróciłam do domu, zastałam tam tatę.
-Co ty tu robisz tak wcześnie?
Straciłem pracę.
-Dlaczego?
-Źle zdiagnozowałem jedną kobietę.
-Tato tak mi przykro.
-Nie martw się córeczko, znajdę inną pracę, lepiej pokaż co tam masz w tej siatce.
-Parę ciuchów i obiad dla was.
-O to daj jestem głodny jak wilk.
-Przygrzeję ci.
Wrócił Max, jemu też dałam, później poszedł wziąć prysznic.
-Słuchaj będę musiał wyjechać na jakiś tydzień, do Mad.
-Jasne rozumiem, a ona jest w tej ciąży?
-Jest.
-A kiedy wyjeżdżasz?
-Dziś wieczorem.
-Będę tęsknić,
-Ja też, ale wrócę szybko.
Nadszedł wieczór, pożegnałam się z Maxem i pojechał, ja oglądałam wiadomości w tv, teraz żałuje, że włączyłam telewizor...

Wiem krótki, ale jakoś ostatnio nie mam weny i sory że tak długo nie dodawałam, buziaki :***

sobota, 6 listopada 2010

Rozdział 12

Obudziłam się w szpitalu..byli przy mnie tata i Amanda.
-Gdzie ja jestem..?
-W szpitalu.
-Co się stało? Gdzie jest Max?
-Karetka odwiozła cię z tej imprezy. Max..no nie wiemy, pewnie przyjdzie później.
-Kiedy mnie stąd wypiszą?
-Zaraz przyjdzie lekarz wszystko ci powie.
-Dzień dobry, Nicole tak?
-Tak kiedy stąd wyjdę?
-Myślimy, że za 2 dni.
-Dlaczego ja tu jestem?
-Z badania krwi wynika, że ktoś dosypał pani do soku narkotyków.
-Co?! Kto mógł to zrobić?!
-Proszę się uspokoić, narkotyk został już usunięty z pani organizmu, jak powiedziałem za 2 dni panią wypiszemy. Teraz niech pani odpoczywa. Do widzenia.
-Tato wiesz coś o tym kto mi to wsypał?
-Nie córciu, słuchaj my musimy iść do domu. Zaprowadzę Amandę do sąsiadki, ja zaczynam dyżur o 3 to przyjdę do ciebie. Teraz odpoczywaj, pa
-Pa.
Zastanawiałam się gdzie Max..Była 2, podali mi obiad. Jakieś klopsy 2 ziemniaki( JEDZENIE), zjadłam trochę, bo nie byłam głodna. Przyszedł Max.
-Hej, jak się czujesz?
-Dobrze, za dwa dni mają mnie wypisać, powiedz mi szczerze czy wiesz coś o tym dlaczego tu jestem.
-Nie, poszedłem po picie, i jeszcze do toalety gdy wróciłem nie było cię, dzwoniłem...
-Nie kłam nie dzwoniłeś, sprawdzałam. Co się z tobą ostatnio dzieje Max?!
-Nic.
-Jesteś inny niż zwykle, nie jest tak jak kiedyś, nie jestem głupia to da się zauważyć!
-Spieszę się, cześć.
-Max!
Przyszła do mnie Ros, bo leżała w tym samym szpitalu
-Hej jak się czujesz?
-Lepiej a jak twoja noga?
-Już dobrze, za jakiś czas mają mnie wypisać. Idę coś zjeść, idziesz ze mną?
-Nie dzięki nie jestem głodna.
-Ok, to trzymaj się paa
-Cześć.
-Poszłam do łazienki, płakałam. Podszedł do mnie jakiś chłopak.
-Hej stało się coś?
-Nie! Idź sobie!
-Dobrze..
Wróciłam do sali, tata mnie szukał, nie zauważył mnie. Schowałam się w łazience. tata mnie tam szukał.
-Nicole! Nicole, widzę twoje buty wyjdź..
-Co?
-Był Max?
-Był..
-Nie będę cie wypytywać skoro nie chcesz.. chciałem ci tylko powiedzieć, że kończę dziś dyżur o 2 w nocy i doktor pozwolił cię już wypuścić, idź się spakować.
-Dobra..
Spakowałam się, przynieśli mi kanapki, nie tknęłam ich. Leżałam na łóżku, chciałam do niego zadzwonić, coś mnie trzymało. Była już 12. Max przyszedł, zdziwiłam się.
-Co ty tu robisz.
-Przepraszam.
-Za co?
-Za moje zachowanie, Mad jeszcze się źle czuła. Zabrałem ja do szpitala, okazało się, że jest w ciąży. Matka po nią przyjechała..było niezłe zamieszanie.
-No pewnie tak, chodź usiądź obok.
-Ok.
-Mają mnie wypisać o 2.
-Zostanę te 2 godziny.
-Naprawdę?
-A jak mógłbym nie zostać?
-Siadaj
Dochodziła 2, tata po mnie przyszedł.
-Jesteś goto.. Max?
-Dzień dobry panu.
-Witaj, to jesteś gotowa?
-Tak,
-Wezmę twoje rzeczy,
-Dzięki Max.
W domu zgłodniałam, Max zrobił dla mnie i taty frytki. Zjedliśmy, a potem Max został  u mnie.
-Nie chce ci się spać?
-Chce, ale nie mogę zasnąć. Boję się, że to wszystko sen, że jak się obudzę to cie nie będzie.
-Będę, obiecuje. A teraz śpij, musisz wypocząć. Pójdę do łazienki.
-Dobranoc.
Gdy Max wrócił, poczułam, że leży koło, byłam taka szczęśliwa...

