Powered By Blogger

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Rozdział 55

-Tato co się stało?!
-Niki ty..jesteś w ciąży.
-Co?!
Kompletnie mnie zamurowało nie wiedziałam co powiedzieć, siedziałam na tym łóżku w ogóle nie słuchając taty. Byłam przerażona, to musiało sieć się na tej imprezie...Jake mnie okłamał. Tata zostawił mnie samą a ja czekałam na Jake'a. W końcu przyszedł:
-Hej, jak tam ?
-Jestem w ciąży.
-Co ty gadasz?!
-Co się tak dziwisz, okłamałeś mnie!
-W czym?
-Coś się stało na tej imprezie a ty liczyłeś, że się nie dowiem i wszystko ukryjesz a tu niespodzianka hm.
-Niki..
-Zamknij się! Nie chcę z tobą gadać, idź stąd! A tak mi przysięgałeś, ja uwierzyłam!
-Niki daj mi coś powiedzieć!
-No proszę, czekam.
-Ja na prawdę nie wiem kto to mógł zrobić, ja na pewno nie!
-Dobra..idź już.
Wyszedł bez słowa...
Pielęgniarka potem dała mi coś na uspokojenie, nie mogę tego brać za dużo...
Potem zostałam sama z tysiącami myśli, nie mogłam wyobrazić sobie siebie jako rodzica. Mam dopiero 17 lat to nie może być prawda...Wciąż wierzyłam w to, że za chwilę się obudzę, że w rzeczywistości będzie inaczej..
Drugą sprawą było to kto jest ojcem..nie miałam bladego pojęcia, było tam tyle chłopaków..
Gdyby test wykazał pozytywny wynik wszytko było by inne..wiedziałabym przynajmniej , ale nie on musiał mnie okłamać zresztą nie on jeden.. To wszystko było jedno wielkie kłamstwo, ta przyjaźń to uczucie które niby się narodziło. Mieli mnie za niedługo wypisać, ale mnie to jakoś najmniej teraz interesowało.
Przez głowę przeszłą mi nawet myśl aborcji...To nie powinno się zdarzyć. Ciąża-przerwanie nauki, nowe obowiązki nie wiem jak sobie poradzę. Teraz chciałabym tylko wrócić do domu i pobyć sama...


Tak wiem krótki, ale nie miałam pomysłu kolejny bd chyba dopiero w weekend bo teraz szkoła i ten nowy plan wrr -.-. .Pzdr:*

piątek, 28 stycznia 2011

Rozdział 54

-Co?!
W tym samym momencie zrobiło mi się słabo.
-Niki!-usłyszałam wołanie Jake'a
Ani się obejrzałam a już znalazłam się na podłodze. Podobno dali mi jakieś leki na uspokojenie, tylko tyle usłyszałam zanim zemdlałam. Po ocknięciu byli przy mnie tata, Jake i pielęgniarka sprawdzająca kroplówkę.
-Córciu, lekarze powiedzieli że musisz zostać tu parę dni.
Kolejny raz to samo..nie pamiętam ile razy już tu byłam.
-Jasne...
-Nie martw się teraz musisz odpoczywać.
-Jak mam się nie martwić tato? Mogą mi amputować rękę!
-Uspokój się, będziemy się starać żeby do tego nie doszło.
-Dobra..mogę teraz zostać sama?
-Dobrze, przyjdę za godzinę.
-A ja mogę zostać?-spytał Jake.
-No możesz...
-Może ci coś przynieść?
-Nie dzięki, mam tylko prośbę możesz powiedzieć dziewczynom że tu jestem? Nie mam siły do nich dzwonić.
-Jasne, powiem im jutro w szkole,a do Alex zadzwonię.
-Dzięki.
-To pójdę na korytarz.
Byłam tak słaba, że nawet nie mogłam chwycić kubka z wodą. Nagle stałam się zdana na pomoc innych.
-Ok, zrobione.
-Dzięki, mógłbyś podać mi jeszcze kubek z wodą?
-Jasne, masz.
-Dzięki, możesz iść do domu, nie musisz tu siedzieć.
-Jeszcze chwilę zostanę, potem będę musiał iść pouczyć się na jutro.
-Ok, to pa
-No pa, będę jutro.
-Ok..
Kolacji szpitalnej jak zwykle nie zjadłam,zmęczona zasnęłam.
Rano obudziło mnie ćwierkanie ptaków zza okna i oczywiście pielęgniarka. Tata po zawale czuł się już dobrze i mógł wrócić do pracy więc został moim lekarzem prowadzącym. Zmienili mi kroplówkę i dali nową porcję maści. Pielęgniarka powiedziała, że rana musi pooddychać więc za godzinę zdejmnie mi bandaż. Denerwowałam się trochę wynikami badania krwi, miały być o 1. Przez cały ranek się nudziłam.  Nie wierzę że to mówię ale chciałabym być teraz w szkole. Wolę już słuchać baby z chemii niż tu leżeć i czekać na wiadomość która może zrujnować mi życie. Dochodziła 1, najpierw tata miał się zapoznać z wynikami a potem ja. Gdy tata przyszedł miał straszną minę. Wystraszyłam się, że jednak czeka mnie ta amputacja.
-Tato? Co się stało? Będę musiała mieć tą amputację?
-Nie, amputacji nie, ale..
-Co się stało tato?
Nie miałam pojęcia co mogło wyjść w tych wynikach, denerwowałam się jeszcze mocniej.
-Niki ty...


