Obudził mnie śpiew ptaków i słońce.
-Hej, wyspałaś się?-odparł cicho Max?
Nie kontaktowałam jeszcze za dobrze. -Yy..tak.
-Twoje ubrania już wyschły, są na krześle, jedynie koszulkę masz trochę brudną więc dam ci jakąś swoją. Szczoteczka do zębów czeka na ciebie w łazience, masz też czysty ręcznik, jeśli chcesz możesz pożyczyć kosmetyki matki a gdy już się doprowadzisz do stanu normalności zapraszam na śniadanie.-powiedział to tak szybko, że nie wiele zapamiętałam.
Nie miałam w ogólne ochoty dźwigać się z łóżka. Ale jednak kiedyś trzeba było to zrobić. Ubrałam się i ogarnęłam twarz. Zeszłam na dół na śniadanie.
Był tam pokaźny talerz kanapek i ciepła herbata, szybko wzięłam się za jedzenie bo byłam bardzo głodna. Po chwili zauważyłam kartkę na której pisało 'jetem z tyłu domu, max ; *'
Gdy zjadłam poszłam tam. Ogród był ogromny, a pośrodku stał duży basen. Max przesadzał jakieś drzewka.
-Hej.-odparłam
-No hej , jak tam ?
-W porządku , dzięki będę się już zbierać do domu.
-Możesz zostać jeśli chcesz.
-Nie dzięki , i tak już sprawiłam dużo kłopotu..
-Nie prawda, jeśli chodzi o mnie to żadnego.
-Mimo wszystko bardzo ci dziękuję.
-Może cię podwieźć?
-Nie ma takiej potrzeby, to na razie.
-Spotkamy się jeszcze?
-Mam nadzieję...
Wróciłam do domu babci, było ok.12:30 czyli ślub albo trwał albo się już skończył.
-No cześć kochanie jak było?
-Hej, w porządku a u ciebie ?
-A też, wiesz byłam na randce..
-Serio ? Z kim ?
-Z tym panem ze stajni, bardzo go lubie..
-No się cieszę, za ile będzie obiad?
-Za jakieś pół godziny.
-Świetnie, to pójdę do siebie.
W pokoju usiadłam przy łóżku i zaczęłam myśleć...
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
środa, 20 lipca 2011
Rozdział 20
Moje serce stanęło i mogłam wydusić z siebie tylko cichy jęk.
-Jak...to..?
-Laura...i tak wiesz, że nie możemy być razem. A ja się w niej zakochałem, a ojcowi to nie przeszkadza.
-I chcesz mi powiedzieć, że już mnie nie kochasz? Że ta rozłąka tak po prostu była dla ciebie fajna bo mogłeś pokochać kogoś innego? Przecież to jest moja przyjaciółka!
-Nie wiedziałam o tym.
-I tak ją kochasz a nie wiesz z kim się przyjaźni..
Odwróciłam się do Kamili.
-Jak mogłaś...
-Przecież nie wiedziałam o was!
-Miałam ci dzisiaj wszystko powiedzieć, mieliśmy się spotkać poznałabym was ze sobą a ty co ?! Naraziłam się ciotce, ze tu przyjechałam a co dopiero matce, a to dla ciebie żeby cię zobaczyć!
-Laura-powiedział cicho Max, wracajmy.
Stałam jak wryta 5 minut aż się rozpadało o wszyscy zmokliśmy. Maciek poszedł z Kamilą do domu, a ja z Maxem do auta, nawet się nie pożegnał nic, kompletnie nic.
-Laura...
-Nie gadaj już nic Max! Zawieź mnie tylko do ciotki a ja jej powiem, że się pokłóciłam z tą koleżanką, w ogóle to był zły pomysł, ale i tak ci dziękuję.
-Wsiądź już do auta bo się rozchorujesz.
Moja najlepsza przyjaciółka z miłością mojego życia..nie mogłam się z tym pogodzić, całą drogę płakałam, aż w końcu Maxowi zabrakło chusteczek w aucie i poszedł na stację benzynową aby je kupić i dotankować.
Była gdzieś 5-6 nad ranem gdy dojechaliśmy.
-Zatrzymaj się przed sklepem, nie chce żeby ciocia słyszała jakieś auto pod domem.
-Przecież to jeszcze trochę drogi...zmokniesz...
-Trudno.
-Nie, pojedziemy do mnie tam się wyśpisz, a jutro nie powinno padać.
-Nie mogę, przecież ty masz swoją rodzinę.
-Tylko matkę...poza tym mam pokój na górze..ona na dole, jest przyzwyczajona, że wracam późno. Poza tym za niedługo będzie wstawać do pracy więc dom będzie pusty, chodź.
Wlokłam się za nim ze zmęczenia, przyniósł mi ciepłej herbaty i dał swoją suchą koszulkę. Wtuliłam się w pościel i zasnęłam.
Krótki bo burza jest a nie chce żeby mi dupło, więc potem będzie jeszcze jeden, baj; *
-Jak...to..?
-Laura...i tak wiesz, że nie możemy być razem. A ja się w niej zakochałem, a ojcowi to nie przeszkadza.
-I chcesz mi powiedzieć, że już mnie nie kochasz? Że ta rozłąka tak po prostu była dla ciebie fajna bo mogłeś pokochać kogoś innego? Przecież to jest moja przyjaciółka!
-Nie wiedziałam o tym.