piątek, 5 listopada 2010

Rozdział 11

Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Max'a. Usiadł koło mnie.
-Muszę wyjechać
-Dokąd?
- Do dziadków, na Florydę.
-Coś się stało?
-Yyy..dziadek jest w szpitalu i muszę tam wyjechać z rodziną.
-Dlaczego nie powiedziałeś prędzej?
-Nie wiem, słuchaj muszę lecieć, pa
-Pa.
Wstałam i poszłam do domu przygnębiona, nie dzwonił, a moich telefonów nie odbierał. Amanda była u koleżanki, tata w pracy siedziałam sama jak palec. Chciałam się z nim spotkać pogadać tak jak jeszcze wczoraj..Zadzwonił telefon, pobiegłam do pokoju tak szybko, że bym się przewróciła.
-Max?!
-Yyy nie.. tu tata, chciałem ci powiedzieć, że wrócę dopiero nad ranem. Mam teraz ważną operacje i pewnie będzie długo trwała.
-Dobra,
-A Amanda zostaje na noc u tej koleżanki?
-Tak pójdę jutro po nią koło 3.
-Ok, to pa, kolorowych snów.
Nie mogłam zasnąć. Zadzwonił telefon, tym razem sprawdziłam kto dzwoni. Był to Max..
-Cześć Nicole, słuchaj bądź jutro o 10 w skateparku, muszę ci coś powiedzieć.
-Ok, będę
-Dobranoc
-Max, czekaj co się dzieje?
-Jutro wszystko ci wyjaśnię, cześć.
Nazajutrz wstałam już o 8, umyłam się i ubrałam (UBRANIA). Tata wrócił i poszedł się położyć, ja wyszłam.
Max był już na miejscu.
-Hej
-Siemka
-Chciałem cię przeprosić za moje zachowanie, nie wiem co sie ostatnio ze mną dzieje.
-Martwiłam się o ciebie.
-Tak wiem, nie powinienem tego robić, po prostu...
-Powiedz co się stało.
- Dziadek jest w kiepskim stanie no i wiesz..
-Będzie dobrze.
-Chciałbym w to wierzyć, muszę już lecieć obiecałem pomóc mamie w obiedzie.
-Jasne, to pa
Daliśmy sobie buziaka i poszliśmy w swoją stronę. W domu zrobiłam obiad i zjadłam z tatą, później poszłam po Amandę. Dałam jej obiad, i poszłam do siebie. Zadzwonił Max i spytał czy nie poszłabym na imprezę, zgodziłam się, miał być za godzinę, więc poszłam się przygotować. Ubrałam (UBRANIA), wyprostowałam włosy i czekałam na Max'a przed domem. Na imprezie było bardzo fajnie, tańczyliśmy.
-Kochanie chcesz coś do picia?
-Jasne, może być cola.
-Poczekaj tu zaraz wrócę
-Ok.
Po wypiciu zrobiło mi się niedobrze, i zemdlałam. Nie wiem co było potem...


Rozdział pisany bardzo długo bo nie miałam pomysłu na nic.