Kolejny z serii krótki xD Jak napiszę to dam a jak nie to może jutro, teraz będą rzadziej bo szkoła się zaczyna. Pzdr:*

środa, 26 stycznia 2011

Rozdział 53

W nocy nie mogłam spać, obudziłam się po dwóch godzinach spędzonych w łóżku. Było to spowodowane silnym bólem ręki, nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego.. Poszłam do kuchni i przyłożyłam sobie lód, wzięłam dwie tabletki i czekałam aż przejdzie. Bez skutku. Była już 7:30.
-Hej córciu ty jeszcze nie wyszłaś?
-Nie mogę iść...
-Dlaczego? Coś się stało?
-Strasznie boli mnie ręka.
-Pokaż
-Przykładałam już lód, wzięłam tabletki, ale to na nic.
-Zostaniesz dzisiaj w domu, zadzwonię zaraz po lekarza.
-Dzięki
Lekarz  miał być za pół godziny,
-Dzień dobry panu.
-Witam, proszę córka już czeka.
-Dzień dobry Niki, co się dzieje?
-Boli mnie ręka.
-Prawa?
-Tak..
Lekarka obejrzała rękę i od razu wszystko wiedziała.
-No tak chyba wiem dlaczego.
-Ym..
-Dostaniesz zastrzyk powinien pomóc.
-Dziękuję.
Poczułam lekkie ukłucie, później lekarka owinęła mi rękę bandażem i poszła. Ja ze zmęczenia się położyłam. Obudził mnie sms:
"-Gdzie jesteś? ;(" -Jake
-Źle się czuję, sory...
Nie miałam siły na wyjaśnienia, ale cieszę się że się martwił..
Spałam do 12, nie miałam siły wstawać z łóżka. W końcu z trudem zwlokłam się z niego. Zrobiłam sobie herbaty, na szczęście ból był mniejszy. Alex dzwoniła w sprawie zeszytów, wszystko jej wyjaśniłam.
Dziś obiad musiała zrobić Amanda, mam nadzieję, że nas nie potruje. Siostra zjadła z tatą zupę  z paczki, ja nie byłam jeszcze głodna. Po szkole przyszedł do mnie Jake.
-Hej, co się stało? Czemu nie byłaś w szkole?
-Chodź usiądziemy. Chcesz zupy?
-Nie dzięki..
-Nie byłam bo..
Nie zdążyłam dokończyć bo nagle otworzyły się drzwi w których był Max.
-Cześć kochanie!-zaczął krzyczeć.
Był mocno nachlany...
-Co ty robisz?!-wydarłam się na niego.
Wszyscy domownicy naraz się zbiegli.
-Wynoś się!-krzyknęłam.
-Spokojnie kochanie-powiedział tata.
Wstałam z krzesła i wypchałam go za drzwi ze skutkiem mocnego bólu ręki.
-Ał!
-Co się stało?
-Moja ręka..
-Muszę zabrać cię do szpitala!
Nagle zemdlałam obudziłam się dopiero po kolejnym ukłuciu, tym razem pobierali mi krew, a na ręce widniała duża warstwa białej maści która zaraz miała zostać przykryta bandażem.
-No to już, krew pobrana a wyniki będą jutro.
-Dziękuję..
W tym czasie ojciec rozmawiał z lekarzem. Wyraźnie było słychać, że się kłócą. Powoli wstałam z krzesła i weszłam tam.
-O co się tak kłócicie?
-Chyba trzeba będzie jej powiedzieć.
-O czym?-spytałam przerażona?
-Jeśli bóle nie ustąpią i stan ręki się nie poprawi będziemy musieli amputować rękę...