-I tak ją kochasz a nie wiesz z kim się przyjaźni..
Odwróciłam się do Kamili.
-Jak mogłaś...
-Przecież nie wiedziałam o was!
-Miałam ci dzisiaj wszystko powiedzieć, mieliśmy się spotkać poznałabym was ze sobą a ty co ?! Naraziłam się ciotce, ze tu przyjechałam a co dopiero matce, a to dla ciebie żeby cię zobaczyć!
-Laura-powiedział cicho Max, wracajmy.
Stałam jak wryta 5 minut aż się rozpadało o wszyscy zmokliśmy. Maciek poszedł z Kamilą do domu, a ja z Maxem do auta, nawet się nie pożegnał nic, kompletnie nic.
-Laura...
-Nie gadaj już nic Max! Zawieź mnie tylko do ciotki a ja jej powiem, że się pokłóciłam z tą koleżanką, w ogóle to był zły pomysł, ale i tak ci dziękuję.
-Wsiądź już do auta bo się rozchorujesz.
Moja najlepsza przyjaciółka z miłością mojego życia..nie mogłam się z tym pogodzić, całą drogę płakałam, aż w końcu Maxowi zabrakło chusteczek w aucie i poszedł na stację benzynową aby je kupić i dotankować.
Była gdzieś 5-6 nad ranem gdy dojechaliśmy.
-Zatrzymaj się przed sklepem, nie chce żeby ciocia słyszała jakieś auto pod domem.
-Przecież to jeszcze trochę drogi...zmokniesz...
-Trudno.
-Nie, pojedziemy do mnie tam się wyśpisz, a jutro nie powinno padać.
-Nie mogę, przecież ty masz swoją rodzinę.
-Tylko matkę...poza tym mam pokój na górze..ona na dole, jest przyzwyczajona, że wracam późno. Poza tym za niedługo będzie wstawać do pracy więc dom będzie pusty, chodź.
Wlokłam się za nim ze zmęczenia, przyniósł mi ciepłej herbaty i dał swoją suchą koszulkę. Wtuliłam się w pościel i zasnęłam.
Krótki bo burza jest a nie chce żeby mi dupło, więc potem będzie jeszcze jeden, baj; *
wtorek, 19 lipca 2011
Rozdział 19
Poszłam szybko do domu cioci, zrobiła właśnie sałatkę do jej jak to mówi wybornych steków.
-Hej ciociu...mam pytanie.
-Tak?
-Mogę dzisiaj zanocować u koleżanki? Poznała ją tu wczoraj i mnie zaprosiła.
-No nie wiem...
-Proszę...
-A kiedy wrócisz?
-No tak postaram się jutro lub pojutrze.
Mówiąc to przypomniałam sobie o Kamili z którą nie gadałam ponad miesiąc. Podziękowałam cioci, spakowałam parę rzeczy i wyszłam, byłam pod sklepem dużo przed czasem więc wybrałam numer do Kamili.
-Hej...pamiętasz mnie jeszcze?
-No jasne. Co ty robiłam przez ten cały czas?
-No wiesz trochę sie zdarzyło...jutro będę w mieście spotkajmy się w parku.
-Jutro? No nie wiem czy mogę.
-Proszę, to jedyna okazja...dowiesz się potem czemu, bardzo mi zależy żeby znów cię zobaczyć.
-Zobaczę co da się wykombinować.
-No dzieki...to ja kończę bo wiesz z kasą krucho, to do jutra tak koło 4 ?
-No zobacze, napiszę ci esa jeszcze, na razie.
Max przyjechał, wsiadłam do auta nie pewnie mówiąc cześć.
-Cześć...
-No siema. Jak tam gotowa podbić świat?
-To nie jest śmieszne.
-Sory...i sory za wczoraj, nie powinienem w końcu wiem po co cię tam wiozę.
-Nic się nie stało, słuchaj muszę jeszcze tam spotkać się z przyjaciółką koło 4.
-Jasne, nie ma problemu.
-Dzięki...nie wiem po co to robisz, przecież nawet się nie znamy.
-Powiedzmy, że mam powód, dobra już ruszajmy jeśli chcemy zdążyć.
-Spoko...
Po paru godzinach byliśmy na miejscu...
Była jeszcze noc więc nikt nas chyba nie zauważył.
-Zaparkuję tam...
-Ok, miałeś mieć jakiś plan..
-Tak wiem, zaraz ci opowiem.
-Spoko.
-Więc...zapukam do drzwi, powiem że jestem jego kolegą i muszę z nim pilnie pogadać, wtedy zaprowadzę go tu i pogadacie.
-Rodzice go nie puszczą...
-Zobaczymy.
-Dobra ja pójdę do drzwi ty czekaj tu, tylko który to dom?
-Ten w kolorze ceglanym.
-Aha..dobra to idę.
Po chwili jego sylwetka znikła za domami.
-Słucham? -odpowiedział głos w drzwiach.
-Witam, mogę rozmawiać z Maćkiem?
-A kto ty?
-Jego kolega...
-Jak masz na imię?
-Max..jestem z drużyny piłkarskiej.
-Zaczekaj...
Maciek przyszedł po chwili.
-Czeeść Maciek-odparł Max.
-Eee?
-Chodź musimy pogadać o tym meczu w niedzielę, zaraz przyprowadzę pana syna do domu, po prostu mam ważną sprawę.