czwartek, 4 listopada 2010

Rozdział 10

Osoba mówiła "Jeśli nie zostawisz Max'a w spokoju, będziesz mieć ze mną do czynienia.." Osoba się rozłączyła. Wywnioskowałam, ze był to głos kobiety. Przestraszyłam się tego, mimo to położyłam się spać.
W nocy kompletnie nie mogłam spać..Wstałam z łóżka koło 7, wszyscy jeszcze spali, ja zrobiłam sobie herbatę i poszłam do siebie. Ubrałam się (UBRANIA). Siedziałam przy oknie i wpatrywałam się we wschodzące słońce. Nagle zobaczyłam jakąś kobietę, która wpatruje się w mój dom, podejrzewałam, że to ona mogła do mnie wczoraj dzwonić...po chwili odeszła. Słyszałam, że Amanda i tata już wstali więc do nich zeszłam.
-Zrobić wam jajecznicę...?
-Jasne
Zrobiłam i im podałam, ojciec zauważył, że coś jest nie tak.
-Amanda zjadłaś już?
-Tak
-To idź pobawić się na dwór
-Dobrze.
-Córcia co się stało?
-Dzwoniła do mnie jakaś kobieta i powiedziała, że jak nie zostawię Max'a w spokoju to będę mieć z nią do czynienia..
-Musisz powiedzieć o tym Max'owi.
-Tak wiem, powiem, pójdę się z nim spotkać
Umówiłam się z nim o 12 na plaży ( PLAŻA).
-Hej jestem już
-Cześć.
-Coś się stało ?
-Nie nic..mów po co chciałaś się spotkać.
-Długo się zastanawiałam czy ci o tym powiedzieć, ale tata poradził mi bym to zrobiła...wczoraj zadzwoniła do mnie jakaś kobieta i powiedziała, że jeśli cię nie zostawię, to będę miała  z nią do czynienia.. później zauważyłam, że jakaś kobieta stała pod moim domem, nie znam jej. Wiesz może coś na ten temat ?
Max nie odpowiedział, wstał i odszedł.. nie miałam pojęcia co się stało, wołałam go, ale on nie reagował. Skuliłam się i siedziałam tam do wieczora. Nagle ktoś mnie zaczepił...

wtorek, 2 listopada 2010

Rozdział 9

W drzwiach zobaczyłam policję, a z nimi moją siostrę.
-Dzień Dobry, czy pani jest jej siostrą?
-Tak jestem.. co się stało?
-A jest w domu jakiś pełnoletni członek rodziny?
-Nie, nie ma tata wróci dopiero koło 22.
-No, dobrze w takim razie, przyprowadziliśmy ją bo paliła paliła papierosy przed szkołą.
-Co?! Amanda..co ty wyprawiasz do cholery?! W tej chwili do swojego pokoju, zaraz tam przyjdę.
-Dobrze, to my już pójdziemy. Do widzenia.
-Do widzenia
-Max.. jak Ros i Dave przyjdą otwórz im proszę i zajmnij się nimi..muszę z nią pogadać
-Dobrze skarbie, idź ja się wszystkim zajmnę
-Dzięki.
Poszłam do pokoju Amandy, siedziała na łóżku, wyglądała jakby była obrażona..
-No to teraz mów, dlaczego to zrobiłaś?
-Bo tak..
-Amanda mów w tej chwili, wiem, że nie chcesz żeby ojciec się dowiedział, ale mi powiedz...
-Chciałam spróbować..
-Masz dopiero 10 lat! Co ty sobie wyobrażasz, że jesteś dorosła?!
-Nie, po prostu nie daje sobie rady bez mamy, nie mogę się przyzwyczaić  do tego, że jej nie ma! Nic nie rozumiesz!
-Jak możesz tak mówić, przecież mi jej tez brakuje!
Amanda zamknęła się w łazience..Ja zeszłam  na dół
-A gdzie jest Ros i Dave?
-Dave dzwonił, mówią że nie przyjdą, do Maroka też nie jadą..
-Dlaczego..?
-Ros złamała nogę, to coś poważnego, powiedział, że przełożą ten wyjazd, aż Ros będzie w formie.
-No pięknie ciekawe co jeszcze się stanie..
-Już nic, chodź usiądziemy na tapczanie..
Max wziął mnie za rękę i siedzieliśmy na tapczanie. Nagle przyszła Amanda..
-Nicole..przepraszam, poniosło mnie, już nigdy tego nie zrobię, nie posłucham ich...
-Kogo?
-Tych dziewczyn...
-Mów jakich
-Jedna to Emily siostra Daev'a a druga to taka Patricia z domu dziecka.
-Siostra Dave'a? wtrącił Max
-Tak..
-Idź spać siostra.. do jutra
-Dobranoc..
-Ech, martwię się o nią Max..
-Obiecała, ze nigdy tego nie zrobi
-Wierzę, jej, ale wiesz
-Rozumiem cię..
Siedzieliśmy tak z 2 godziny, później Max poszedł do domu..Ja zajrzałam do Amandy spała już. Czekałam na tatę, postanowiłam, ze mu nic nie powiem, o ile to się więcej nie powtórzy. Dałam mu obiad i poszłam do siebie. Weszłam jeszcze na komputer, popisałam z Adamem.  (ADAM)
Powiedział, że jutro o 10 spotykają się z Max'em w skateparku i czy bym nie przyszła. Zgodziłam się. Poszperałam w szafie i znalazłam fajne ubrania na jutro ( ZESTAW)
Poszłam do łazienki wziąć kąpiel i umyć włosy..Odgrzałam sobie spagetti, bo zgłodniałam, pooglądałam gazety i zrobiłam się senna więc poszłam spać, zanim się położyłam zadzwonił telefon, był to jakiś nie znany mi numer odebrałam i telefon wypadł mi z ręki...

Mam nadzieję, że się podobało :)