Krótki ta..teraz chyba wszystkie takie będą bo nie mam już za bardzo pomysłów co tam pisać. Chyba nie długo zakończę to opowiadanie. Ale dzisiaj jak skończę będzie jeszcze jeden rozdział. Pzdr:*

niedziela, 23 stycznia 2011

Rozdział 52

Rano dzień jak co dzień, jedynym wyjątkiem było to, że miałam do szkoły na 11. Wstałam o 9, poszłam sie umyć i ubrać. Potem zjedliśmy w trójkę śniadanie, oglądałam tv. Czas szybko zleciał, spakowałam kanapki i picie do torby i wyszłam. Na chemii była niezapowiedziana kartkówka, kompletnie nic nie umiałam, ale coś tam napisałam, zresztą jak zwykle. Przerwy dzisiaj spędziłam z Ros, bo Alex się rozchorowała. A Jake? No tak z nim też gadałam..Na wf jak zwykle się obijałam, graliśmy w piłkę ręczną a to lubię na wf-ach najbardziej. Potem jeszcze 2 lekcje i do domu. Przyszłam to robiłam obiad, później wspólnie zjedliśmy. Dowiedziałam się że Alex nie przyjdzie już do końca tygodnia do szkoły. Po południu wzięłam się za odrabianie lekcji. Gdy wzięłam się za pisanie rozprawki zadzwonił dzwonek do drzwi, z racji tego, że tata na razie nie może chodzić a Amanda oczywiście nie otworzy zbiegłam na dół sama.
-Jake? Yy..hej
-No hej, co tam ?
-Męczę się z rozprawką.
-Mogę temu jakoś zaradzić.
-Niby jak?
-Porywam cię na spacer.
-Ale ja muszę to napisać.
-Napiszesz, potem ci pomogę.
-Dobra, czekaj powiem tylko tatowi.
Spacerowaliśmy sobie, nagle Jake zaproponował żebym poszła kupić sobie jakiś ciuch. Kupiłam bluzkę.
Trochę zaskoczył mnie jego pomysł ale mi się spodobał. Cały czas jednak w głowie siedziała mi ta rozprawka. Starałam się wymyślić co mogę napisać. Na próżno. On mnie tak dekoncentrował...
-Jeździsz na czymś?-spytałam z nienacka
-No tak, na desce.
-Aha, fajnie.
-Hej uśmiechnij się, nie myśl już o tej rozprawce, razem się z nią rozprawimy hm?
-Ok, dzięki.
Spotkaliśmy po drodze tego plastika.
-Ej Niki możemy przez chwile udawać przed nią parę, proszę cię.
-Jasne.
Laska zatrzymała się przy nas a Jake objął mnie w tali. Lasce od razu zbladła mina.
-Hej, Jake co powiesz.
-Nic
-A ona?
-Niki? Moja dziewczyna.
-Od kiedy?
-To już chyba nie twój interes.
-Jak się tak kochacie to się pocałujcie.
Właśnie tego się obawiałam. No nic jak mus to mus. Zaczęliśmy się całować na jej oczach, muszę przyznać, że wyglądało to bardzo przekonująco, przynajmniej się starałam. Po "skończeniu" laska rzuciła tylko zimne "cześć" i odeszła.
-Dzięki.
-Spoko..tylko te całowanie..
-Więcej się to nie powtórzy.. 
-Nie chodzi o to..
-No ale dalej podtrzymuję to co wcześniej powiedziałem, bosko całujesz.
-Nie schlebiaj mi..jak każdy całuję i tyle.
-Nie, nie jak każdy..lubisz się ze mną całować?
-Jake..
-Odpowiedz, proszę.
-Dobra...lubię.
-Boisz się zakochać?
-Nie o to chodzi.
-Boisz się, że mógłbym cię skrzywdzić, ja cię rozumiem wiele już przeszłaś. Nie jeden ci pewnie obiecywał szczęście i inne tam..
-Z tym to masz rację, Max-mój pierwszy chłopak byliśmy ze sobą trochę, potem on wyjechał, zaczął mnie zdradzać, pewnego dnia wpadł pod pociąg dla mnie. Ja już z tych rozstań i powrotów nie wytrzymałam i od tego są te blizny o które kiedyś pytałeś. Potem dałam mu szanse, on znów ma inną, wróciłam tu dla ojca który miał zawał a on tam został z jakaś laską...Oskar-to w sumie był przyjaciel, ale też z nim chodziłam, wyjechał żebym mogła być z Max'em, potem tego żałowałam, przyjechał pod koniec wakacji bo dowiedział się, że mój tata miał zawał i go odwiedził, ale gdy ja przyjechałam z wakacji, on natychmiast wyjechał.
-Jestem twoim "trzecim"?
-W sumie to można tak powiedzieć..dawno się też nie widziałam z przyjacielem Adamem.
Jeździ na bmx tu w skateparku.
-O to fajnie może się wybiorę.
-Hm...Dobra zwijam się do chaty tą rozprawkę pisać.
-Nie potrzebujesz pomocy?
-Nie dzięki, poradzę sobie.
-No ok, do jutra.
-Pa
W domu z trudem napisałam tą rozprawkę, potem wzięłam kąpiel i poszłam spać...