-Dobrze, ale nie za długo.
-Dobra teraz koleś gadaj kim jesteś i czego chcesz?-powiedział Maciek ze zdenerwowaniem.
-Jestem Max i muszę cię gdzieś zaprowadzić.
Stałam przy aucie nerwowo chodząc co chwilę, nawet ulubiona piosenka nie mogła opisać tego jak bardzo chciała się z nim zobaczyć.
-Gdzie ty mnie prowadzisz?!
-Ty za rogiem, idź.
Nagle moje serce stanęło, zobaczyłam go, łzy napłynęły do oczu i zaczęłam biec, on stał jak nie ruchomy wpatrując się we mnie.
Tuż przed jego nosem zatrzymałam się.
-Maciek.
-Laura?-odpowiedział ze zdziwieniem.
-Tęskniłam.
-Co ty tu robisz w ogóle..jak ojciec się dowie...
-Maciek...nie dowie jesteś tu ze mną, nawet nie wiesz ile kosztowało mnie żeby tu przyjechać...kocham cię nadal, wie dzisiaj ślub, ale ja musiałam cię zobaczyć. Nie dopuszczę do tego ślubu..już dawno to sobie obiecałam teraz mogę wreszcie to zrobić.
W tej samej chwili zobaczyłam Kamilę.
-Kamila!
-Laura?!
Rzuciłyśmy się sobie do ramion, a Kamila była całą w szoku.
-Maciek..kocham cię odparłam, jedź ze mną musisz, ja nie mogę tak dłużej bez ciebie.
Przytuliłam go i chciałam pocałować, ale on mnie odepchnął i odwrócił głowę.
-Maciek...-mówiłam ze łzami.
-Laura..ja i Kamila spotykamy się...
Może dzisiaj będzie jeszcze jeden nie wiem..jakiś marny jest bo nie mam ochoty pisać...zmarła moja dalsza ciocia i nie mam humoru, Pa [*]
-Hej ciociu...mam pytanie.
-Tak?
-Mogę dzisiaj zanocować u koleżanki? Poznała ją tu wczoraj i mnie zaprosiła.
-No nie wiem...
-Proszę...
-A kiedy wrócisz?
-No tak postaram się jutro lub pojutrze.
Mówiąc to przypomniałam sobie o Kamili z którą nie gadałam ponad miesiąc. Podziękowałam cioci, spakowałam parę rzeczy i wyszłam, byłam pod sklepem dużo przed czasem więc wybrałam numer do Kamili.
-Hej...pamiętasz mnie jeszcze?
-No jasne. Co ty robiłam przez ten cały czas?
-No wiesz trochę sie zdarzyło...jutro będę w mieście spotkajmy się w parku.
-Jutro? No nie wiem czy mogę.
-Proszę, to jedyna okazja...dowiesz się potem czemu, bardzo mi zależy żeby znów cię zobaczyć.
-Zobaczę co da się wykombinować.
-No dzieki...to ja kończę bo wiesz z kasą krucho, to do jutra tak koło 4 ?
-No zobacze, napiszę ci esa jeszcze, na razie.
Max przyjechał, wsiadłam do auta nie pewnie mówiąc cześć.
-Cześć...
-No siema. Jak tam gotowa podbić świat?
-To nie jest śmieszne.
-Sory...i sory za wczoraj, nie powinienem w końcu wiem po co cię tam wiozę.
-Nic się nie stało, słuchaj muszę jeszcze tam spotkać się z przyjaciółką koło 4.
-Jasne, nie ma problemu.
-Dzięki...nie wiem po co to robisz, przecież nawet się nie znamy.
-Powiedzmy, że mam powód, dobra już ruszajmy jeśli chcemy zdążyć.
-Spoko...
Po paru godzinach byliśmy na miejscu...
Była jeszcze noc więc nikt nas chyba nie zauważył.
-Zaparkuję tam...
-Ok, miałeś mieć jakiś plan..
-Tak wiem, zaraz ci opowiem.
-Spoko.
-Więc...zapukam do drzwi, powiem że jestem jego kolegą i muszę z nim pilnie pogadać, wtedy zaprowadzę go tu i pogadacie.
-Rodzice go nie puszczą...
-Zobaczymy.
-Dobra ja pójdę do drzwi ty czekaj tu, tylko który to dom?
-Ten w kolorze ceglanym.
-Aha..dobra to idę.
Po chwili jego sylwetka znikła za domami.
-Słucham? -odpowiedział głos w drzwiach.
-Witam, mogę rozmawiać z Maćkiem?
-A kto ty?
-Jego kolega...
-Jak masz na imię?
-Max..jestem z drużyny piłkarskiej.
-Zaczekaj...
Maciek przyszedł po chwili.
-Czeeść Maciek-odparł Max.
-Eee?
-Chodź musimy pogadać o tym meczu w niedzielę, zaraz przyprowadzę pana syna do domu, po prostu mam ważną sprawę.
-Dobrze, ale nie za długo.
-Dobra teraz koleś gadaj kim jesteś i czego chcesz?-powiedział Maciek ze zdenerwowaniem.
-Jestem Max i muszę cię gdzieś zaprowadzić.
Stałam przy aucie nerwowo chodząc co chwilę, nawet ulubiona piosenka nie mogła opisać tego jak bardzo chciała się z nim zobaczyć.
-Gdzie ty mnie prowadzisz?!
-Ty za rogiem, idź.
Nagle moje serce stanęło, zobaczyłam go, łzy napłynęły do oczu i zaczęłam biec, on stał jak nie ruchomy wpatrując się we mnie.
Tuż przed jego nosem zatrzymałam się.
-Maciek.
-Laura?-odpowiedział ze zdziwieniem.
-Tęskniłam.
-Co ty tu robisz w ogóle..jak ojciec się dowie...
-Maciek...nie dowie jesteś tu ze mną, nawet nie wiesz ile kosztowało mnie żeby tu przyjechać...kocham cię nadal, wie dzisiaj ślub, ale ja musiałam cię zobaczyć. Nie dopuszczę do tego ślubu..już dawno to sobie obiecałam teraz mogę wreszcie to zrobić.
W tej samej chwili zobaczyłam Kamilę.
-Kamila!
-Laura?!
Rzuciłyśmy się sobie do ramion, a Kamila była całą w szoku.
-Maciek..kocham cię odparłam, jedź ze mną musisz, ja nie mogę tak dłużej bez ciebie.
Przytuliłam go i chciałam pocałować, ale on mnie odepchnął i odwrócił głowę.
-Maciek...-mówiłam ze łzami.
-Laura..ja i Kamila spotykamy się...
Może dzisiaj będzie jeszcze jeden nie wiem..jakiś marny jest bo nie mam ochoty pisać...zmarła moja dalsza ciocia i nie mam humoru, Pa [*]
sobota, 16 lipca 2011
Rozdział 18
Dochodziła 7, przebrałam się z dresu w dżinsy, T-shirt i trampki. Włosy zwinęłam w kucyk. Ciocia siedziała u tego pana ze stajni więc napisałam jej kartkę i poszłam. Byłam trochę spóźniona więc przyśpieszyłam.
-Hej, sory za spóźnienie.
-Spoko, tak się wystroiłaś, że pewno zapomniałaś spojrzeć na zegarek kiedy malowałaś się w łazience.- zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne...po prostu oglądałam film i się zapomniałam.
-Dobra, dobra...
-Mhm, to co będziemy robić ?
-Może kupimy coś do picia i się przejdziemy, nie daleko jest las.
-Dobry pomysł.
Ja kupiłam wodę, on piwo i poszliśmy.
Przez pierwsze 10 minut szliśmy w ciszy, kompletnie nie wiedziałam co do niego mówić. W końcu on się odezwał.
-Więc...zrobił pauzę. Ile masz lat ?
-Ym..16 a ty?
-17.
-Pijesz piwo...-odparłam
-Tak, chcesz?
-Nie, dzięki.
-Pewnie chodzi ci o to, że nie mam 18 ?
-Trochę...
-To powiem tak, ojciec mi zmarł, matka ciągle pracuje więc nie widzę przeszkód.
-Przykro mi..moja też robi to samo...strasznie się zmieniła.
-Tak to bywa. Mogę obejrzeć twoją bandamkę?
Serce mi zabiło, przecież tam są rany...
-No nie wiem...-odparłam.
-Coś nie tak ?
-W pewnym sensie.
Wiedziałam, że jak to zobaczy to będą pytania, zaryzykowałam.
Dobra masz...bandamka lekko zsunęła się z ręki a on siedział już na murku, schowałam szybko rękę, ale zauważył i spojrzał na mnie błagalnie.
-Nie będę pytał, jeśli nie chcesz.
-Długa historia...
-Mamy dużo czasu, możesz się wypłakać.-zaśmiał się chociaż mnie to wcale nie bawiło.
Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami, że jutro po południu jej miłość życia zniknie, że nie da się nic zrobić. Odparł tylko :
-Gdzie mieszkasz?
-Wrocław.
-Nie zbyt daleko, mogę cię tam zawieźć autem matki, zrobiłem prawko pare dni temu.
Byłam zszokowana.
-Ale ja nie mogę...moja ciocia gdy się dowie..a matka, poza tym on nie wyjdzie z domu.
-Coś wymyślę, a cioci powiesz, że poznałaś tu koleżankę i zostaniesz na noc. Do jutra wrócimy, chyba, że będziesz chciała tam zostać.
-Nie wiem co powiedzieć.
-Powiedz, że się zgadzasz, w końcu nie mogę pić więcej piw nie? -zaśmiał się.
-Dobra, wchodzę w to.
-No to super, to bądź tu hm kurcze..to by trzeba było wyjechać wieczorem...to powiedz cioci, że pójdziesz do koleżanki o 21, a przyjdziesz tutaj i schowasz się za sklepem, i weź jakąś torbę, żeby nie myślała, że idziesz bez niczego.
-Spoko....i dzięki.
Pocałowała go w policzek a jego usta zeszły niżej...po chwili jednak odwróciła głowę a on pocałował jej włosy.
-Przepraszam, nie mogę.
Poszłam do domu...
-Hej, sory za spóźnienie.
-Spoko, tak się wystroiłaś, że pewno zapomniałaś spojrzeć na zegarek kiedy malowałaś się w łazience.- zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne...po prostu oglądałam film i się zapomniałam.
-Dobra, dobra...
-Mhm, to co będziemy robić ?
-Może kupimy coś do picia i się przejdziemy, nie daleko jest las.
-Dobry pomysł.
Ja kupiłam wodę, on piwo i poszliśmy.