Hm taki sb xD Heh jadę teraz do babci więc kolejny jutro. Pzdr:*

sobota, 22 stycznia 2011

Rozdział 51

-No odpowiedz no!
-Nie krzycz..zaraz u ciebie będę to pogadamy
-Ale..
Rozłączył się, a ja się popłakałam. Na pewno chciał powiedzieć, że jednak coś się stało. Nie wyobrażam sobie ze mogłabym być w ciąży. Dostałam sms żeby otworzyć.
-Dlaczego przyszedłeś? Nie mogłeś powiedzieć przez fona?
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo chciałem cię zobaczyć.
-Mów do rzeczy, stało się coś wtedy?
-Posłuchaj, między mną a tobą na pewno nic  a kimś innym nie mogę przysiąc ale raczej nie.
-Muszę iść do sklepu.
-Teraz?
-Tak teraz, czekaj tylko się ubiorę.
Jake poszedł ze mną, chyba się już domyślał po co. Wróciliśmy do domu, ja poszłam do łazienki a on czekał.
Po paru minutach wyszłam.
-No i co ?
-Wynik jest negatywny.
Przytuliłam się do niego, strasznie się wystraszyłam że mogłabym być w ciąży.
-Hej, nie bój się już, widziałaś wynik testu.
-Tak wiem, ale jakby on był inny...
-Nie myśl tak, jest tak jak jest i jest chyba dobrze nie?
-No w sumie..
-Co byś powiedziała na wypad na piknik hm?
-Jasne.
-To w sobotę hm?
-Ok, zrobię kanapki
-Super, ja zorganizuję jakieś picie. To w parku co tam przy fontannie?
-Dobra, nie musisz iść już do domu?
-Najchętniej to bym został tu na zawsze.
-Posłuchaj Jake...
-Tak wiem co chcesz powiedzieć nie mam u ciebie szans co?
-Nie o to chodzi strasznie cie lubię i w ogóle ale ja nie mogę się teraz zakochać.
-No to mam problem bo ja to już zrobiłem.
-Zawsze to ja byłam raniona, ja nie chcę tego robić szczególnie tobie.
-Nie będę cię do niczego zmuszał przecież wiesz..znamy się dopiero parę dni. Chcę tylko żebyś wiedziała, że zawsze możesz ze mną pogadać.
-Tak wiem, bardzo się z tego cieszę.
-Dobra..wiesz będę leciał chyba, do jutra w szkole.
-Jasne, pa
Daliśmy sobie buziaka w policzek i poszedł, ja położyłam się jeszcze spać.
Rano wstałam umyłam się, ubrałam się i wyszłam do szkoły. Dzisiaj 7 lekcji, okropnie nie chciało mi się iść. Na przerwach było nawet fajnie, rozmowy z Alexandrą i Jake'm. W domu jak zwykle obiad, rozmowy potem lekcje odrabiać i kolejny dzień dobiegł końca...