Przez pierwsze 10 minut szliśmy w ciszy, kompletnie nie wiedziałam co do niego mówić. W końcu on się odezwał.
-Więc...zrobił pauzę. Ile masz lat ?
-Ym..16 a ty?
-17.
-Pijesz piwo...-odparłam
-Tak, chcesz?
-Nie, dzięki.
-Pewnie chodzi ci o to, że nie mam 18 ?
-Trochę...
-To powiem tak, ojciec mi zmarł, matka ciągle pracuje więc nie widzę przeszkód.
-Przykro mi..moja też robi to samo...strasznie się zmieniła.
-Tak to bywa. Mogę obejrzeć twoją bandamkę?
Serce mi zabiło, przecież tam są rany...
-No nie wiem...-odparłam.
-Coś nie tak ?
-W pewnym sensie.
Wiedziałam, że jak to zobaczy to będą pytania, zaryzykowałam.
Dobra masz...bandamka lekko zsunęła się z ręki a on siedział już na murku, schowałam szybko rękę, ale zauważył i spojrzał na mnie błagalnie.
-Nie będę pytał, jeśli nie chcesz.
-Długa historia...
-Mamy dużo czasu, możesz się wypłakać.-zaśmiał się chociaż mnie to wcale nie bawiło.
Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami, że jutro po południu jej miłość życia zniknie, że nie da się nic zrobić. Odparł tylko :
-Gdzie mieszkasz?
-Wrocław.
-Nie zbyt daleko, mogę cię tam zawieźć autem matki, zrobiłem prawko pare dni temu.
Byłam zszokowana.
-Ale ja nie mogę...moja ciocia gdy się dowie..a matka, poza tym on nie wyjdzie z domu.
-Coś wymyślę, a cioci powiesz, że poznałaś tu koleżankę i zostaniesz na noc. Do jutra wrócimy, chyba, że będziesz chciała tam zostać.
-Nie wiem co powiedzieć.
-Powiedz, że się zgadzasz, w końcu nie mogę pić więcej piw nie? -zaśmiał się.
-Dobra, wchodzę w to.
-No to super, to bądź tu hm kurcze..to by trzeba było wyjechać wieczorem...to powiedz cioci, że pójdziesz do koleżanki o 21, a przyjdziesz tutaj i schowasz się za sklepem, i weź jakąś torbę, żeby nie myślała, że idziesz bez niczego.
-Spoko....i dzięki.
Pocałowała go w policzek a jego usta zeszły niżej...po chwili jednak odwróciła głowę a on pocałował jej włosy.
-Przepraszam, nie mogę.
Poszłam do domu...
czwartek, 14 lipca 2011
Rozdział 17
Nie spałam prawie całą noc, pokój miałam na jakim strychu więc było gorąco. Zeszłam na dół napić się wody, wyszłam na dwór. Przeszedł mnie zimny dreszcz po którym odczułam ulgę. Usiadłam na powalonym pniu i zaczęłam wdychać czyste powietrze. Usłyszałam za płotem jakieś śmiechy, pewno byli to jacyś młodzi, szczęśliwi ludzie, co prawda byli nawaleni ale chociaż szczęśliwi. 2 dni dzieliło mnie i Maćka od końca czegokolwiek co nie miało szansy się zacząć. Łza spłynęła mi po policzku, wróciłam na strych i mimo ciepła zasnęłam.
Rano wstałam po 10. Zrobiłam sobie kromkę i przeczytałam kartkę cioci na której pisało, że poszła do stajni. Poszłam więc do niej. W między czasie wstąpiłam po picie. Znów pod sklepem była ta grupka jeżdżących na deskorolkach. Miedzy nimi siedziały dwie laski typowe plastiki. Różowe spódniczki odsłaniające więcej niż powinny, same staniki, platynowe włosy i na czarno pomalowane oczy. Śmiały się szyderczo gdy zerknęłam na jednych z nich. Dziewczyna wstała i udawała, że jeździ na desce po czym wywróciła się z myślą, że 'grupowe ciacho' ją podniesie. On jednak tego nie zrobił tylko jego kolega. Zaśmiałam się pod nosem i poszłam do stajni. Pobyłam tam jakąś godzine, później ciocia poprosiła mnie o zrobienie małych zakupów zgodziłam się, i tak nie było nic do roboty. Poszłam do tego samego marketu co poprzednio z racji tego, że innego nie było. W ręce trzymałam listę a drugą pchałam koszyk, zaczytana w niewyraźne pismo cioci nie widziałam gdzie pcham wózek. Nagle poczułam, że do kogoś wjechałam. Zorientowałam się po chwili, ze to jeden z tych chłopaków.
-Przepraszam cię.
-Spoko, nic się nie stało.
-Boli cię?
-Nieee. -powiedział z uśmiechem, ja sama też się uśmiechnęłam.
-Szukasz czegoś konkretnego - odparł.
-No tak paru rzeczy, jestem ty 3 raz więc nie wiem co gdzie leży.
-To pokaż to pomogę ci.
-Dzięki, jestem Laura.
-Max.
-Miło mi.
-Mi też.-i znów ten charakterystyczny uśmiech.
-Mieszkasz tu-odparłam.
-Tak, od dzieciństwa a ty? Nigdy wcześniej cię nie widziałem.
-Jestem tu drugi dzień....długa historia, nie będę cię zanudzać....
-Może się kiedyś spotkamy i na spokojnie?
-Chętnie, znam tu tylko ciocię u której mieszkam, także fajnie by było z kimś pogadać.
-To może dziś wieczorem koło 7 pod sklepem?
-Spoko.
Kupiłam wszystko i poszłam do domu może w trochę lepszym humorze...
Dawno mnie tu nie było, sory ;) Jestem aktualnie u babci, jutro już będę w domu. Mam nadzieję, że macie fajne wakacje bo ja pogrążyłam się w ciekawych książkach ;) Pani z polaka bd ze mnie dumna ^^. To na razie ;* Kocham moich gnomów.! :**
Rano wstałam po 10. Zrobiłam sobie kromkę i przeczytałam kartkę cioci na której pisało, że poszła do stajni. Poszłam więc do niej. W między czasie wstąpiłam po picie. Znów pod sklepem była ta grupka jeżdżących na deskorolkach. Miedzy nimi siedziały dwie laski typowe plastiki. Różowe spódniczki odsłaniające więcej niż powinny, same staniki, platynowe włosy i na czarno pomalowane oczy. Śmiały się szyderczo gdy zerknęłam na jednych z nich. Dziewczyna wstała i udawała, że jeździ na desce po czym wywróciła się z myślą, że 'grupowe ciacho' ją podniesie. On jednak tego nie zrobił tylko jego kolega. Zaśmiałam się pod nosem i poszłam do stajni. Pobyłam tam jakąś godzine, później ciocia poprosiła mnie o zrobienie małych zakupów zgodziłam się, i tak nie było nic do roboty. Poszłam do tego samego marketu co poprzednio z racji tego, że innego nie było. W ręce trzymałam listę a drugą pchałam koszyk, zaczytana w niewyraźne pismo cioci nie widziałam gdzie pcham wózek. Nagle poczułam, że do kogoś wjechałam. Zorientowałam się po chwili, ze to jeden z tych chłopaków.
-Przepraszam cię.
-Spoko, nic się nie stało.
-Boli cię?
-Nieee. -powiedział z uśmiechem, ja sama też się uśmiechnęłam.
-Szukasz czegoś konkretnego - odparł.
-No tak paru rzeczy, jestem ty 3 raz więc nie wiem co gdzie leży.
-To pokaż to pomogę ci.
-Dzięki, jestem Laura.
-Max.
-Miło mi.
-Mi też.-i znów ten charakterystyczny uśmiech.
-Mieszkasz tu-odparłam.
-Tak, od dzieciństwa a ty? Nigdy wcześniej cię nie widziałem.
-Jestem tu drugi dzień....długa historia, nie będę cię zanudzać....
-Może się kiedyś spotkamy i na spokojnie?
-Chętnie, znam tu tylko ciocię u której mieszkam, także fajnie by było z kimś pogadać.
-To może dziś wieczorem koło 7 pod sklepem?
-Spoko.
Kupiłam wszystko i poszłam do domu może w trochę lepszym humorze...
Dawno mnie tu nie było, sory ;) Jestem aktualnie u babci, jutro już będę w domu. Mam nadzieję, że macie fajne wakacje bo ja pogrążyłam się w ciekawych książkach ;) Pani z polaka bd ze mnie dumna ^^. To na razie ;* Kocham moich gnomów.! :**
środa, 22 czerwca 2011
Rozdział 16
Minęło wiele dni, a ja nie zobaczyłam się jeszcze z Maćkiem. Ta sytuacja mnie przerastała. Siedziałam w swoim pokoju na parapecie gdy matka weszła.
-Laura mam ci coś do powiedzenia.
-Co?
-Jutro jedziesz do ciotki na wieś do końca wakacji.
-Chyba sobie żartujesz.
-Wyjeżdżamy właściwie dzisiaj wieczorem by zdążyć na rano, także się spakuj. O 8 wyjedziemy.
-Ale mamo!