Wiem krótki, ale pisałam na szybko bo byłam na urodzinach od Madi :PP jutro możliwe że będzie następny ale nwm bo do babci jadę ale się postaram :D
I Kar najlepszego jeszcze raz :P

środa, 19 stycznia 2011

Rozdział 50 Jubileuszowy Heh :P

 W niedzielę jak co tydzień poszliśmy do Kościoła, ale dzisiaj bez taty. Później przygotowałam obiad. Musiałam potem spotkać się z Jake'm. Strasznie jest mi głupio za to co zrobiłam. Napisałam mu esa :
-"Możemy się spotkać?"
Po chwili odpisał
-"Jasne a gdzie?"
Odpisałam:
-"U mnie w domu za godzinę"
On:
-"Ok, pa"
Przebrałam się w wygodnie rurki i T-shirt i czekałam na niego. W końcu przyszedł.
-Hej wejdź.
-Cześć.
-Chodź na górę.
Weszliśmy
-Więc tak...
-Zanim coś powiesz ja chcę tobie coś powiedzieć. Nie mam ci za złe tego co się stało, nawet mi się to podobało. Nie wiń się to ja powinienem się winić. Nie byłem tak nachlany jak ty i powinienem coś zrobić. Nie powiem, że mi się to nie podobało bo podobało. Jesteś a przynajmniej mam nadzieję moja przyjaciółką. Trochę się rozgadałem heh..
-Nie wiem co powiedzieć, myślałam że będziesz miał mi za złe.
-Jak bym mógł mieć ci za złe taki pocałunek.
-Jaki?
Powoli zbliżył się do mnie i zaczęliśmy się całować.
-Właśnie taki.
-Y..napijesz się czegoś?
-Pewnie.
Poszłam na dół musiałam wyjrzeć przez okno, zrobiło mi się trochę słabo.
Po chwili poszłam
-Masz
-Dzięki
-Mam proźbę...pomógłbyś w zadaniu z fizy em..?
-Jasne, pokaż je.
W pewnym momencie spojrzeliśmy na siebie, szybko spuściłam wzrok udając że czytam ten zasrany wzór z fizyki.
-No to zobaczymy co tu mamy.
Zrobiliśmy to zadanie i Jake poszedł.
-To ja będę już leciał.
-Ta jasne, do jutra pa..
Delikatnie musnął mnie w policzek. Na chwilę odleciałam..na Ziemię sprowadziła mnie siostra wołająca, że mam otworzyć drzwi pielęgniarce.
-Dzień dobry, to dom Państwa Simons?
W oddali widać było jeszcze Jake'a
-Halo, przepraszam czy to...-
-Tak, przepraszam, proszę wejść.
Kompletnie się zagapiłam. Nie mogę się zakochać! Nie! Poszłam zrobić im herbatę. Nagle zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam do toalety i zwymiotowałam. Wystraszyłam się cholernie. A jeśli coś zaszło? Nie mogłam dopuścić do siebie takiej myśli. Poszłam zanieść tą herbatę. Później spakowałam się, wykąpałam. Pielęgniarka poszła a Amanda z ojcem zjedli kolację, ja nie mogłam nic przełknąć. Poszłam do siebie i się położyłam. Po chwili chwyciłam telefon i mimo późnej pory zadzwoniłam do Jake'a
-Jake! Musze cię o coś spytać.
-O co chodzi?-spytał zaspany.
-Czy wtedy w tą noc na pewno nic nie zaszło ani między nami ani mną a kimś innym..?!

Heh jakiś krótki -.- ale myślę, że ciekawy. Miałam napisane w zeszycie a w ostatniej chwili coś zmieniłam heh..Taki jubileuszowy, dzięki że przez ten czytacie i jesteście ze mną. Pzdr:*