Nic nie powiedziała tylko wyszła, miałam ochotę walnąć głową o ścianę, lub skoczyć z mostu. Nawet nie rozpakowałam się od powrotu z morza więc nie było pakowania. Wrzuciłam torby i wsiadłam do auta. Pomyślałam sobie, że dziś jest 12 sierpień. Za 3 dni mój ojciec miał wziąć ślub. Byłam podłamana, że moja matka wywozi mnie tam specjalnie, zdala od domu bym nie mogła przypadkiem wrócić. Po przyjeździe zostawiła mnie pod drzwiami i odjechała nawet się nie przywitając. Weszłam powoli po skrzypiących schodach i zapukałam do środka, Nikt nie otwierał pomyślałam, że nie ma jej w domu więc postanowiłam rozejrzeć się trochę. Zobaczyłam nie daleko stadninę koni. Nie przepadałam za tym ale konie jako zwierzęta lubiłam. Weszłam do środka i zobaczyłam wiele koni, I chociaż zapach nie był najciekawszy to w oczy rzucił mi się piękny brązowy koń. Podeszłam do niego i pogłaskałam. Po chwili podszedł do mnie starszy pan i zapytał czego chcę. Odpowiedziałam mu o ciotce i jak tu dotarłam, on odparł, że jest bliskim znajomym cioci i ona często tu przebywa, powiedział, że jest u niego w pokoju i pójdzie ją zawołać. Ciocie widziałam może raz, dwa razy w życiu, ale tego okresu na pewno nie pamiętam. W oczekiwaniu na przyjście cioci zaczęłam obserwować jeżdżących na koniach. Zaczęło mi się to podobać. W końcu przyszła ciocia, przywitałyśmy się i pojechałyśmy do domu, bardzo się ucieszyła, ja mniej. Zapytałam czy jest tu jakieś miasto, odparła, że tak i możemy tam pojechać. Mimo, że była to wieś było tu parę sklepów. Ciocia zajechała do stacji benzynowej a ja zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu czegoś interesującego. Zobaczyłam grupkę chłopców i dziewczyn jeżdżących na desce. Jeden tak cholernie przypominał Maćka... Ciocia wróciła i pojechałyśmy dalej. Sklepów było mało więc szybko je obeszłam. Kupiłam sobie jedynie nową bandamkę i bluzkę. Przy dziele z deskami zauważyłam ta samą grupkę co przedtem, rozglądali się po sklepie jakby byli złodziejami. Jednak myliłam się, jeden z nich kupił picie. Ciocia miała zamiar zrobić jakieś większe zakupy więc poszłam sobie na dwór. Przyglądałam się jak jeżdżą, pomyślałam, że fajnie byłoby też spróbować, ale to może kiedyś. Ciocia wróciła i pojechałyśmy do domu, wieczorem zrobiłyśmy razem kolację i obejrzałyśmy jakąś komedię romantyczną, opowiedziałam jej o wszystkim co się stało, była tym zainteresowana nie to co moja matka. Powiedziałam, że nasi rodzice biorą za 3 dni ślub a ja jestem tu na jakiejś wsi, bezbronna...
No i jest kolejny ;)
Od dzisiaj wakacje, nie wiem czy się cieszyć czy nie, jedyna fajna rzecz która się dzisiaj zdarzyła to, że taki ładny skejcik mieszka nie daleko nas ;)
Mimo wszystko będę tęsknić za szkołą i nie tylko i pomyśleć, że jeszcze tam tylko rok...potem komers, wcześniej testy nie wiem jak ogarnę, na razie muszę się wyspać, i odreagować.
I mam nadzieję, że chociaż raz gdy będę na rynku cię spotkam...
Trzymajcie się i udanych wakacji, pzdr;*
-Laura mam ci coś do powiedzenia.
-Co?
-Jutro jedziesz do ciotki na wieś do końca wakacji.
-Chyba sobie żartujesz.
-Wyjeżdżamy właściwie dzisiaj wieczorem by zdążyć na rano, także się spakuj. O 8 wyjedziemy.
-Ale mamo!
Nic nie powiedziała tylko wyszła, miałam ochotę walnąć głową o ścianę, lub skoczyć z mostu. Nawet nie rozpakowałam się od powrotu z morza więc nie było pakowania. Wrzuciłam torby i wsiadłam do auta. Pomyślałam sobie, że dziś jest 12 sierpień. Za 3 dni mój ojciec miał wziąć ślub. Byłam podłamana, że moja matka wywozi mnie tam specjalnie, zdala od domu bym nie mogła przypadkiem wrócić. Po przyjeździe zostawiła mnie pod drzwiami i odjechała nawet się nie przywitając. Weszłam powoli po skrzypiących schodach i zapukałam do środka, Nikt nie otwierał pomyślałam, że nie ma jej w domu więc postanowiłam rozejrzeć się trochę. Zobaczyłam nie daleko stadninę koni. Nie przepadałam za tym ale konie jako zwierzęta lubiłam. Weszłam do środka i zobaczyłam wiele koni, I chociaż zapach nie był najciekawszy to w oczy rzucił mi się piękny brązowy koń. Podeszłam do niego i pogłaskałam. Po chwili podszedł do mnie starszy pan i zapytał czego chcę. Odpowiedziałam mu o ciotce i jak tu dotarłam, on odparł, że jest bliskim znajomym cioci i ona często tu przebywa, powiedział, że jest u niego w pokoju i pójdzie ją zawołać. Ciocie widziałam może raz, dwa razy w życiu, ale tego okresu na pewno nie pamiętam. W oczekiwaniu na przyjście cioci zaczęłam obserwować jeżdżących na koniach. Zaczęło mi się to podobać. W końcu przyszła ciocia, przywitałyśmy się i pojechałyśmy do domu, bardzo się ucieszyła, ja mniej. Zapytałam czy jest tu jakieś miasto, odparła, że tak i możemy tam pojechać. Mimo, że była to wieś było tu parę sklepów. Ciocia zajechała do stacji benzynowej a ja zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu czegoś interesującego. Zobaczyłam grupkę chłopców i dziewczyn jeżdżących na desce. Jeden tak cholernie przypominał Maćka... Ciocia wróciła i pojechałyśmy dalej. Sklepów było mało więc szybko je obeszłam. Kupiłam sobie jedynie nową bandamkę i bluzkę. Przy dziele z deskami zauważyłam ta samą grupkę co przedtem, rozglądali się po sklepie jakby byli złodziejami. Jednak myliłam się, jeden z nich kupił picie. Ciocia miała zamiar zrobić jakieś większe zakupy więc poszłam sobie na dwór. Przyglądałam się jak jeżdżą, pomyślałam, że fajnie byłoby też spróbować, ale to może kiedyś. Ciocia wróciła i pojechałyśmy do domu, wieczorem zrobiłyśmy razem kolację i obejrzałyśmy jakąś komedię romantyczną, opowiedziałam jej o wszystkim co się stało, była tym zainteresowana nie to co moja matka. Powiedziałam, że nasi rodzice biorą za 3 dni ślub a ja jestem tu na jakiejś wsi, bezbronna...