wtorek, 18 stycznia 2011

Rozdział 49

Dziś piątek, miałam na 10. Gdy byłam gotowa do wyjścia otworzyłam drzwi a  w nich stał Jake.
-Hej co ty tu robisz?
-Przyszedłem po ciebie.
To było miłe, te jego brązowe czy, ciepły głos. Takie przyjaciela właśnie potrzebowałam.
-Może wejdziesz?
-Nie dzięki, zaraz się spóźnimy do szkoły.
-No tak, to chodźmy.
Dzisiaj było 5 lekcji i trochę się dłużyły. Po przyjściu do domu zjadłyśmy obiad i pojechałyśmy do taty. Był już wybudzony ze śpiączki. Lekarze powiedzieli, że jutro będzie wypisany, ale do domu będzie musiała przychodzić pielęgniarka dawać zastrzyki. Ucieszyłyśmy się, że tata w końcu będzie w domu.
Wracając do domu spotkałam Ros.
-Hej idziesz dzisiaj na imprezę?
-U kogo?
-Taki jeden z klasy robi i kazał pozapraszać.
-Spoko, a o której?
-Przyjdę po ciebie o 7.30
-Ok, pa
-Pa
Wróciłam do domu i zaczęłam przekopywać szafę. Wybrałam bluzkę, spodenki i trampki. Zrobiłam lekki makijaż i wyprostowałam włosy. Wzięłam ze sobą Alex. Przyszła po mnie z Ros. Wyszłyśmy na imprezę. Gdy przyszłyśmy otworzyła nam jakaś laska, typowy plastik pomyślałam. Połaziłyśmy trochę potem Ros poszła do chłopaka. Nagle w tłumie ludzi dostrzegłam Jake'a. On chyba też mnie zauważył i podszedł.
-Hej fajnie, że jesteś.
-Siema, też się cieszę. To jest Alex, ale chyba już ją znasz.
-No tak, hej
-Siema.
-Przynieść wam coś do picia?-spytała Alex.
-Jasne-odpowiedzieliśmy chórem.
Pogadaliśmy i zauważyłam, że ten plastik nam się przygląda. W końcu podeszła.
-Hej co robisz misiu?
-Yyy..rozmawiam?
-Chodź może potańczymy.
-Nie dzięki.
-No chodź
-Nie!
-Dobra jak zmienisz zdanie to jestem na górze.
Chłopak miał wkurzoną minę.
-To twoja dziewczyna?
-Nie, ale za taką się uważa, nie przepadam za nią
-Nie dziwię ci się.
Ty jesteś inna
-No ja myślę.
Zaśmialiśmy się.
-Pójdziemy na dwór?-spytał.
-Jasne
Usiedliśmy na ławce.
-Fajnie mi się z tobą gada.
-Mi z tobą też.
-I pomyśleć, że znamy się tylko 3 dni
-No tak.

OCZAMI JAKE'A:
Jest taka ładna, chciałbym ją pocałować, ale nie mogę, tyle już wycierpiała przez tego chłopaka.
-Tu jesteście - krzyknęła Alex.
-Ta..
-Wszędzie was szukam a i Jake jakaś Anastazja powiedziała, że masz przyjść na górę.
-Nigdzie nie idę.Mam jej dość.
-To może się napijemy?
-Chyba to dobry pomysł-powiedziałam.
Wypiłam to co przyniosła Alex i jeszcze z 5 drinków. Po czwartym już nieźle wyrabiałam. Gdy wypiłam piąty nie pamiętam co było dalej.
Obudziłam się w domu, była 12 i cholernie bolała mnie głowa. Zadzwoniłam do Alex.
-Hej, możesz mi powiedzieć co się wczoraj stało?
-Em..nieźle pokłóciłaś się z tą laską Jake'a.
-Hm to nawet dobrze.
-Ona jest o ciebie chyba zazdrosna.
-Mnie? Dlaczego?
-Jakby to powiedzieć..ty i Jake sie do siebie zbliżyliście..
-Co?!
-Zaczęłaś go całować, żeby zrobić tej lasce na złość.
-O Boże..muszę do niego szybko zadzwonić.
-Hej, słuchaj strasznie cię przepraszam za wczoraj.
-Nie no spoko.
-Strasznie mi głupio.
-Daj spokój.
-Czy zaszło coś więcej niż całowanie?
-Jeśli chodzi ci o łóżko to nie.
-Uff.
-Nie dopuściłbym do tego nawet nachlany.
-Em..jeszcze raz cię przepraszam i muszę kończyć.
-Pa.
Poszłam się ogarnąć, po chwili dostałam sms:
"P.S świetnie całujesz.. :)"
Zaczęłam się śmiać...

Dzień minął jak zwykle nudno, po południu na szczęście doszłam już do siebie i mogłyśmy pojechać po tatę, Zjedliśmy razem kolację potem tata się położył a ja zabrałam się za lekcje. Nie miałam do tego głowy, poszłam się tylko wykąpać i szybko zasnęłam.

Długi coś heh..może będzie dzisiaj jeszcze jeden ale nie obiecuje. Pzdr:*