No i jest kolejny ;)
Od dzisiaj wakacje, nie wiem czy się cieszyć czy nie, jedyna fajna rzecz która się dzisiaj zdarzyła to, że taki ładny skejcik mieszka nie daleko nas ;)
Mimo wszystko będę tęsknić za szkołą i nie tylko i pomyśleć, że jeszcze tam tylko rok...potem komers, wcześniej testy nie wiem jak ogarnę, na razie muszę się wyspać, i odreagować.
Trzymajcie się i udanych wakacji, pzdr;*
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Rozdział 15
Ojciec strasznie się zdenerwował kazał Maćkowi wynosić się do swojego pokoju i zacząć się pakować bo wyjedziemy dzisiaj. Zaczęłam się na niego wydzierać ale i mi kazał się spakować. Powiedział, że Maciek pojedzie z nim i jego przyszłą żoną a ja z matką. Stanowczo się nie zgodziłam, ale moje słowa były na marne, nawet maka mnie nie poparła. Wszyscy wyszli z pokoju a ja zapłakana położyłam się na łóżko. Miałam stanowczy zakaz kontaktów z Maćkiem. Nie mogłam tego znieść. Zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju wycierając mokre policzki. Chciałam po raz pierwszy się do niego przytulić, bałam się o niego, wiem co zrobił parę tygodni temu. Rodzice zamknęli mi pokój na klucz zabrali telefon, komputer. Była godzina wyjazdu a ja nawet nie wyciągłam torby. Klucz w drzwiach zaczął się przekręcać a ja leżałam w łóżku. Ojciec kazał iść mi do auta, udawałam, że nie słyszę. Siłą wziął mnie z auta i przy nim kazał się pakować, wrzuciłam rzeczy bele jak, tak że nie mogły się zmieścić. Z płaczem szłam przez korytarz hotelu tak, że każdy patrzał się na mnie jak na idiotkę a jeszcze bardziej na ciągnącego mnie za sobą ojca. Wiedziałam, że ta jego przyszła żona nie mieszkała daleko nas, ale byłam pewna, że teraz wyniosą się z ojcem nie wiadomo gdzie. Ojciec wepchnął mnie siłą do auta matki i odjechała szybko. Siedziałam na tyle ze słuchawkami uszach i z podkurczonymi nogami i głową w kapturze. Po policzkach spływały mi słone łzy, teraz dopiero zrozumiałam co do niego czuję. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że mogę go już nie zobaczyć. Matka zatrzymała się na chwilę, bo chciała kupić coś do zjedzenia. Ja nie chciałam, mimo to kupiła mi cheeseburgera. Ja w tym czasie wzięłam torbę i poszłam do łazienki. Nie używałam jej praktycznie od przyjazdu. Pamiętam, że wsadziłam tam żyletki Maćka, była na nich jeszcze jego krew. Zamknięta w kabinie usiadłam na klopa i przejechałam sobie po ręce. Poczułam jak otwiera mi się skóra, podniosłam głowę do góry i wyciągłam ostrze z ręki. Po ręce leciałam mi krew, która starłam papierem toaletowym, a żyletkę do kieszeni spodni. wyszłam z łazienki z bólem, na szczęście miałam długi, czarny rękaw który wsadziłam do kieszeni. W aucie matka co chwila z kimś gadała przez telefon, na mnie praktycznie nie zwracała uwagi, zjadłam więc tego cheeseburgera aby na mnie nie patrzyła. Zdjęłam z drugiej ręki moją bandamkę i podwinęłam rękaw by zobaczyć rękę. Było dużo krwi która spłynęła aż do łokcia. Wzięłam chusteczkę z torebki i wytarłam trochę udając, że drapię się po ręce. Mama spojrzała na mnie dziwnie i powróciła do rozmowy przez telefon. Chusteczkę z krwi wyrzuciłam przez okno a na rękę zawiązałam bandamkę. Wróciliśmy w końcu do domu, pobiegłam do łazienki. Rozebrałam bluzę i weszłam pod prysznic. Zmyłam krew i zostały tylko świeże ślady. Nie dawałam tam mydła bo szczypało, zawinęłam z powrotem w bandaż i wytarłam resztę ciała. Powiedziałam mamie, że wychodzę się przejść. I tak Maciek miał przyjechać dopiero jutro, ojciec nie chciał żebym czasem do niech przychodziła. Łaziłam w bluzie teraz już bordowej, matka znów załatwiała jakieś sprawy, w ogóle nie przejmowała się tym moim porwaniem...strasznie zmieniła się po tym wyjeździe. Usiadłam na ławce i zaczęłam wdychać to powietrze.
Czułam się źle, chciałam do Maćka..
Krótki dzisiaj bo nie było dialogów tylko przemyślenia 'Laury'
Dzisiaj jestem po udanej wycieczce. Dzięki <3
No to do następnego razu. Pzdr;*
Czułam się źle, chciałam do Maćka..
Krótki dzisiaj bo nie było dialogów tylko przemyślenia 'Laury'
Dzisiaj jestem po udanej wycieczce. Dzięki <3
No to do następnego razu. Pzdr;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
